Białoński: Sto lat od narodzin Górskiego. Co z polskimi trenerami?

Piłka nożna
Białoński: Sto lat od narodzin Górskiego. Co z polskimi trenerami?
Fot. Cyfrasport
Kto dziś może pójść w śladami Kazimierza Górskiego? Lista polskich trenerów, którzy mają potencjał wcale nie jest taka krótka, ale czy dostaną szansę, czy ją wykorzystają, czy starczy cierpliwości - im oraz ich pracodawcom?

We wtorek 2 marca będziemy obchodzić setną rocznicę urodzin Kazimierza Górskiego. Jak oceniałby dziś swych następców Trener Tysiąclecia – zastanawia się dyrektor Sport.Interia.pl Michał Białoński.

Adam Nawałka, Jerzy Engel, Maciej Skorża, Franciszek Smuda, Paweł Janas – to lista polskich szkoleniowców z bogatym doświadczeniem wyniesionym z dużych imprez rangi MŚ czy ME. Polskie kluby ich jednak nie wykorzystują. Czy uważają, że mają lepszych fachowców z naszego rynku? Franz przekroczył już barierę 70 lat, ale zdrowiem i humorem tryska. Z chęcią wróciłby na ławkę, by dobić do 500 meczów Ekstraklasie. Janas ma nadszarpnięte zdrowie po walce z nowotworem, ale Nawałce, Skorży, czy Engelowi niczego nie brakuje.

 

Adam Nawałka swej mocnej pozycji nie dostał w dniu nominacji na selekcjonera przez Zbigniewa Bońka. On musiał wywalczyć sobie ją sam. Wymyślić strategię, personalia i wyegzekwować słynną już jazdę na tyłkach, bez mąki z poświęceń nie ma dobrego chleba w sporcie. Michał Pazdan, Krzysztof Mączyński, Artur Jędrzejczyk – to nie były oczywiste wybory, ale bez tych ludzi Nawałki nie byłoby ćwierćfinału ME, przegranego jednym rzutem karnym półfinału tej imprezy.

 

Na wykorzystanie Nawałki miał pomysł Lech Poznań. Planowany na lata projekt został przerwany po zaledwie czterech miesiącach i 11 meczach. Niegodny Lecha brak cierpliwości.  

 

W ogólnym rozrachunku, pomijając porażkę na rosyjskim mundialu, Nawałka sprawdził się w reprezentacji. Młodsze pokolenie też nie zyska uznania w Europie za piękne oczy, czy niezakwaszone organizmy piłkarzy po przygotowaniach. Ono musi sobie wydrzeć przyczółki pazurami. Ostatni polski awans do Ligi Mistrzów był autorstwem Besnika Hasiego, ale w fazie grupowej stery przejął już Jacek Magiera i wywalczył awans z trzeciego miejsca do fazy pucharowej Ligi Europy. Kosztem nie byle kogo, bo Sportingu Lizbona. Już nawet po sensacyjnym remisie 3-3 z Realem młody szkoleniowiec zasłużył na lepszy los niż odprawienie go z Łazienkowskiej przy pierwszym poważniejszym kryzysie.

 

ZOBACZ TAKŻE: Gol Milika w meczu z Lyonem!

 

Tym bardziej, że załatanie dziur po utracie liderów takich jak Vadis Odjidja-Ofoe, Nemanja Nikolics czy Aleksandar  Prijović  nie odbywa się na pstryknięcie palcami. Proces przebudowy zespołu wymaga czasu, zwłaszcza gdy na miejsce liderów sprowadzasz zawodników o klasę słabszych. Szkoda, że władze Legii o tym zapomniały.

 

Chciałbym widzieć Magierę w wirze codziennej pracy szczególnie teraz, gdy zebrał doświadczenie z pracy z kadrą do lat 20. Za tymże wirem zatęsknił Czesław Michniewicz, który zmierza po mistrzostwo. Raz już je zdobył z Zagłębiem Lubin, w walce o Champions League poległ jednak ze Steauą Bukareszt, po dość wyrównanym boju.

 

Walki o Europę (z Jagiellonią i Cracovią), jak i w Europie, prowadząc Aris Saloniki, kosztował już Michał Probierz. Teraz jego kariera znalazła się na zakręcie. Po kolejnej porażce w 2021 r. „Pasy” niebezpiecznie przykleiły się do duetu Podbeskidzie – Stal Mielec, broniącego się przed degradacją z Ekstraklasy. Pan Michał ma twardy charakter, on się łatwo nie podda.  

 

Maciej Skorża negocjował z Wisłą powrót do Krakowa. Zamiast niego pozostał niesmak. „Biała Gwiazda” poczuła się zdradzona w momencie, gdy szczegóły rozmów zaczęły wyciekać do mediów. A szkoda. Po powrocie ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie prowadził reprezentację do lat 23, asystent Pawła Janasa z MŚ 2006 mógł odwrócić złą kartę na krajowym podwórku. Jego ostatnia rodzima przygoda to zaledwie 16 meczów za sterami Pogoni Szczecin z bardzo słabą średnią punktową – 0.75. Wczoraj minął rok, odkąd Skorża skończył trenowanie. 49 lat to najlepszy wiek, by podbijać polską piłkę, a nie siedzieć w domu.

 

Gdyby kariera pana Macieja potoczyła się tak, jak się na to zanosiło po jego wyrównanych bojach z Tottenhamem, dziś Zbigniew Boniek być może nie dochodziłby do wniosku, że pora na zagranicznego szkoleniowca w reprezentacji Polski.

 

Z nadzieję spoglądam na Marka Papszuna i Marcina Brosza. Pierwszy od pięciu lat realizuje projekt „silny Raków Częstochowa” i wychodzi mu coraz lepiej – jest w tercecie zespołów walczących o krajowy prymat. Drugi tylko nieznacznie krócej realizuje się w Górniku, w nieco innej specyfice miejskiego, a nie prywatnego klubu. Prawdziwą weryfikacją dla obu nie będzie jednak Ekstraklasa, tylko Europa. Papszun może jej doczekać już najbliższego lata.

 

Cała polska piłka powinna wyciągnąć odrobinę choćby nauki z Kazimierza Górskiego. Trener Tysiąclecia nie miał kompleksów wobec włoskiej, angielskiej, czy nawet niemieckiej myśli szkoleniowej. Miał własną filozofię życiową i podobnie było z tą piłkarską. Zaczerpnijmy od niego cierpliwości i luzu, mądrości. Obrazuje je doskonale opowieść z okresu prowadzenia Legii. Klub wynajął mu mieszkanie, w którym po obfitym deszczu przeciekał dach:

 

- Kaziu, zrób coś. Woda kapie nam do łóżka – zaapelowała żona pani Maria.

 

Co zrobił pan Kaziu? Przestawił łóżko. W naprawę dachu nie będzie się przecież bawił, nie był wszak dekarzem.

 

Polska piłka klubowa jest w stanie cieknącego dachu. Potrzebny jest ktoś, kto chociaż przesunie łóżko, zanim nie uda się poszycia dachowego na trwałe naprawić. Żaden trener nie zbuduje potęgi w pojedynkę. Musi mieć nad sobą ludzi, którzy mu prawdziwie zaufają i znajdą środki na sprowadzenie dobrych piłkarzy.

Michał Białoński, Interia

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze