Górski-Deyna, czyli burzliwa końcówa… Czy piłkarz rzucił butem w trenera?

Piłka nożna
Górski-Deyna, czyli burzliwa końcówa… Czy piłkarz rzucił butem w trenera?
Fot. PAP
Kazimierz Górski i jego gwiazdy obrony - Jerzy Gorgoń i pomocy Kazimierz Deyna po przylocie z Mundialu 74

Przez lata Kazimierz Górski promował Kazimierza Deynę w drużynie narodowej. Obaj wychodzili na tym kapitalnie. Jednak końcówka ich współpracy była niezwykle burzliwa. Czy to prawda, że piłkarz rzucił butami w kierunku selekcjonera?

Kazimierz Górski był człowiekiem z krwi i kości. Uwielbiał rozmowy o piłce. Kiedyś jako młody dziennikarz przyszedłem na wywiad do Pana Kazimierza do jego mieszkanka przy ulicy Madalińskiego w Warszawie. Legendarny trener otworzył Metaxę i po czterech godzinach, gdy zbierałem się do wyjścia, dopytywał: „A szanowny kolega, to gdzie się tak spieszy? Jeszcze tyle kwestii jest do omówienia!”. To w tamtym wywiadzie przekonywał mnie: „Selekcjoner reprezentacji musi ciągle i wciąż szukać najlepszych rozwiązań personalnych. Taka jego rola. Nigdy nie może się zadowolić, tym co ma, zawsze musi motywować swoich piłkarzy. A motywacją jest także konkurencja”.

 

„O zakończeniu kariery rozmawiałem z żoną”

 

Gdy patrzę w notatki, to myślę sobie – ileż w tym życiowej prawdy. Ileż prawdy futbolu! – chciałoby się zakrzyknąć. Pracując nad książką „Deyna, czy obcy” dotarłem do dziesiątek, jeśli nie setek artykułów o drużynie narodowej. Odpytałem kilkudziesięciu rozmówców. I wyłonił się obraz niezwykły. Okazuje się, że ostatnie kilkanaście miesięcy selekcjonerskiej kadencji Górskiego to był non stop problem Deyny.

 

Wcześniej piłkarz wdarł się na szczyt. Na turniej piłkarski Igrzysk Olimpijskich 1972 w roli kapitana i najlepszego polskiego piłkarza pojechał Włodzimierz Lubański. Jednak z Monachium w roli największej gwiazdy Biało-Czerwonych wrócił Deyna. Został królem strzelców z dziewięcioma goli, z czego dwa wbił w pamiętnym finale z Węgrami. W trakcie eliminacji MŚ 74 Lubański doznał kontuzji, więc opaskę kapitana przejął Deyna. I w tej roli czarował na Mundialu w 1974 roku, stając się trzecim piłkarzem imprezy – po Holendrze Johanie Cruyffie i Niemcu Franzu Beckenbauerze.

 

Później zaczął się permanentny kryzys. 13 styczniu 1975 roku Deyna w wywiadzie z Januszem Gucwą ze „Sportu” stwierdził: „Myślę o zakończeniu kariery. Po prostu mam dość piłki. Wydaje mi się, iż uzyskałem w futbolu już wszystko, o czym może marzyć sportowiec rozpoczynający karierę. Pora zawiesić buty na kołku, pomyśleć o rodzinie, o nauce”.

 

I rzeczywiście Deyna po jedenastoletniej przerwie w nauce, zdał niedługo maturę! 21 stycznia Deyna w wywiadzie ze Stefanem Szczepłkiem z „Piłki Nożnej” potwierdza: „O zakończeniu kariery myślałem już od mistrzostw świata i rozmawiałem na ten temat z żoną”. Zaznacza: „Jestem podporucznikiem, liczę na awans, zwłaszcza po zakończeniu studiów”. I dodaje: „Boję się też różnego rodzaju kontuzji, na które jestem narażony zwłaszcza ze strony młodych piłkarzy. Zbyt wiele zawiści i zazdrości odczuwam ostatnio ze strony kolegów i działaczy”.

 

I te gorzkie żale Deyny trwają cały rok! W sierpniu 1975 roku Krzysztofowi Wągrodzkiemu ze „Sportowca” piłkarz przyznaje się, że przytył 4 kilogramy. I puentuje: „Trenuję, bo tak trzeba”. I znowu wraca wątek końca kariery. Dziennikarz zaznacza: „Ma pan dopiero 28 lat”. A Deyna na to: „A czasami czuję się tak, jakbym miał dwa razy tyle”.

 

- Gdyby jednak otrzymał pan ofertę od dobrego klubu zawodowego? – pyta Wągrodzki.

- Byłaby to propozycja godna rozważenia, ale zbytnio na to nie liczę – mówi Deyna.

 

„Niezwykle napięta sytuacja między Górskim a Deyną”

 

Władze komunistyczne nie chcą puścić Deyny na Zachód. Stąd ten ciągle i wciąż narzeka. A frustrację pogłębiła zgoda na wyjazd do FC Nantes Roberta Gadochy. 28 września 1975 roku Deyna kopie piłką w gracza Górnika Zabrze. Dostaje żółtą kartkę. Deyna wyrywa ją arbitrowi i odzywa się do niego wulgarnie. Wylatuje z murawy przy Łazienkowskiej z czerwoną kartką.

 

Na początku września – jeszcze przed meczem z Holandią w Chorzowie - mówi Stefanowi Szczepłkowi z „Piłki Nożnej”: - W reprezentacji będę grał tylko do końca roku. Powoli zaczynam mieć dość piłki. Dlaczego? Po prostu nie mam siły już grać. Reprezentacja i klub to zbyt duże obciążenie…

 

Z Holandią najpierw wygrywamy 4:1, a później przegrywamy 0:3.

 

Na koniec eliminacji EURO 76 gramy z Włochami na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. Pada bezbramkowy remis. Kilka tygodni później Wągrodzki rozmawia z Górskim. 

 

- Słyszałem plotki, że po meczu z Włochami Deyna rzucił w pana butami, mówiąc, żeby pan go więcej nie powoływał…

 

- Nonsens – odparł pan Kazimierz – Po meczu w ogóle nie spotkaliśmy się w szatni. Przecież ja musiałem wprost z boiska iść na konferencję prasową. Zobaczyłem Deynę dużo później…

 

Wągrodzki cieszył się wielkim zaufaniem Górskiego. Przez lata udzielał mu bardzo ciekawych wywiadów. Także po tym pytaniu – wielce niewygodnym dla selekcjonera. W trakcie pracy nad „Deyna, czyli obcy” zacząłem drążyć temat. Stefan Białas powiedział mi: „W każdym takim wywodzie musi być jakieś ziarno prawdy”.

 

Andrzej Strejlau skomentował: „Wie pan, co odpowiedziałby Kazimierz Górski po latach? Że ten but nie był wymierzony w niego”. Antoni Szymanowski zauważył: „Sytuacja była niezwykle napięta między Górskim a Deyną, ale… rzutu butem nie pamiętam. Natomiast pamiętam, że to ja zakładałem opaskę kapitana, a nie Kaziu…”.

 

Co tu ukrywać – ten rzut butem pozostanie tajemnicą szatni Stadionu Dziesięciolecia, który ponad dekadę temu zniknął z powierzchni ziemi, a w jego miejsce wybudowany został Stadion Narodowy, który zapewne też ma już swoje tajemnice szatni.

 

Wiosną 1976 roku Górski odsunął kilku asów – na czele z Deyną – od kadry! Jerzy Lechowski z „Piłki Nożnej” zagadnął w tej sprawie selekcjonera, a ten odparł: „Mogę mieć tylko pretensje do samego siebie, że ich tak długo powoływałem do reprezentacji”.

 

- Deyna twierdzi, że jest w dobrej formie – zaznaczył Lechowski.

- A ja twierdzę inaczej! W osobnym piśmie nie mam zamiaru o tym go zawiadamiać. Musi zrewidować, zresztą nie tylko on, swój stosunek do reprezentacji. Szarmach i Gorgoń także.

 

Jednak przed Igrzyskami Olimpijskimi w Montrealu Górski się złamał. Po czterech meczach „bez asów” powołał ich znowu do kadry. Polska na igrzyskach – mimo srebrnego medalu – zagrała kiepsko. Najpierw był bezbramkowy remis z Kubą, a później wygraliśmy 3:2 po męczarniach z Iranem. W ćwierćfinale pokonaliśmy Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną 5:0, a w półfinale amatorską reprezentację Brazylii 2:0.

 

W finale była klęska 1:3 z Niemiecką Republiką Demokratyczną. Górski odchodząc ze stanowiska selekcjonera powiedział Wągrodzkiemu na łamach „Sportowca”: - Z drugiego miejsca w Montrealu wcale nie jestem zadowolony. Ta drużyna powinna grać lepiej. To co pokazała na mistrzostwach świata w 1974 roku, nie było szczytem jej możliwości…

 

Górski był do bólu szczery w stosunku do swojej osoby. Powiedział wówczas: „Wiem, że nie mogłem trafić do piłkarzy. Nie potrafiłem ich przekonać, pociągnąć do wielkich rzeczy”. Dziennikarz protestuje w tym momencie, mówi o odpowiedzialności klubów, ale legendarny trener zaznacza: „Chyba ma pan rację, ale rozliczając się z przeszłością, nie chcę szukać dla siebie usprawiedliwień. Zamierzałem po prostu pokazać, że mogliśmy zdobyć więcej niż zdobyliśmy… Jak inaczej rozumieć, że zawodnicy w czasie meczu nie wykonują pewnych ustaleń? Mówimy, uzgadniamy, oglądamy filmy, rysujemy na tablicy, ćwiczymy na boisku, a w czasie meczu okazuje się, że to wszystko funta kłaków niewarte…Dlaczego? Nie jestem psychologiem. Na swój użytek nazywam to wygodnictwem, choć może lepsze byłoby określenie – bezwład psychiczny. Chcą osiągnąć dobry wynik jak najmniejszym kosztem”.

 

Który selekcjoner dziś – z tych ostatnich – tak rozlicza się ze swoją kadencją?

Roman Kołtoń, Prawda Futbolu

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze