Przerwany sen "Kolejorza". "Poznański pacjent" wymaga badań

Piłka nożna
Przerwany sen "Kolejorza". "Poznański pacjent" wymaga badań
Fot. Cyfrasport
Trener Dariusz Żuraw znów siedzi na bardzo gorącym krześle

Piękny sen „Kolejorza” o Pucharze Polski i umieszczeniu wreszcie w gablocie jakiegoś trofeum, a nie tylko zacierania rąk z przelewów, które po sprzedaży najlepszych piłkarzy wpływają na bankowe konta, właśnie dobiegł końca. Dariusz Żuraw, jego piłkarze i władze klubu mają szczęście, że na stadionie nie było wymagającego poznańskiego kibica, bo nasłuchaliby się słów, których nie znajdziemy w szkolnych lekturach i elementarzach.

Raków Częstochowa był lepszy o dwie klasy. Szczególnie w drugiej połowie totalnie zdominował rywala. Biegał więcej, szybciej, energiczniej. Częściej uderzał. Bardziej chciał? Ostatnio tak dobrze grający przy Bułgarskiej zespół widziałem tu w grudniu, gdy piłkę z głowy Lechowi wybili Rangers FC. Teraz zrobiła to ekipa Marka Papszuna. Kariery piłkarskiej opiekun Rakowa, takiej jak Steven Gerrard oczywiście nie miał. Ale charyzmy i pomysłu na grę, a także sporych wymagań wobec swoich zawodników mu nie brak.  

 

A umówmy się – piłkarzy o klasie Johansona, Tiby, Ramireza, Kamińskiego czy Puchacza pod „Jasną Górą” nie ma. Organizm piłkarski jest często odbiciem lustrzanym charakteru trenera. Raków wygląda jak Papszun przy linii bocznej boiska, a Lech? I tu postawić trzeba jeszcze raz znak zapytania.

 

Żuraw stąpał co cienkim lodzie już na początku roku, kiedy „Kolejorz” po przerwie zimowej zaliczył kiepski start i z dużą dozą szczęścia wyeliminował w Sosnowcu z Pucharu Polski Radomiaka. Pierwszoligowiec był już prawie obiema nogami w kolejnej rundzie, ale w decydującym momencie zżarła go presja i broniący w konkursie jedenastek, jak w transie Filip Bednarek. Gilotyna została wtedy zastopowana,  a dwie z rzędu wygrane w lidze, spowodowały, że dziennikarze zaczęli się dopytywać trenera, czy jego zespół za chwilę nie dogoni podium bo Pogoń, Raków i Górnik w pewnym momencie przestały punktować?

 

ZOBACZ TAKŻE: Ćmikiewicz - Kazimierz Górski nauczył nas wygrywać

 

„Fartowne” zwycięstwo nad Wartą raz jeszcze przykryło mankamenty zespołu, który w żadnym z dotychczasowych tegorocznych spotkań nie przypominał Lecha z eliminacji do Ligi Europy czy spotkań ze Standardem Liege u siebie. Tyle, że te wszystkie dobrze wspominane spotkania miały miejsce latem bądź na początku listopada.  Jak było potem, wystarczy przeanalizować. Ten projekt przestał rokować, podstaw do poprawy nie widać, a przecież trener mimo, że stracił Jakuba Modera, a na zdrowie narzeka Mikael Ishak, otrzymał poważne wzmocnienia.

 

Znając poznańskie realia na razie nikt nie będzie wykonywał gwałtownych ruchów, bo przecież klub nie po to przedłużał jesienią umowę ze szkoleniowcem do 30 czerwca 2023 roku, by teraz przyznawać się do błędu, że źle ten temat zweryfikował. „Matematyczne” szanse na 4 miejsce w tabeli przecież są, a ta lokata przy Pucharze Polski zdobytym przez Legię, względnie Raków, da prawo do gry w eliminacjach do Conference League.

 

Jeżeli to się nie uda, zawsze będzie można powiedzieć, że „to sezon przejściowy”, sprzedać latem np. Jakuba Kamińskiego albo Tymoteusza Puchacza i budżet będzie na plusie, bo przecież i tak gwarancji awansu do grupy nikt Lechowi nie da. Trzeba by jednak sięgnąć głębiej do struktur zespołu, zajrzeć w jego duszę i aspekty związane z przygotowaniem drużyny i jej zarządzaniem. Bo że ci piłkarze potrafią grać w piłkę, to nie ulega wątpliwości. Dlaczego jednak tego nie robią i nie „żyją” tak jak kiedyś, gdy zabrzmiał pierwszy gwizdek sędziego? Poznański pacjent potrzebuje gruntownych badań. I znalezienia właściwego lekarstwa. Bo wyraźnie w tym ciele od dłuższego czasu coś nie gra.  

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze