Iwanow: Tour de Pologne Paulo Sousy dobiegł końca

Piłka nożna
Iwanow: Tour de Pologne Paulo Sousy dobiegł końca
Fot. Cyfrasport
Meta ostatniego etapu piłkarskiego "Tour de Pologne" Paulo Sousy była na stadionie Pogoni w Szczecinie

W minionym tygodniu Paulo Sousa zrobił sobie mały „Tour de Pologne”. Odwiedził kilka polskich stadionów, obejrzał „hitowe” mecze ¼ finału Pucharu Polski pomiędzy Lechem Poznań i Rakowem Częstochowa oraz Legii Warszawa z Piastem Gliwice. Po nich wysłał dość liczne powołania na marcowy tryptyk eliminacji do Mistrzostw Świata, by w weekend w towarzystwie m.in. selekcjonera reprezentacji U21 Macieja Stolarczyka z bliska zobaczyć, jak radzą sobie jego wybrańcy z Pogoni i Lecha.

Oczywiście w każdym miejscu wzbudzał duże zainteresowanie telewizyjnych realizatorów, ale to nic dziwnego. Przecież kiedy na meczach Bundesligi pojawia się selekcjoner „Nationalmannschaft” Joachim Loew też często gości na „przebitkach”. I nie po to, aby ktoś chciał go złapać na pewnych czynnościach…

 

Dobrym pomysłem było też skorzystanie z obecności Portugalczyka podczas losowania par półfinałów Fortuna Pucharu Polski. Wizerunkowo – strzał w „dziesiątkę”. I nie ma co się specjalnie zastanawiać i snuć podejrzenia, kto podsunął Sousie karteczkę z podpowiedziami, kogo warto wpisać na premierową listę powołań. Wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że na razie nie czas na eksperymenty i w Budapeszcie na murawę stadionu im. Ferenca Puskasa wybiegnie „jedenastka” ułożona przez Jerzego Brzęczka.

 

Trzy dni później, podczas rozgrywanego w Warszawie meczu z Andorą, możemy spodziewać jakichś przymiarek, pewnie także przy ustawieniu taktycznym, ale wiadomo, że mając świadomość jakości tego przeciwnika i w perspektywie w następną środę spotkania na Wembley z Anglikami, przy Łazienkowskiej może pojawić się zupełnie inna drużyna. I może w niej Sousa skorzysta z jakiegoś przedstawiciela polskiego ligowca, których przez ostatnie dni oglądał z bliska. Pod warunkiem, że lista skreśleń, które pojawią się niebawem, gdy właściwa kadra na eliminacyjne boje zostanie zredukowana, nie obejmie sześciu nazwisk z takimi przynależnościami klubowymi jak Legia Warszawa, Lech Poznań, Pogoń Szczecin czy Raków Częstochowa.

 

ZOBACZ TAKŻE: Kompromitacja Marsylii, honorowy gol Milka

 

Czy Kamil Piątkowski zbliżył się do reprezentacji, skoro nie ma w niej tym razem Pawła Bochniewicza? Niekoniecznie, bo patrząc m.in. na decyzję Sousy, który zrezygnował z obrońcy Heerenveen, można domniemywać, iż uznał, że napastnicy w lidze holenderskiej nie są dla niego tak dużym wyzwaniem jak ci, występujący przeciw Pawłowi Dawidowiczowi w Serie A czy Michałowi Helikowi w Barnsley.

 

Obrońca Rakowa jest na razie weryfikowany przez zawodników Cracovii, Lecha czy Górnika, a nasza liga – bądźmy szczerzy – jest przecież słabsza także od Championship. A może i 2.Bundesligi, skoro trener powołał do szerokiej kadry Dawida Kownackiego z Fortuny Dusseldorf, a nie najskuteczniejszego Polaka w Ekstraklasie Jakuba Świerczoka, któremu przecież Portugalczyk w środę z bliska przyglądał się w Warszawie, gdy ten w efektowny sposób pokonał bramkarza Legii Warszawa.

 

Bartoszowie Slisz i Kapustka mogą z większą nadzieją patrzeć na pozostanie na liście, bo ze względu na kontuzje Jacka Góralskiego i Krystiana Bielika ich miejsce w rankingu automatycznie uległo poprawie. Jak Sousa traktować będzie znikomą liczbę minut w Brighton Jakuba Modera czy skuteczność w Rosji Rafała Augustyniaka? Tu rywalizacja może być bardziej zacięta.

 

Na razie jednak nasi ekstra-klasowicze nie mają się specjalnie czym „podniecać”. Oko Sousy nie zobaczyło niczego więcej, czego nie wiedzieliśmy wcześniej. Siedemnastoletni Kacper Kozłowski, czy inny ze szczecinian Sebastian Kowalczyk póki co muszą się skoncentrować na grze w klubie. „Portowcy” od pięciu spotkań nie wygrali żadnego meczu, odpadli z Pucharu Polski a w ligowej tabeli muszą już patrzeć nie przed siebie i chęć dogonienia Legii, a na to co dzieje się za ich plecami.

 

Lechia traci już do nich tylko pięć punktów, Zagłębie Lubin sześć, a ostatniego słowa w walce o Europę nie powiedział jeszcze także Lech Poznań. Nasza Ekstraklasa ma to do siebie, że nawet mini-seria zwycięstw czy porażek może wywrócić tabelę do góry nogami. Za kilka tygodni może się okazać, że Dariusz Żuraw jest jednak świetnym trenerem, a Kosta Runjaić coś popsuł.

 

A Sousie i tak będzie zależało bardziej na tym, by dobrą formę utrzymał Piotr Zieliński, skuteczność Arkadiusz Milik z Krzysztofem Piątkiem a swą klubową pozycję odbudowali Przemysław Płacheta z Kamilem Jóźwiakiem. To, co będzie się dziać na krajowych boiskach w tej chwili nie będzie mieć aż tak wielkiego znaczenia. „Tour De Pologne” dobiegł końca. Teraz trzeba skupić się na bardziej prestiżowych wyścigach. 

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze