Mecz Gwiazd NBA inny niż wszystkie

Koszykówka
Mecz Gwiazd NBA inny niż wszystkie
Fot. PAP
Przez pierwsze sześć minut żaden z zespołów nie spudłował, co oczywiście jest możliwe tylko podczas Meczu Gwiazd, kiedy obrona funkcjonuje tylko wtedy, kiedy tak zdecydują oba zespoły.

Rzuty za trzy punkty w wykonaniu Damiana Lillarda i Stepha Curry zdominowały Mecz Gwiazd w Atlancie, wygrany przez Team LeBron z Teamem Durant 170-150, ale to środkowy Milwaukee Bucks, Giannis Antetokounmpo, który trafił 16 na 16 oddanych rzutów zdobył miano MVP, najbardziej wartościowego gracza imienia Kobe Bryanta. To był All Star Game inny niż wszystkie, rozegrany pod specjalnym nadzorem,w czasie pandemii i nie w ciągu weekendu ale jednego dnia. 

Kontrowersja: jeszcze przed meczem

 

Jeszcze Mecz Gwiazd National Basketball Association się nie rozpoczął, a już były kontrowersje. I to tego rodzaju, którego liga obawiała się przed meczem w Atlancie najbardziej - związanych z pandemią. Cztery godziny przed wybiegnięciem na parkiet, NBA poinformował iż dwóch uczestników  All Star Game - Joel Embiid i Ben Simmons nie wezmą udziału w meczu, ponieważ mieli kontakt z osobą zarażoną COVID-19. Kim? Fryzjerem zarówno jednego jak i drugiego koszykarza Filadelfii 76ers. Liga zrobiła wszystko by uniknąć  zakażeń - koszykarze biorący udział we wczorajszym spotkaniu byli przewiezieni do Atlanty prywatnymi samolotami i mieli obowiązek przebywania w swoich pokojach, w zamkniętym tylko dla osób biorących udział w wydarzeniu hotelu od soboty wieczora do rozpoczęcia spotkania, czyli godziny 20 czasu miejscowego. Reakcja na wykluczenie z Meczu Gwiazd Embiida i Simmonsa były natychmiastowe - podczas telekonferencji ze swoich pokojów, LeBron James (LA Lakers) nazwał całą sytuację "niefortunną bo wszyscy wiedzieliśmy, że to może się zdarzyć", a James Harden skomentował rozgrywane tego samego dnia konkursy wszechstronności za "niepotrzebnie wmuszane koszykarzom".

 

Konkurs Wszechstronności (skills challenge): Domantas Sabonis

 

Ponieważ w tym roku zamiast trzech dni, Meczowi Gwiazd poświęcono tylko jeden, dzień z wielką koszykówką w Atlancie, rozpoczęto od konkursu wszechstronności. Faworytem był znakomity Luka Doncic z Dallas Mavericks, ale już w drugiej rundzie, jeden z najlepiej podających w NBA, nie trafił trzech kolejnych zagrań, przegrywając rywalizację z Domantasem Sabonisem (Indiana Pacers). Sabonis był jednym z dwóch środkowych, a nie zwykle dominujących w "skills challenge" rozgrywających, którzy znaleźli się w finale. Drugim finalistą był grający w Orlando Nikola Vucevic, ale w ostatecznej rozgrywce przegrał z Sabonisem, który lepiej wykonywał rzuty za trzy. Sabonis jest pierwszym graczem Pacers, który wygrał "Skills Challenge", konkurencję Meczu Gwiazd rozgrywaną od 2003 roku. "Chciałem mieć dużo zabawy i się udało" - powiedział Sabonis, syn znakomitego litewskiego koszykarza Arvydasa Sabonisa, grającego przed laty w Portland Trail Blazers.

 

Rzuty za trzy punkty: nie ma mocnych na Stephena Curry

 

Stephen Curry (Golden State Warriors) był jedynym (wygrał w 2015 roku) z poprzednich mistrzów zawodów Meczu Gwiazd, który przystąpił do odzyskania tytułu - i mu się to udało. Curry (28 punktów), który w finałowej serii, ostatnim rzutem wyprzedził o jeden punkt  Mike'a Conleya (Utah Jazz) rozpoczął finałową serię bardzo słabo, nie trafiając pierwszych trzech rzutów, ale zakończył znakomicie zdobywając specjalnie premiowane punkty za trafienia z narożnika pola gry. "Przestałem myśleć" - odpowiedział Curry, kiedy zapytano go, jak dał sobie radę z wcześniejszymi pudłami w prawie pustej "State Farm Arena". "Nie wiem, ilu jest tutaj kibiców, ale poczułem, że temperatura jakby się podniosła. To była świetna rywalizacja, cieszę się, że mi się udało" - powiedział jeden z  czołowych snajperów NBA. 

 

 

Konkurs wsadów? Trzeba zapomnieć

 

"To nie był jeden z bardziej fascynujących konkursów wsadów jakie widziałem" - napisał na Twitterze słynny Magic Johnson. I był dyplomatą, bo poziom konkursu, rozegranego w połowie Meczu Gwiazd był po prostu słaby. Dodajmy do tego, że trójka jego uczestników była praktycznie anonimowa dla przeciętnego odbiorcy NBA (Obi Toppin, Anfernee Simons i Cassius Stanley) i mamy rywalizację, której nikt nie zapamięta. Wygrał ją ostatecznie Simons, któremu i tak pomysł pocałowania obręczy się nie udał, ale i tak był lepszy niż to co pokazał Toppin. Jednym słowem - zapomnieć.

 

Team LeBron kontra Team Durant: 170:150

 

Przypomnijmy, że w tym roku, podobnie jak podczas ubiegłorocznego Meczu Gwiazd w Chicago obowiązywały nowe zasady gry: trzy pierwsze, dwunastominutowe kwarty liczone od stanu 0-0, a w czwartej, już bez odmierzania czasu, zwycięstwo w całym meczu przypada drużynie, która zdobędzie tyle punktów, ile miał prowadzący po trzech kwartach plus 24 punkty - czyli w tym przypadku 170, przy prowadzeniu Team LeBron 146:124. Dodatkowo, zwycięzca każdej z kwart otrzymywał 150 tysięcy dolarów, które mógł przeznaczyć dla pomoc wybranym studentom historycznie ważnych Afro-Amerykańskich uniwersytetów na terenie USA.

 

Przez pierwsze sześć minut żaden z zespołów nie spudłował, co oczywiście jest możliwe tylko podczas Meczu Gwiazd, kiedy obrona funkcjonuje tylko wtedy, kiedy tak zdecydują oba zespoły. Dziać się zaczęło w drugiej kwarcie, kiedy grający w jednym zespole (to byłaby para!) Curry i Damian Lillard rzucili dwa kolejne kosze… z połowy boiska! Jak się później okazało i tak było najciekawszą częścią oglądanego przez niespełna 2,500 kibiców meczu w stanie Georgia. Można też oczywiście dodać fakt, że grający w Milwaukee Bucks Giannis Antetokounmpo miał 100-procentową skuteczność z gry (16 na 16), ale to w miarę łatwe, jeśli się wsadza piłkę do kosza bez obrony i ma się 211 cm wzrostu...choć za trzy punkty też trafiał.

 

Mecz, podobnie jak w Chicago rok temu zaczął się robić, kiedy rozpoczęła się czwarta kwarta. W łatwiejszej sytuacji byli oczywiście koszykarze wybrani przez kapitana Jamesa, którzy do osiągnięcia granicy 170 punktów mieli znacznie bliżej. Do tego mieli w drużynie wspomnianych wcześniej Curry'ego i Lillarda - ten ostatni zakończył mecz w jedyny możliwy sposób: trafiając decydujące punkty prawie z połowy boiska i pokonując Team Durant 170-150. Najskuteczniejszymi graczami wśród pokonanych byli Bradley Beal (26 pkt) i Kyrie Irving (24 pkt).

Przemysław Garczarczyk z USA, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze