Tomasz Lorek: Romantyczni rebelianci odchodzą...

Żużel
Tomasz Lorek: Romantyczni rebelianci odchodzą...
fot. You Tube
Roman Matousek

Śmierć przychodzi niespodziewanie, jakby kryjąc się za zaułkiem. Agonia szokuje najbardziej wówczas, gdy dotyka człowieka będącego w sile wieku, szalenie aktywnego, bo ludzkość zadaje sobie wówczas pytanie: dlaczego tytan energii tak młodo odchodzi z tego świata…?

Któż nie pamięta szalonego zawodnika rodem z Czechosłowacji, który potrafił uczynić wszystko z żużlowym motocyklem? W 1987 roku Roman Matousek został indywidualnym mistrzem Europy na trawie. Rok wcześniej w bawarskim Pocking, Roman Matousek w parze z Antoninem Kasperem wywalczyli brązowy medal mistrzostw świata w jeździe parami. 32 punkty… 22 zdobył „Tonda” Kasper, a 10 dorzucił Roman. W pokonanym polu Czechosłowacy pozostawili tuzów światowego speedwaya: Szwedów, Nowozelandczyków, żużlowców z Republiki Federalnej Niemiec, Anglików, Włochów i Australijczyków!

 

Roman brał życie pełnymi garściami. Podróżował z zawodów na zawody starą, poczciwą Ładą i doprowadzał do wrzenia temperaturę w parku maszyn. Świeć Panie nad Jego duszą, bo 8 stycznia 2020 roku 55-letni Matousek odszedł na drugą stronę rzeki… Dołączył do „Tondy” Kaspera, który również śpi na niebiańskiej sofie…

 

Inżynier Zdenek Majstr

 

W pamiętnym finale MŚ par w Pocking czechosłowacki duet uległ jedynie wyjątkowym czarodziejom żużla: Duńczykom (Hans Nielsen, Erik Gundersen) i Amerykanom (Kelly Moran, Sam Ermolenko). Roman miał apetyt, aby błyszczeć na światowym firmamencie. W duńskim Vojens w 1988 roku Matousek zajął siódme miejsce w finale indywidualnych mistrzostw świata dystansując takich speców od ścigania jak Kelvin Tatum, Chris Morton, John Davis czy John Jorgensen. Tym samym Roman wyrównał osiągnięcie Zdenka Kudrny z 1979 roku ze Stadionu Śląskiego w Chorzowie… W 1989 roku pokazał niedowiarkom, że można szaleć przy wewnętrznej i nękać Karla Maiera, a na jednym okrążeniu utrudniać proces oddychania „Foxy’emu” Andy’emu Smithowi. Roman był romantykiem, rebeliantem i człowiekiem, który nigdy nie udawał. Jeśli coś wydawało nieprzyjemną woń, Matousek mówił bez ogródek: tu cuchnie. Nieprzeciętny talent, na którym poznał się inżynier i trener Zdenek Majstr. „Romanek wpadł mi w oko jako 10-letni brzdąc w naszym klubie AMK Bateria Slany. Znałem jego ojca, Stanislava, który ścigał się na żużlu w latach pięćdziesiątych. Niska kierownica, taniec pod taśmą, jakby coś go wiecznie uwierało. Był piekielnie pracowity, talent czystej wody, ale nigdy nie obijał się na treningach. Dobry chłopak. Gdy miał 13 lat, wiedziałem, że będzie z niego nieprzeciętny żużlowiec” – wspomina inżynier Zdenek Majstr.

 

Matousek nauczył się konkretnego fachu i potrafił sterować dźwigami przesuwnymi, bo tata Stanislav wpajał mu, żeby miał zajęcie poza żużlowym torem. „Zdenek Majstr był bardzo surowym nauczycielem. Nie było lekko, pot lał się z nas strumieniami, a na treningach nikt nikogo nie głaskał. Po nocach śniło mi się jako młodemu chłopakowi jak Zdenek zdzielił mnie rózgą, gdy niewłaściwie wchodziłem w pierwszy wiraż… Jednak, pomimo ostrego wycisku jaki Zdenek nam dawał, nie oddałbym za nic atmosfery parku maszyn w Slanach” – mówił o swoich początkach Roman Matousek.

 

Czynił postępy i jako 16-latek trafił do ekstraligowej drużyny w Slany. Ścigał się z takim zacięciem, że we wrześniu 1982 roku wypatrzyli go działacze klubu żużlowego Ruda Hvezda Praha. Roman odbywał służbę wojskową, która… przedłużyła się do dziesięciu lat! Dopiero po upływie dekady powrócił w rodzinne strony. A klasę udowodnił już jako junior w 1981 roku. 18 lipca tegoż roku na mokrym i nieludzko błotnistym torze w Slany, Roman wywalczył piąte miejsce. Wówczas królem wodnej kąpieli na szlace został Amerykanin Shawn Moran.

 

Puchar Pokoju i Przyjaźni

W latach 80-tych idealną formą rozwoju młodych żużlowych talentów w państwach demokracji ludowej był Puchar Pokoju i Przyjaźni. Roman, któremu niestraszne były długie podróże, chętnie jeździł na te zawody. Dwie żużlowe imprezy w skali tygodnia… Dziś juniorzy mogą o tym pomarzyć… W 1985 roku Matousek wygrał cały cykl Pucharu Pokoju i Przyjaźni. „Miał niezwykły zmysł do jazdy na motocyklu. Potrafił przyblokować rywala, wyjść z opresji, cmoknąć bandę i wydźwignąć się z beznadziejnej sytuacji. Byłby znakomitym kaskaderem. Świat filmu z pewnością chętnie korzystałby z jego usług” – mówi o kunszcie Matouska rodowity prażanin Jiri Stancl, pięciokrotny zwycięzca najstarszych zawodów na świecie – Zlatej Prilby Pardubice. A Roman, cóż, to był istny człowiek – guma…

 

Nigdy nie wygrał najstarszego turnieju na świecie, ale 24 września 1989 roku był niezwykle bliski realizacji sekretnego planu. Dwudziesty szósty wyścig tych zawodów był niesamowity. Od krawężnika pod taśmą ustawili się: Jeremy Doncaster (Anglia), Ales Dryml senior, Zdenek Tesar, Roman Matousek (wszyscy Czechosłowacja), Valentino Furlanetto (Włochy) i Zoltan Adorjan (Węgry). Roman w swoim stylu walczył na całej szerokości toru i zajął trzecie miejsce za Jeremym i Valentino. Niesamowita obsada turnieju z królem długiego toru Simonem Wiggiem… Roman przeplatał gorsze wyścigi lepszymi, walczył jak lew, nie było dla niego straconych pozycji. W finale prowadził stawkę, ale Jeremy Doncaster nabrał opętańczej prędkości pod płotem i kurczowo trzymający się krawężnika Matousek musiał skapitulować na początku trzeciego okrążenia. Roman zajął drugie miejsce, Doncaster triumfował, a trzecią pozycję zajął Szwed Tony Olsson.

 

Lód nie był mu straszny

 

Matousek nie bał się żadnych wyzwań. Ścigał się również na lodowej tafli. W 1986 roku zdobył tytuł wicemistrza Czechosłowacji w wyścigach motocyklowych na lodzie. W polskiej lidze ścigał się krótko, bo raptem trzy sezony, ale zdołał sięgnąć po tytuł Drużynowego Mistrza Polski. W 1992 roku Roman świętował złoto z Polonią Bydgoszcz. W ekipie znad Brdy plastron z gryfem przywdziewali wówczas: Robert Bonin, Waldemar Cieślewicz, Sam Ermolenko, Maciej Głód, Jacek Gollob, Tomasz Gollob, Rick Miller, Zdzisław Rutecki, Leszek Sokołowski, Jacek Woźniak, Andy Smith i Roman Matousek. Duma czechosłowackiej plochej drahy przez dwa sezony jeździła w barwach Polonii (1992 i 1994), a w sezonie 1993 Roman zmienił klimat i rywalizował na leszczyńskim „Smoku”.

 

Piękną kartę zapisał na Wyspach Brytyjskich. Nadstawiał karku dla Pszczół z Coventry w latach 1989-1991. Z kolei dla Tygrysów z Sheffield jeździł w sezonach 1993-1996 z imponującym dorobkiem: 118 startów i 1130 punktów. Jednak droga do angażu w Anglii nie była usłana różami…

 

Alan Rivett reprezentował Australię i Nową Zelandię. Ścigał się dla Peterborough, Exeter, King’s Lynn, Cradley, Bradford, Long Eaton i Berwick. W 1986 roku Alan Rivett otrzymał powołanie do kadry Australii, a ówczesny menedżer „kangurów” – James Easter ostrzegał go przed podróżą do Żarnovicy. Spokojne miasteczko w dolinie rzeki Hron, dziś rozsławiane dzięki wysiłkom Martina Vaculika, wówczas pełniło rolę gospodarza eliminacji Drużynowych Mistrzostw Świata. Easter, łebski menedżer i znakomity analityk, uczulił Australijczyków, że w kadrze Czechosłowacji jeździ „spec od torowych wybryków” – Roman Matousek! Rivett nosił przydomek „Pop”. Zanim rozległ się poemat symfoniczny złożony z odgłosu odpalonych motocykli i metanolu, James zwrócił się do niego tymi słowy: „Słuchaj Pop, na litość boską, trzymaj się z daleka od Matouska. Nie podjeżdżaj go, utrzymuj bezpieczny dystans, bo chcemy cało wyjechać z Żarnovicy. Niestety, Pop był rebeliantem… Uruchomił wszystkie kończyny, machał nogami, wyglądał jakby para buchała z jego nozdrzy. Alan „Pop” Rivett nie posłuchał moich rad i wprost „powiesił” Matouska na bandzie. Jakby zatknął flagę na bandzie! Pomyślałem sobie w duchu: to koniec, nie wyjedziemy żywi z Czechosłowacji!!! Bałem się o nasze życie” – wspomina James Easter.

 

Zobacz także: Craig Boyce: Żużlowiec - perkusista

 

Czechosłowackie tornado

 

Easter nie mylił się, że za chwilę nadciągnie tornado. Roman Matousek zerwał się do sprintu i chciał zabić Alana. „To nie były przelewki. Roman chciał spakować „Popa” do trumny. Sześciu ludzi z ledwością powstrzymało Matouska od samosądu. Roman był niewyobrażalnie silny. Alan wręcz zanosił się kaszlem, rechotał, a Matousek niczym rozpędzony byk, chciał go stratować i wdeptać w ziemię. „Pop” był naładowany energią, a sześć czy siedem biegów później Alan zrobił powtórkę z rozrywki. Kolejnego Czechosłowaka wkomponował w bandę okalającą tor. Wtedy powiedziałem do reszty chłopaków: Crumpa, Regelinga, Bakera i Jacksona: jesteśmy martwi, tym razem nie przeżyjemy piekła! Na szczęście Roman mnie zdumiał. Zaczął się śmiać z incydentu i brutalnej jazdy Alana. Ulżyło nam, gdy Matousek zbliżył się do nas rechocząc. Dostrzegł zabawną stronę zdarzenia. Poza tym, Roman nie potrzebował liczydła. Wiedział, że brutalna jazda „Popa” nie pomoże nam w odniesieniu sukcesu” – rzekł James.

 

Zawody rozegrane 22 czerwca 1986 roku w Żarnovicy były pasjonującym spektaklem. Czechosłowacy wygrali turniej eliminacyjny gromadząc 33 oczka (Matousek, Urban, Kasper, Vandirek, Jedek). Polacy byli bliscy szczęścia zdobywając 32 punkty (Kasprzak, Jankowski, Stachyra, Jaworek, Żabiałowicz). Na trzecim miejscu uplasowali się żużlowcy RFN – 28 punktów (Maier, Riss, Huber, Faltermeier, Lausch). Australia zajęła ostatnie miejsce z dorobkiem 27 oczek (Crump, Regeling, Baker, Jackson, Rivett). Roman zanosił się ze śmiechu…

 

Stary lis – James Easter zjadł zęby na speedwayu i wiedział, że wówczas 22-letni Matousek to idealny materiał na showmana z domieszką kontrowersji, który ma szansę sprzedać się na Wyspach Brytyjskich. „Roman był talentem najczystszej wody. Posiadał niezwykły balans, był nienagannie przygotowany fizycznie, a ponadto imponował szaloną odwagą. Nic go nie przerażało, wchodził w najwęższą szczelinę i czynił to z gracją! Musiałem polecić go Wiedźmom z Ipswich… W przeciwnym wypadku nie zasnąłbym spokojnie w domu!” – wspomina James.

 

Dziś młodzi ludzie nie rozumieją czym była walka o wizy, kolejki w urzędzie paszportowym etc… Promotor, który wtedy chciał sprowadzić do Anglii zawodnika z kraju tonącego w socjaliźmie, musiał sporo się natrudzić. Kiedy Matousek wpadł w oko Easterowi, szeryfem Ipswich był Chris Shears.

 

Jak zostać Wiedźmą

 

James zdołał przekonać Shearsa, że warto zainwestować w Matouska, więc Chris wysłał Eastera na zawody do Norden. 10 sierpnia 1986 roku na tym niemieckim torze odbyły się zawody – trzecia runda eliminacji drużynowych mistrzostw globu. James zabrał teczkę pełną papierzysk, aby dobić targu i przekonać Romana do startów w Anglii. Jakież było zdziwienie, gdy James usłyszał jakie są warunki Matouska… W krajach demokracji ludowej dostęp do anglosaskiej prasy był bardzo ograniczony. Roman, który lubował się w nieuczesanych myślach, znalazł wytrych! „W 1986 roku Matousek znał trzy słowa na krzyż po angielsku, ale szybko znaleźliśmy wspólny język. Zapytał czy nie załatwiłbym mu kilku pism pornograficznych. Roman był na tyle szczery, że wyznał: w Czechosłowacji nie mogę ich zdobyć… Zabrałem ze sobą bardzo pikantne czasopisma jak na owe czasy: Hustler, Mayfair, Penthouse. Gdy Roman je zobaczył, jego twarz promieniała z radości… Zwinął je błyskawicznie w rulonik i spytał, w którym miejscu ma podpisać kontrakt. Pomyślałem: cóż za wspaniały człowiek do negocjacji!!!” – rzekł Easter.

 

Biurokraci dali jednak o sobie znać. Ich kształt duszy znacznie różnił się od wnętrza Romana, który nie potrafił ukrywać emocji… Jowialny chłopak z miasteczka Slany. Dwa miesiące walki z urzędami, ale warto było! 2 października Matousek zadebiutował na Foxhall w meczu przeciwko Reading. Telefony komórkowe nie funkcjonowały wówczas w świadomości człowieka, więc władze klubu z Ipswich obgryzały paznokcie, bo nie wiedziały czy Roman dotrze na stadion… Matousek nie dawał śladu życia, ale pędził ochoczo wysłużoną Ładą przez Europę! Chris Shears był delikatnie spanikowany, więc wolał się zabezpieczyć i wpisał do składu Jensa Rasmussena. 30 minut później Chris wykreślił nazwisko Rasmussen z programu zawodów, bo w bramie stadionu ujrzał auto należące do Romana z Matouskiem na pokładzie! „Przebyłem maraton. Macie kubek ciepłej kawy?” – zakrzyknął Czechosłowak i ochoczo zaczął przebierać się w szatni. Z Pragi do Ipswich przez tyle granic… Ile stempelków w paszporcie, kolejek, papierologii. Samemu na kołach! Matousek zainkasował 3 punkty w czterech startach, a promotor był zachwycony. Wiedźmy pokonały zespół Reading, a Roman zarażał kolegów z drużyny pogodnym nastawieniem… Przedstawicielom wyspiarskiej prasy, Shears wyznał: „Jestem pewien, że Roman będzie bawił fanów widowiskową jazdą. Co więcej, będą nie tylko fajerwerki, ale i skuteczna jazda. Zrobimy wszystko, aby Roman się rozkręcił. Damy mu szansę i pojedzie w pięciu ostatnich meczach sezonu 1986”. Tyle Chris Shears – ówczesny szeryf Ipswich Witches.

 

Przepowiednia promotora Ipswich sprawdziła się błyskawicznie. Na piekielnie trudnym obiekcie w Exeter, Matousek wykręcił 15 punktów. Młodzieżowa kadra Czechosłowacji kontra Sokoły… To był co prawda poziom National League i Sokoły z Exeter wygrały pojedynek, ale Roman pokazał, że na torze, którego nigdy wcześniej nie widział, był poza zasięgiem rywali. A gwoli sprawiedliwości należy rzec, że wielkie nazwiska łamały sobie zęby na obiekcie Exeter Falcons… „Publika go kocha, bo przenigdy nie wiadomo z czym wyskoczy Roman. Upadek, dotknięcie taśmy, zwariowane szarże zaowocowały ośmioma punktami na torze przy Saddlebow Road w King’s Lynn. Kilka dni później kiedy kapryśna wyspiarska aura poddała w wątpliwość sens rozegrania meczu pomiędzy King’s Lynn a Gepardami z Oxfordu, Matousek i Emil Sova pokazali kolegom co to znaczy mieć jaja! Zaczęli pracować na torze używając wszelkich narzędzi: grabek, mioteł etc. Roman zakrzyknął: „hej, angielskie primadonny, ruszcie pośladkami i zasuwajcie do roboty. Ten tor będzie boski do jazdy!” Jak obiecał, tak uczynił. Spocony, acz szczęśliwy Roman i jego rodak Emil Sova doprowadzili tor do stanu używalności! Emil Sova z Mladej Boleslav był szczęśliwy jakby tańczył na księżycu…

 

„Roman i Emil byli chętni do pracy. Wsparli naszą obsługę toru. Widać było, że praca na traktorze oraz zajęcie gracarza sprawia im autentyczną frajdę. Matousek był w 100% przepełniony radością życia. Był równie dobry jako sportowiec i jako traktorzysta!” – przyznaje promotor Wiedźm, Chris Shears.

 

Nie odbieram telefonów i już!

 

Przygodę z Ipswich Witches Matousek zakończył bardzo mocnym akordem. Zainkasował 14 punktów (z bonusami) w meczu z Wilkami z Wolverhampton, a jedyne oczko zgubił na rzecz króla ówczesnych czasów – Amerykanina Sama Ermolenko. Ipswich bardzo chciało przedłużyć umowę z Romanem na kolejny sezon, lecz Matousek przepadł. Nie odbierał telefonów, ale ścigał się z powodzeniem na kontynencie i zakwalifikował się do finału IMŚ. W dwudniowym finale w Amsterdamie Romanowi nie wiodło się najlepiej. Zapłacił frycowe plasując się na piętnastym miejscu. Kelvin Tatum, który rywalizował z Matouskiem na kontynencie uważa, że szalone akcje Czechosłowaka nie wynikały ze złej woli chłopaka ze Slany. „Roman wywierał presję pod taśmą. Wiedzieliśmy jaką ma reputację, więc byliśmy czujni na starcie. Roman usiłował nas zastraszyć pod taśmą. Wielu chłopaków nie wytrzymywało presji ścigając się z Matouskiem. Jeśli czmychnąłeś ze startu, byłeś szczęściarzem. Gorzej jeżeli wyszliście ramię w ramię… Akcje Romana nie wynikały ze złej techniki jazdy. Był niezmiernie utalentowany. To był według mnie bardziej efekt nadmiernej fantazji Czechosłowaka” – wspomina brązowy medalista IMŚ’86 i dawny reprezentant Sparty Wrocław.

 

Roman Matousek zdumiewał koneserów żużla, a lekkość z jaką prowadził motocykl była przedmiotem wielu dyskusji w parku maszyn. Zaintrygowani jego powrotem na Wyspy szefowie Coventry Bees, dopełnili wszelakich formalności i 22 lipca 1991 roku Roman pojawił się w barwach Pszczół. Jednak Roman nie byłby sobą, gdyby obyło się bez przygód… Wpadł na stadion w trakcie meczu. Promotor pyta co się stało, że Matousek jest tak późno na Brandon Stadium. „90 minut przetrzymali mnie twoi rodacy w Dover. Skąd wiza, skąd paszport, stos pytań… To było straszne. Jakbym był wrogiem ludu i elementem wywrotowym w Czechosłowacji… Zobacz jak zakurzyła się moja Łada i motocykl Jawy na przyczepce!” – wrzasnął pełen entuzjazmu Roman i zaczął ścigać się z King’s Lynn Stars.

 

Trzynasty wyścig. Matousek nie mieści się w limicie dwóch minut… Wykluczenie. Mick Bell – menedżer Coventry Bees wstawia Matouska do biegu nominowanego, ale Roman dotyka taśmy… Kolejne wykluczenie! Sfrustrowany Matousek wsiada do auta, odpala poczciwą Ładę i wraca na kołach do Czechosłowacji, choć nie przejechał ani jednego okrążenia! „To był człowiek orkiestra. Kiedyś Roman opowiedział mi, że ma cygańskie korzenie. Ci ludzie znoszą wszelakie niewygody. Chyba niezręcznie czuliby się w pałacu! Chylę czoła przed Romanem. Przejechać osobowym autem z motocyklem na przyczepce i to w pojedynkę całą trasę z Czechosłowacji do Anglii – kapelusze z głów!” – rzekł Mick Bell.

 

Któż ścigał się u boku Matouska w ówczesnej ekipie Coventry? Same tuzy: Tommy Knudsen, Rick Miller, John Jorgensen, Peter Ravn, Andy Hackett. Dzisiejsi żużlowcy odchudzają się jak szaleni. Roman budził postrach muskulaturą przebierając się w szatni! „Kiedy pierwszy raz zobaczyłem jego bicepsy, pomyślałem: ależ jestem szczęściarzem, że nie walczę z nim na zapaśniczej macie! On nie był lekkim koliberkiem jak Jan Ove Pedersen. Roman był kulturystą! Znakomicie radził sobie na przyczepnych torach” – przyznaje filar wrocławskiej Sparty w latach 1991-1992, Kelvin Martin Tatum. „Kiedy wyleją mnie na zbity pysk z żużla, spokojnie znajdę pracę w praskim klubie jako wykidajło!” – zwykł zaśmiewać się Roman.

 

Kto siłuje się ze mną na rękę?

 

Za czasów jazdy w barwach Sheffield Tigers jego ulubionym zajęciem w stadionowym pubie było… siłowanie się na rękę. Kładł notorycznie wszystkich śmiałków. Jeżeli brakowało mu żużlowców, promotorów i mechaników, wówczas wyzywał na pojedynek kibiców sączących piwko!!! Był silniejszy niż Asteriks… „Zwracaliśmy się do Romana per „Bestia”. Nie zapomnę wieczorów w Long Eaton. Kładł regularnie chłopaków siłując się z nimi na rękę. Miał rękę niczym pień drzewa. Zaczepiał personel, kibiców, sponsorów i rechotał wniebogłosy! Roman był showmanem” – wspomina Graham Drury, były promotor Birmingham Brummies.

 

Był tylko jeden jegomość, który miał korzystny bilans pojedynków z Matouskiem. Andy Campbell, dawna gwiazda Exeter Falcons, po wielkich bojach, wygrywał z Romanem na rękę!!! Bywało groźnie, kiedy Roman zakosztował trunków i w ferworze wściekłości oraz przypływie emocji, walczył z oficjelami podczas zawodów na lodzie w Telford. Musiano przywiązywać go do słupa latarni, a Roman wciąż się miotał i walczył chcąc wyswobodzić się z więzów…

 

W czasach przygody z Coventry Bees, klub chciał mu pomóc aranżując mechanika dla Romana. W trosce, aby utrudzony Matousek miał dodatkową parę rąk do pracy przy sprzęcie. „Pamiętam jeden z pierwszych występów Romana w barwach Pszczół. Pojechaliśmy do Manchesteru na mecz z Asami. Po zawodach mechanik Matouska zasnął za sterami, więc Roman przejął kierownicę i zaczął podążać w… niewłaściwym kierunku! Matousek po przejechaniu 200 mil był okrutnie zmęczony, więc zjechał na parking. Obudził się po dłuższej drzemce i zobaczył, że zamiast do Coventry, obrał kurs na Glasgow! Zrobił nam awanturę i powiedział, że z takim pomagierem trafi do piekła, więc wyrzucił go z pracy! Podziwiałem Romana. Jedna Jawa na przyczepce, zero sponsorów, sam za sterami. Mistrz” – mówi Mick Bell, były strateg i menedżer Coventry.

 

Lwie serce

 

Matousek miał serce lwa… Niezapomniane zawody w Coventry, gdy Pszczoły podejmowały Gepardy z Oxfordu. Matousek bawił się i psocił na torze wożąc po bandzie Martina Dugarda. „Bob Dugard chciał zabić Romana! Po jednej z akcji mrożących krew w żyłach, Bob podszedł do Romana i zaczął krzyczeć. Matousek nawet nie mrugnął powiekami… Był figlarzem, ale piekielnie pewnym swego. W głębi duszy Roman był bardzo wrażliwym człowiekiem” – przyznaje Mick Bell.

 

Turniej „czwórek” w Peterborough w 1991 roku ujawnił dobrą stronę duszy Matouska. Four Team Finals w znakomitej obsadzie… W jednym z wyścigów Shane Parker i Todd Wiltshire walczyli jak lwy na wyjściu z wirażu i zanotowali upadek. Jadący za duetem Australijczyków – Greg Hancock i Roman Matousek nie mieli szans, aby ominąć kangury. Greg położył motocykl i zapoznał się ze szlaką, a rozpędzony Roman zahaczył o motory i pofrunął ponad bandą! Jakiś rozzłoszczony kibic zaczął szarpać Czechosłowaka. Matousek, z połamanym nadgarstkiem wyswobodził się z uścisku i zdrową ręką zdzielił w głowę krewkiego kibica. Nokaut… Roman przybiegł zakrwawiony do parku maszyn i tłumaczył menedżerowi Pszczół, że chciał za wszelką cenę uniknąć plątaniny ciał i motocykli, ale nie miał przestrzeni na manewr.

 

Hans Nielsen uważa, że Roman był znakomitym żużlowcem, lecz nadrabiał braki sprzętowe ogromną determinacją. Podczas finału IMŚ na Odsal Stadium w Bradford w 1990 roku, fenomenalny Duńczyk docenił wysiłek Czechosłowaka. Piąty wyścig – w czerwonym kasku Henka Gustafsson, w niebieskim Hans Nielsen, w białym Roman Matousek, a w żółtym Per Jonsson. Szwedzi uciekli do przodu, Hans zaspał na starcie, a Roman walczył z torem. W późniejszej fazie przywiózł dwie „dwójki” i z dorobkiem pięciu punktów uplasował się na dwunastym miejscu. „Roman miał ogromne serce do speedwaya. To bardzo smutne, że odszedł od nas w tak młodym wieku. Miał zaledwie 55 lat. Wspaniały zawodnik, zawsze ścigał się do kreski” – wspomina czterokrotny indywidualny mistrz świata, Hans Nielsen.

 

W czasach jazdy w barwach Sheffield Tigers, Roman Matousek potrafił zakpić na torze ze znakomitego Szweda Jimmy’ego Nilsena. Pokonał Nilsena po kapitalnej akcji, przejechał całą prostą na jednym kole, a po wyścigu rozebrał się na torze i wyrzucił kombinezon w stronę trybun. „To dla was, drodzy kibice!” – krzyknął łamaną angielszczyzną Roman. Fani Tygrysów kochali go bezgranicznie…

Awantura w Sheffield

 

Jednakowoż, wśród zawodników miał nie tylko zwolenników. Bywało, że dotykały go nieprzychylne opinie. Koronnym przykładem są zawody pod szyldem Northern Riders’ Championship rozegrane na torze Owlerton w Sheffield 31 października 1993 roku. W turnieju udział wziął były kolega klubowy Matouska z Coventry Bees – Anglik Sean Wilson. Roman Matousek umiał rachować i wiedział, że jeżeli przyblokuje Wilsona, wówczas szansę na tytuł zachowa idol Czechosłowaka: Chris Morton. „Wówczas reprezentowałem klub z Bradford. Jeden z moich mechaników podejrzewał, że Roman Matousek jest w zmowie z Mortonem, więc miałem się na baczności. Oficjele z Sheffield Tigers szeptali coś na ucho Matouskowi… Roman nie miał szans na pudło, ale postanowił uprzykrzyć mi życie. Wywiózł mnie w płot. Nie mogłem zrobić przycinki… Byłem wściekły i napędziłem się jak szalony na prostej przeciwległej. Rozpędziłem się jak wariat i wszedłem pod łokieć Romana. Przejechaliśmy wiraż prawie jak bracia syjamscy, a ja nie odpuściłem mu aż go nie dotknąłem! Matousek upadł i przez chwilę leżał na torze. Wstał, zdjął rękawiczki, rzucił kaskiem i podążał w moją stronę. A sędzia, podburzany przez kibiców Sheffield, wykluczył mnie z powtórki! Przestałem nad sobą panować!” – analizuje sporną sytuację sprzed lat Sean Wilson.

 

Anglika rozsierdziła zuchwałość Matouska. „Pomyślałem w duchu: ty bezczelny bękarcie, jak możesz tak żonglować emocjami widowni? Policzymy się w szatni po zawodach. Gdy zacząłem się przebierać w szatni, Roman już w niej siedział. Zaczął mnie przepraszać obarczając winą oficjeli Sheffield. Tłumaczył mi, że on tylko wykonywał wolę działaczy Tygrysów. Powiedział, że nie chciał mnie wywieźć w płot, ale tak mu rozkazano. Odpowiedziałem mu: Roman, jak mogłeś mi to zrobić po tylu latach znajomości? Przez lata byłem obrażony na działaczy Sheffield i po tym incydencie przez lata szerokim łukiem omijałem Owlerton” – wyznaje Sean Wilson, brązowy medalista IME’1987 w Zielonej Górze.

 

 

 

 

W Sheffield wciąż wiele się działo nawet pod nieobecność Seana Wilsona… 4 lipca 1996 roku Tygrysy podejmowały zespół Long Eaton Invaders. Madziar Robert Nagy był gwiazdą klubu z Long Eaton. W dwunastym wyścigu Nagy pokonał Romana. Matousek gorąco gestykulował w stronę Węgra i wygrażał mu. Graham Drury, ówczesny menedżer drużyny Long Eaton Invaders, przyznał, że to co wydarzyło się wówczas było najgorszym wspomnieniem w jego 40-letniej działalności w speedwayu… „Robert wiedział, że za chwilę rozpęta się wojna, bo czekał ich kolejny pojedynek w czternastym wyścigu. Przed meczem doszło do lekkiej pyskówki w parku maszyn. Nagy coś chlapnął o zatargu jaki obaj zawodnicy mieli w finale kontynentalnym. Przed biegiem nr 14, Matousek podszedł do Roberta, odpiął mu reklamy na ramionach kombinezonu i powiedział coś po czesku. Spytałem Roberta o co chodziło Romanowi. Nagy przetłumaczył mi, że Matousek chce go uśmiercić na torze i połamać mu gnaty. Ten bieg pamiętam jakby wydarzył się wczoraj… Matousek na wewnętrznej, a Roman pod płotem. Czechosłowak nawet nie podjął wysiłku, aby złożyć się na łuku i nawrócić. Wywiózł bezczelnie Roberta i wsadził go w bandę. Nigdy nie biegnę na tor po upadku. Stronię od takich zachowań. Idę spokojnie na tor, bo nerwy są złym doradcą. Pamiętam, że na miejscu był lekarz Jim Nelson. Spojrzałem w oczodoły Nelsona, a on spod okularów, wyznał mi: Graham, szykuje się poważna rozróba. Motocykl Matouska wprost przejechał po głowie Roberta. Kiedy podszedłem do Węgra, myślałem, że mamy trupa na torze. Nie oddychał, nie dawał znaku życia. Twarz nabrała fioletowego koloru. Byłem przerażony… Całe szczęście, że doktor Nelson był doświadczonym lekarzem i jakimś cudem wybudził Roberta. Cały szkopuł polega na tym, że Robert Nagy zabrał swojego syna na ten mecz… Moja małżonka Denise zadbała o psychikę młodego człowieka. Patrik Nagy, syn Roberta, był wtedy pięcioletnim brzdącem. Denise nie chciała, aby syn Roberta zobaczył w jakim stanie jest twarz ojca… Nagy został natychmiast przewieziony do szpitala w Sheffield. A potem głowiłem się jak przekazać telefonicznie małżonce Roberta co się stało z jej mężem! Drżałem jak osika” – wspomina Drury.

 

Zawody przerwano na 45 minut. Australijczyk Steve Johnston, wówczas jeżdżący w ekipie Long Eaton, zamierzał „porozmawiać” z Matouskiem… „Gdybyśmy nie powstrzymali wtedy Steve’a, Matousek zginąłby z rąk Australijczyka. I nie obroniłyby go nawet jego stalowe ręce. Sam byłem żużlowcem, potem zostałem promotorem, więc wyczułem co się święci w powietrzu. Nie zapomnę jednej sceny. Matousek przejechał na motocyklu całą prostą przeciwległą, zjechał do parku maszyn, zdjął kask, usiadł w boksie. Nie pofatygował się na tor, nie zająknął się i nie zapytał co się stało z Robertem. Kierownictwo Sheffield broniło Romana, a ja zażądałem wideo analizy ze strony policji. Nie doszukali się winy, ale byłem zadowolony, bo to był ostatni sezon Matouska w Anglii. Diabeł, nie człowiek…” – grzmiał Drury.

 

Czeskie więzienie

 

Pobyt w więzieniu w Czechach, bliskie spotkania z kieliszkiem, samotność… Nie tak miała wyglądać ostatnia prosta w życiu Romana Matouska. Zepchnięty na margines sportowej emerytury, nie potrafił odnaleźć się poza speedwayem. Kochał scenę, żył dla namiętnych emocji. Był impulsywny, wybuchowy, nieprzewidywalny. Podziwiano jego hart ducha, żelazną wolę walki, nadludzką siłą fizyczną, odporność na ból i ambicję. Gdy zgasły reflektory, nikt nie pokusił się zapytać Romana o to czy potrzebuje rogalika, wyjścia do kina czy nade wszystko zwyczajnej ludzkiej rozmowy. Świeć Panie nad Jego duszą, bo speedway bez Romana byłby z pewnością mniej barwny… Jakby ujął to wybitny czechosłowacki pisarz – Bohumil Hrabal: „Romana Matouska dopadła zbyt głośna samotność”…

 

 

Tomasz Lorek, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze