Paweł Olkowski wśród ulubieńców Ricardo Sa Pinto. Nad Bosforem ich współpraca układa się wzorowo

Piłka nożna
Paweł Olkowski wśród ulubieńców Ricardo Sa Pinto. Nad Bosforem ich współpraca układa się wzorowo
fot. PAP/Photoshot
Paweł Olkowski walczy o piłkę z zawodnikiem Besiktasu - Cyle'm Larinem.

Kibice Legii Warszawa z pewnością nie tęsknią za byłym trenerem piłkarzy z Łazienkowskiej 3 Ricardo Sa Pinto. Portugalczyk, który przez siedem i pół miesiąca prowadził klub ze stolicy Polski, od momentu rozstania z nim, miał już trzech pracodawców. Obecnie Sa Pinto prowadzi turecki Gaziantep FK i współpracuje z Pawłem Olkowskim. Polski obrońca na nowego trenera narzekać nie może. W zespole portugalskiego szkoleniowca ma pewne miejsce w składzie.

Sa Pinto polskim kibicom, a już zwłaszcza tym z Warszawy delikatnie mówiąc nie kojarzy się pozytywnie. Pochodzący z Porto szkoleniowiec miał wnieść do polskiej Ekstraklasy nową jakość oraz inne spojrzenie. Skończyło się na niezbyt długiej współpracy i wielkim rozczarowaniu. Legia sezon 2018/19 zakończyła bez żadnego trofeum i aż z trzema trenerami. Sezon rozpoczął Dean Klafurić, którego na niespełna dwa tygodnie zastąpił Aleksandar Vuković. Kolejnym trenerem, już tym docelowym miał być Sa Pinto, ale na początku kwietnia 2019 roku po porażce 0:4 z Wisłą Kraków stracił pracę na rzecz... Vukovicia.

 

Odkąd Sa Pinto wyjechał z Polski pracował już w trzech klubach na dwóch kontynentach. Ku zdziwieniu wielu ekspertów po zwolnieniu z Legii były trener Sportingu Lizbona otrzymał angaż w innym czołowym klubie ze swojej ojczyzny. Usługami niechcianego w Polsce trenera zainteresował się Sporting Braga. Ostatecznie zespół z Bragi były reprezentant Portugalii poprowadził w 30 meczach, ale dzień przed Wigilią 2019 roku stracił pracę. Średnia niecałe dwa punkty na mecz (1,97 pkt.) nie przekonała władz obecnego wicelidera Liga NOS do dalszej współpracy.

 

Na kolejną szansę Sa Pinto czekał do października 2020 roku. W połowie miesiąca został mianowany trenerem słynnego brazylijskiego Vasco da Gama. W utytułowanym klubie z Rio de Janeiro ostatecznie szkoleniowiec z Półwyspu Iberyjskiego zaliczył krótki epizod. Ekipę z drugiego największego miasta w Brazylii poprowadził w 15 meczach i jeszcze przed końcem roku został zwolniony. Tym razem średnia punktów na mecz jego podopiecznych wynosiła równo jeden punkt. Dla porównania w Legii wynosiła ona 1,93 pkt.

 

ZOBACZ TAKŻE: Polski napastnik zagra na Malcie. Związał się już z osiemnastym klubem!

 

Po opuszczeniu Ameryki Południowej Sa Pinto bardzo szybko zakotwiczył w Turcji. Nad Bosfor ściągnął go Gaziantep FK, czyli klub z miasta położonego w południowej części kraju tuż przy granicy z Syrią. 20 stycznia 48-latek podpisał kontrakt z tureckim klubem ważny do końca czerwca 2022 roku. Nie jest to bardzo odległy termin, ale już na początku przygody Portugalczyka z nowym pracodawcą rodzi się pytanie, czy tym razem potrwa ona nieco dłużej. Patrząc na poprzednie miejsca pracy, jego statystyki nie napawają optymizmem.

 

 

Dotychczas Sa Pinto najdłużej pracował w roli szkoleniowca w klubie, w którym kończył karierę jako piłkarz, czyli w Standardzie Liege. W belgijskim klubie pracował przez rok i zdobył z nim nawet krajowy puchar. Z 42 spotkań pod jego wodzą piłkarze z Liege wygrali 20 meczów. 13-krotnie remisowali oraz ówcześni podopieczni kontrowersyjnego trenera 9 razy przegrali.

 

Po przygodach trenerskich w Serbii, Grecji, Arabii Saudyjskiej, Belgii, Polsce, Brazylii oraz rzecz jasna kilkukrotnym podejmowaniu pracy w Portugalii, przyszedł czas na Turcję. Sa Pinto to prawdziwy trenerski obieżyświat, który często w złej atmosferze kończył współpracę. Z czasów pracy w Legii szczególnie źle wspomina go ówczesny pomocnik warszawskiej drużyny Krzysztof Mączyński. Trener zarzucał piłkarzowi, że ten jest "słaby" i ma "źle poukładane w głowie". Z kolei "Mąka", który w tamtym czasie był reprezentantem Polski nazwał trenera z Półwyspu Iberyjskiego "tchórzem" i powiedział, że nie jest on godzien, żeby podać mu rękę.

 

Zgoła odmienne uczucia względem Sa Pinto ma z pewnością inny polski piłkarz, który obecnie gra pod batutą Sa Pinto. Olkowski, który jest 13-krotny reprezentantem Polski, w zespole prowadzonym przez Portugalczyka ma pewne miejsce w składzie. W dotychczasowych dziewięciu meczach Gaziantep FK pod wodzą byłego trenera Legii, nasz obrońca zagrał w sześciu z nich przez 90 minut. 31-latek zaliczyłby komplet gier, ale między 24. a 26. kolejką prawy obrońca chorował na koronawirusa. Gdy tylko wyzdrowiał i doszedł do pełni sił, po trzech spotkaniach przerwy, natychmiast wrócił do składu.

 

Od tamtej pory Olkowski rozegrał pełne 270 minut w meczach z Konyasporem (0:0), Genclerbirligi (2:1) oraz Besiktasem Stambuł (1:2). Co ciekawe, w poprzednim sezonie były gracz m.in. FC Koeln i Boltonu Warderers, wystąpił w zaledwie 9 meczach ligowych. Z kolei w trwających rozgrywkach wychowanek Małejpanwi Ozimek jest podstawowym zawodnikiem. Jeszcze przed przyjściem do klubu Sa Pinto, nasz rodak grał w większości spotkań. Łącznie pod wodzą poprzedniego trenera oraz aktualnego szkoleniowca z Portugalii, doświadczony boczny defensor rozegrał 20 spotkań ligowych. Dorobek Olkowskiego uzupełnia jedna asysta zaliczona w wygranym meczu (2:1) z mistrzem Turcji Basaksehirem.

 

Współpraca Sa Pinto z Olkowskim układa się bez zarzutu, a można powiedzieć, że jak na razie wręcz wzorowo. Kto wie, być może obrońca będzie nawet w stanie powalczyć o miejsce w kadrze reprezentacji Polski. Regularna gra z pewnością go do tej walki uprawnia. Poza tym dialog na linii dwóch Portugalczyków Sa Pinto - Paulo Sousa (selekcjoner naszej reprezentacji) może nieco ułatwić Olkowskiemu powrót do drużyny narodowej. Przy pierwszych powołaniach 31-latek został jednak pominięty przez Sousę.

Adrian Janiuk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze