Śmierć wielkiego Marvina Haglera. Bokserski świat stracił giganta

Sporty walki
Śmierć wielkiego Marvina Haglera. Bokserski świat stracił giganta
fot. PAP
Bokserski świat stracił giganta.

"Świat stracił dziś wielkiego człowieka" - napisał były champion wagi ciężkiej Lennox Lewis komentując szokującą nie tylko dla sportowego świata, nagłą śmierć championa ringu, jednego z najlepszych w historii boksu - Marvina "Marvelous" Haglera.

"Masz przeciwko sobie, już na starcie trzy problemy: jesteś czarny, leworęczny i dobry"  - te słowa powiedziane "Marvelous" Marvinowi Haglerowi przez wielkiego Joe Fraziera przez całą karierę towarzyszyły jednemu z największych pięściarzy wszech czasów.  Hagler (62-3, 56 KO), który  zmarł nagle w sobotnie popołudnie w swoim domu w wieku 66 lat, był nie tylko wielkim mistrzem, być może najwspanialszym pięściarzem wagi średniej w historii, ale także sportowcem otoczonym niezwykłą sympatią kibiców. Wszyscy wiemy dlaczego - kiedy wchodził na ring, zawsze dawał z siebie wszystko, a tego kibice nigdy nie zapominają.

 

Hagler był niekwestionowanym mistrzem świata wagi średniej w latach 1980-1987, a kiedy jeden z dziennikarzy zapytał jak to robi, by przez tyle lat wychodzić na ring z tak wielkim głodem zwycięstwa, zwykle nie lubiący wywiadów Hagler odparł: “Do każdej walki przygotowuję się i walczę tak, jakby to mój rywal był mistrzem, a ja chcę mu ten pas wyrwać”.

 

Hagler nie miał za sobą wielkiej kariery amatorskiej. Tak naprawdę nie miał prawie żadnej, kiedy został zawodowcem, w maju 1973 roku. Nie był znany, więc musiał przyjmować każdą walkę, czasami za kilkaset dolarów, żeby tylko pokazać się promotorom, nie narzekającym na brak talentów w okolicach Newarku i Filadelfii. Bardzo szybko okazało się, że  Hagler bije bardzo mocno, umie zmieniać pozycję z leworęcznego na tradycyjną jak nikt innym przed nim i nie bardzo wiadomo, jak z nim walczyć. Już po kilku latach na zawodowych ringach, mistrzowie jakoś nie mieli ochoty podpisywać kontraktów, kiedy widniało na nich nazwisko Haglera. Pierwszą szansę dostał dopiero w 1979 roku, kiedy wyszedł na ring przeciwko mającemu włoskie korzenie Amerykaninowi Vito Antuofermo. Walczył dobrze, był lepszy, ale nie na tyle, żeby zyskać uznanie sędziów, którzy zadecydowali, że pojedynek zakończył się remisem, a mistrz zatrzymuje swój pas.

 

Rok później, przeciwko Anglikowi Alanowi Minterowi, Hagler już nie chciał niczego zostawiać w rękach sędziów, niszcząc Mintera w ciągu trzech rund i rozpoczynając jedno z najdłuższych panowań na pięściarskim ringu w historii wagi średniej.  Hagler nie wygrywał, Hagler nokautował całą kategorie wagową, pokonując  przed czasem  Fulgencio Obelmejiasa, w rewanż  Antuofermo, Mustafę Hamsho, Cavemana Lee, Tony Sibsonem i Wilforda Scypionem.

 

ZOBACZ TAKŻE: Kostyra: Ile zarabiają bokserskie "chłopaki do bicia"?

 

Dopiero  Roberto Duran, legenda Panamy i światowego boksu, potrafił przeboksować (ale przegrał) z Haglerem pełen dystans, ale dalej była znów seria nokautów: przeciwko Juanowi Roldanowi, ponownie z Hansho i wreszcie Thomasem Hearnsem czy Johnem “Bestią” Mugabim. Walka z Hearnsem, legendarna pierwsza runda ich pojedynku, w “Caesars Palace” w Las Vegas w 1985 roku, do dziś uchodzi za najwspanialszy pokaz boksu, pięściarstwa, który służy dla kolejnych pokoleń jak rodzaj niedoścignionego wzorca.

 

Pojedynek w 1987 roku z Sugar Ray Leonardem, jednym z ówczesnych Czterech Królów ringu (Hearns, Leonard, Hagler, Duran) do dziś uznawany jest za jeden z  najbardziej kontrowersyjnych w historii boksu. Hagler na początku mówił, że nie chce walki bo już jest na emeryturze, ale zgodził się, kiedy zagwarantowano mu większą gwarantowana wypłatę oraz udziały w PPV. Musiał jednak przystać na warunki Leonarda - nie piętnaście ale dwanaście rund, nie mały ring, ale 22-stopowy oraz  rękawice nie ośmio, tylko 10-uncjowe. Każda z tych zmian nie była na korzyść Haglera, ale był tak pewny wygranej, że się zgodził.

 

Tylko na początku Leonard był lepszy, bo nie wiadomo dlaczego Hagler przez pierwsze rundy walczył nie z normalnej dla siebie odwrotnej pozycji, tylko jak praworęczny. Obie rundy przegrał, zmienił pozycję na odwrotną i już do końca walki był agresorem, zadającym mocniejsze ciosy. Leonard wiedział że nie może iść z Haglerem na wymiany, więc w mistrzowski sposób “kradł” rundy, zadając serie ciosów zwykle w ostatnich trzydziestu sekundach rundy. To wystarczyło dla dwóch sędziów, którzy punktowali walkę 115-113 i 118-110 (drugi sędzia przyznał się, że powinien punktować 116-112) i 115-113 dla Haglera. Rozczarowany decyzją Hagler, który zarobił za pojedynek niebotyczne jak na owe czasy dwadzieścia milionów dolarów,  już nigdy nie wyszedł na ring.

Przemek Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze