Z narożnika PG: Joshua - Fury coraz bliżej, wielka walka, słaby sędzia w Teksasie

Sporty walki
Z narożnika PG: Joshua - Fury coraz bliżej, wielka walka, słaby sędzia w Teksasie
fot. PAP
Kontrakty na walkę Anthony Joshua - Tyson Fury zostały podpisane.

Kontrakty podpisane, pieniądze (prawie) rozdzielone - promotor Eddie Hearn ogłasza podpisanie umów na mega-walkę w wadze ciężkiej pomiędzy Anthonym Joshuą i Tysonem Fury, ale ciągle nie wiemy, gdzie i kiedy zobaczymy w akcji mistrzów mających wszystkie pasy. Wiemy natomiast, że fani zobaczyli rewelacyjny pojedynek Gonzalez - Estrada i niestety kolejną kompromitację sędziowską.

Eddie Hearn oficjalnie ogłosił, że zarówno mistrz świata IBF, WBA i WBO Anthony Joshua (24-1, 22 KO) oraz czempion WBC Tyson Fury (30-0, 21 KO) podpisali kontrakt na dwie wielkie, wyłaniające niekwestionowanego mistrza świata pojedynki w 2021 roku. Kontrakty są podpisane nie tylko przez pięściarzy, ale także (w boksie to czasami znacznie ważniejsze) przez aż czterech reprezentujących ich przedstawicieli: Matchroom Boxing (Joshua), Top Rank, Queensberry Promotions oraz MTK Management (Tyson Fury). - Ta najtrudniejsza część jest już za nami. Wiem, jak ciężko pracowaliśmy w ostatnich miesiącach, a największy problem to zawsze dopięcie tego, żeby wszyscy zaakceptowali kontrakty. Mieliśmy przecież negocjacje z rywalizującymi ze sobą promotorami i stacjami telewizyjnymi - mówił Hearn. Według promotora, nie będzie też problemu z wyborem miejsca, choć właśnie o tym - a także o dacie pierwszej walki - na razie w wywiadzie nie było żadnych konkretów. - Nie ma problemu z chętnymi do organizacji, mamy osiem czy dziewięć propozycji - Bliski Wschód, Azja, Europa Wschodnia oraz Stany Zjednoczone - powiedział.

 

Faworytem na taką walkę jest Bliski Wschód, bo taka opcja już została "przerobiona", kiedy w grudniu 2019 roku doszło do rewanżowej walki w Arabii Saudyjskiej pomiędzy Joshuą i Andy Ruizem Jr. Przerobiona też finansowo, bo organizatorzy nie dość, że wtedy zapłacili w całości za organizację walki, ale zaoferowali czterdzieści milionów za to, by walka odbywa się właśnie u nich.

 

Organizacja była znakomita, wszystko było zapięte na ostatni guzik - byłem, widziałem - ale z drugiej strony jak się wydaje ponad 100 milionów na przygotowania, do wszystko musi działać. Finansowo dla wszystkich - promotorów i pięściarzy - walka będzie kopalnią złota. Gwarantowane wynagrodzenie to podobno po pięćdziesiąt milionów dla każdego z pięściarzy (w drugim pojedynku ma być 60 procent dla zwycięzcy pierwszej walki), do tego dojdą pieniądze od organizatorów walki oraz oczywiście ze światowej sprzedaży pay-per-view.

 

Wielka walka, słabiutki sędzia

 

Rzadko się zdarza, żeby wielkie oczekiwania związane z występem pięściarzy zostały zaspokojone. Jeszcze rzadziej, żeby walka nawet je przewyższyła - tak było w rewanżowym pojedynku pomiędzy aktualnymi mistrzami świata - Juanem Francisco Estradą (42-3, 28 KO) z Meksyku i Romanem "Chocolatito" Gonzalezem (50-3, 41 KO) z Wenezueli. Kibice dostali pięściarską ucztę, obaj pięściarze pokazali niesamowity charakter i umiejętności, wyprowadzając w trakcie pełnych akcji dwunastu rund ponad 2500 ciosów. Do końca walki, do ostatniej minuty nie było wiadomo, kto jest zwycięzcą, opinia publiczna i dziennikarze podzielili się w opiniach, ale wszyscy widzieli pojedynek, gdzie nie było jednoznacznego werdyktu.

 

Prawie wszyscy, bo jakimś sposobem łatwe zwycięstwo Estrady, sześcioma rundami (!) dostrzegł wenezuelski sędzia Carlos Sucre. Jego werdykt wzbudził natychmiastową, powszechną krytykę wśród dziennikarzy na całym świecie, więc sankcjonującego walkę organizacje WBA, postanowiła zawiesić sędziego.

 

Ale tylko tymczasowo, bo jak stwierdził prezydent WBA Gilberto Mendoza Jr "punktacja sędziego była błędna, ale będzie miał możliwość jej wytłumaczenia i dopiero wtedy zostanie podjęta ostateczna decyzja w jego sprawie". Nikt za bardzo nie wie, co tutaj jest do tłumaczenia, poza tym, że sędzia Sucre musiał oglądać inna walkę niż wszyscy. Jak można dać Estradzie wygraną taką wielką różnicą rund, skoro Gonzalez zadał o 80 więcej celnych ciosów (391 do 314) i 55 więcej mocnych uderzeń (352 do 297) pozostanie tajemnicą pana Sucre. Osobiście w roli sędziego wolałabym już go nie oglądać, ale nie mam wątpliwości, że go zobaczę, bo to boks.

Przemek Garczarczyk z Chicago, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze