Mecze Węgry - Polska. Na pierwszy pojechaliśmy pociągiem. Ostatnia bramka była samobójcza

Piłka nożna
Mecze Węgry - Polska. Na pierwszy pojechaliśmy pociągiem. Ostatnia bramka była samobójcza
Fot. PAP
Polacy na Puskas Arenie. Mecz Węgry - Polska w środę o godz. 20.45

Na pierwszy mecz z Węgrami nasi piłkarze jechali pociągiem trzeciej klasy. Przegrali 0:1, ale w Polsce mówiono o wielkim sukcesie, bo dla kadry to był pierwszy mecz, a rywal chwilę wcześniej rozbił Niemców 3:0. Węgry kojarzą nam się jednak przede wszystkim z igrzyskami olimpijskimi i finałem z Kazimierzem Deyną w roli głównej, który dał nam złoto.

- Mój Boże, co ja mam państwu powiedzieć. Dwadzieścia lat czekałem na taki moment, ponad pięćdziesiąt lat czekało polskie piłkarstwo, sport najbardziej lubiany przez nas w kraju. Wspaniały widok, proszę państwa, wspaniały widok.... Co więcej, można dodać? – mówił słynny komentator Jan Ciszewski po finale z Węgrami.

 

Tamten mecz w Monachium był koncertem gry jednego człowieka, Kazimierza Deyny. Przed przerwą popełnił on błąd, który kosztował nas utratę bramki. – Panowie, ten mecz jest do wygrania – stwierdził jednak w przerwie trener Kazimierz Górski, a za chwilę Deyna sam rozprawił się z rywalem, strzelając dwie bramki. Wygraliśmy 2:1, zdobywając pierwsze i jedyne jak dotąd złoto olimpijskie w piłce nożnej. Było to też nasze pierwsze zwycięstwo z Węgrami po II wojnie światowej, ale przede wszystkim były to narodziny wielkiej drużyny trenera Górskiego.

 

Pojechało 13 zawodników bez trenera

 

Wróćmy jednak do początku, do meczu z 1921 roku. Mieliśmy grać z Węgrami rok wcześniej, ale te i inne zaplanowane spotkania trzeba było odwołać z powodu agresji bolszewickiej. W 1921 roku nic już jednak nie stało na przeszkodzie. Po ponad 30 godzinach jazdy pociągiem dotarliśmy do Budapesztu. Kadra składała się z 13 zawodników. Trenera nie było. Józef Szkolnikowski musiał zostać w kraju. Był w armii, te obowiązki były ważniejsze.

 

Tamto spotkanie było debiutem naszej reprezentacji. Liczyliśmy się z tym, że możemy dostać tęgie lanie. Mówiono, że nawet 0:3 (tyle przegrali chwilę wcześniej z Węgrami Niemcy) będzie sporym sukcesem. Skończyło się 0:1.

 

Na pierwszą bramkę w meczu z Węgrami czekaliśmy prawie 500 minut – gol Wawrzyńca Stalińskiego w 48. minucie spotkania w 1926 roku. To była jednak nasza szósta kolejna porażka z Madziarami, którzy w tych wszystkich meczach strzelili nam łącznie 19 bramek. Dwa następne były jednak dla nas (3:0 w 1936 i 4:2 w 1939). To ostatnie spotkanie, rozegrane na kilka dni przed wybuchem II wojny światowej było popisem Ernesta Wilimowskiego.

 

Legenda polskiej piłki na wiele lat została wymazana z historii za grę dla III Rzeszy. To 4:2 było ostatnim popisem Wilimowskiego w polskiej reprezentacji. Węgrzy przyjechali wtedy do Warszawy jako wicemistrzowie świata, ale górą był Wilimowski, który ustrzelił hat-tricka i właściwie w pojedynkę odprawił rywala.

 

Spotkanie ze złotą jedenastką, jak zderzenie ze ścianą

 

Po wojnie Węgrzy lali nas niemiłosiernie. Wygrali 9 kolejnych spotkań, strzelając nam 41 bramek, podczas gdy my im tylko 10. W tamtym okresie przytrafiły nam się tak wstydliwe porażki, jak 2:6, 2:8, 2:5, 0:6 czy 1:5. Coś o sile Węgrów mógłby powiedzieć trener Ryszard Koncewicz, którego bilans w meczach z tym przeciwnikiem, to 6 porażek (2:23 w bramkach). Możemy jednak usprawiedliwiać się tym, że mieliśmy pecha, bo akurat wtedy trafiliśmy na złotą jedenastkę Węgier. Chodzi o słynną drużynę prowadzoną od 1949 roku przez Gustava Sebesa. Wygrała ona 54 z 61 spotkań. Przegrała raptem dwa. Polakom bramki strzelali tacy gwiazdorzy, jak Ferenc Puskas, Sandor Kocsis czy Nandor Hidegkuti.

 

ZOBACZ TAKŻE: Problemy Anglików przed meczem z Polską

 

Na przełom w meczach z Węgrami czekaliśmy do 1966 roku, kiedy to zremisowaliśmy z nimi 1:1 w towarzyskim meczu na Stadionie Śląskim  w Chorzowie po bramce Włodzimierza Lubańskiego. Potem była jeszcze towarzyska porażka (0:2) w 1970 roku w Budapeszcie i złoty finał w Monachium. – Po stracie gola trener Górski powiedział, że to było ich 45. minut, a teraz będzie nasze. Kazio Deyna, który zagrał piłkę w poprzek, przez co straciliśmy bramkę, stał się bohaterem tej drugiej połowy – wspomina tamto spotkanie Lesław Ćmikiewicz.

 

Hokejowy wynik i zagubiona taśma

 

W 1975 roku drużyna Górskiego raz jeszcze pokonała Węgrów (4:2), ale na kolejne zwycięstwo czekaliśmy 22 lata. W międzyczasie zdarzyło nam się przegrać w Budapeszcie 3:5 w bardzo dziwnym meczu. Wynik był hokejowy, a porażka praktycznie zamknęła nam drogę do awansu na Euro 1988. Dwa razy wychodziliśmy w tamtym spotkaniu na prowadzenie (1:0 i 2:1), ale gospodarze rozbili nas stałymi fragmentami gry. Trener Wojciech Łazarek żalił się po meczu na beztroską grę obrońców i brak reżysera. W rewanżu wygraliśmy 3:2 na otarcie łez.

 

Kolejne mecze o punkty z Węgrami graliśmy w 2003 roku. 0:0 w Chorzowie pamiętamy głównie z tego, że gdzieś zapodziała się taśma z węgierskim hymnem i ówczesny prezes PZPN Michał Listkiewicza ratował sytuację, prosząc kibiców gości, żeby zaintonowali pieśń. Wyszło słabo. Podobnie, jak sam mecz. Rewanż w Budapeszcie był o tyle godny odnotowania, że wygraliśmy (2:1) pierwszy raz u nich. Oba gole strzelił Andrzej Niedzielan. Mieliśmy nadzieję, że dadzą nam one baraż w eliminacjach do Euro, ale wtedy Szwedzi sensacyjnie przegrali z Łotwą i to ci ostatni grali dalej.

 

Ostatni mecz z Węgrami wygraliśmy 2:1 (listopad 2011) dzięki samobójczej bramce Vilomsa Vanczaka. Warto, ku pokrzepieniu ser, przypomnieć jeszcze na koniec inne nasze towarzyskie spotkanie z Węgrami. To z 1997 roku, które było debiutem Janusza Wójcika w roli selekcjonera. Wygraliśmy 1:0 po golu Krzysztofa Ratajczaka. Mogło być więcej, gdyby Wojciech Kowalczyk miał lepiej ustawiony celownik. Nie mielibyśmy jednak nic przeciwko, gdyby Paulo Sousa też zaczął przygodę z kadrą od 1:0.

 

Bilans meczów z Węgrami. W sumie 32 spotkania, 8 zwycięstw, 4 remisy, 20 porażek. Bramki 39:87. 

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze