Lubański: Lewandowski może mówić, co chce, ale w Budapeszcie straciliśmy punkty!

Piłka nożna
Lubański: Lewandowski może mówić, co chce, ale w Budapeszcie straciliśmy punkty!
Fot. Cyfrasport
Lubański: W Budapeszcie straciliśmy punkty. W konsekwencji może nam ich brakować. Takie mecze jak ten trzeba wygrywać. Zwłaszcza jak jesteśmy lepsi, a my, mimo wszystko, byliśmy od Węgrów lepsi.

Takie mecze jak ten trzeba wygrywać. Zwłaszcza jak jesteśmy lepsi, a my, mimo wszystko, byliśmy od Węgrów lepsi. Ja nie jestem zadowolony z tego, że w końcówce wydarliśmy remis, nie podzielam optymizmu Roberta, że z 0:2 i 2:3 wyciągnęliśmy remis – mówi Włodzimierz Lubański, gwiazda polskiej piłki lat 60-tych i 70-tych.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Co wiemy o reprezentacji Paulo Sousy po meczu z Węgrami?

 

Włodzimierz Lubański, legenda polskiej piłki: Może warto by się zastanowić, co wiemy o samym zespole, a wiemy, że nie zagrał on dobrego meczu. Powiedziałbym, że to spotkanie było nawet słabe, a o pierwszym okresie gry, to w ogóle lepiej zapomnieć. Mieliśmy duży procent posiadania piłki, ale na nic się to nie przełożyło. Graliśmy z przeciętnym zespołem, w sumie byliśmy od Węgrów lepsi, ale nie wygraliśmy.

 

Po 0:2 było ochota, żeby wyłączyć telewizor?

 

Jak ja się denerwuję, to mój telewizor sam się wyłącza. A poważnie, to przy tak dużym procencie posiadania piłki, o czym mówiłem, trzeba zrobić coś więcej. U nas jednak było posiadanie, a nie było prostopadłych podań, nie było ruchu na skrzydłowych, nic nie działo się w ataku. Źle to wyglądało i cyfry o tym świadczą. W pierwszej połowie nie mieliśmy sytuacji. A to, że Helik raz kopnął piłkę w pole karne, to za mało.

 

A może nie należało spodziewać się więcej. W końcu trener Sousa niewiele mógł z tą drużyną zrobić?

 

To prawda, ale z drugiej strony, ta jego selekcja niewiele różniła się od tego, co było wcześniej. My nie mamy stu zawodników do wyboru. Sousa oparł się na starcie na tym co było, zrobił naprawdę małe korekty. Co do realizacji założeń taktycznych, to można się zgodzić, że nie było wiele czasu na wdrożenie pomysłów nowego selekcjonera. I tak byłem jednak zaskoczony in minus. Większość naszych zawodników gra jednak w dobrych ligach. Sądziłem, że to wystarczy, by narzucić Węgrom nasz styl gry.

 

ZOBACZ TAKŻE: Co nas czeka w najbliższych dniach w eliminacjach do mundialu?

 

Nie udało się, a na dokładkę popełnialiśmy sporo błędów.

 

Obrona była fatalna. Jak się gra trójką z tyłu, to trzeba koordynować odstępy między zawodnikami na całej szerokości boiska, ale nie tylko. Przy tym straconym golu, jak rywal przejął piłkę, to Milik był oddalony od Bednarka na 10 metrów, a tam powinno być góra 5 metrów odstępu. To z tego powodu, ze złego ustawienia, straciliśmy gola po prostopadłym podaniu. Nie byłoby tego, gdyby komunikacja była lepsza.

 

Robert Lewandowski mówił po meczu, że jest pozytyw, bo nie pamięta, żeby Polska drużyna wyciągała remis, przegrywając najpierw 0:2, a potem 2:3.

 

Robert może tak mówić, ale ja bym się tak nie pocieszał. Zresztą dla mnie pozytywem były zmiany dokonane po przerwie. Dłużej nie można było na to patrzeć, trzeba było dać jakąś nową iskrę do tego zespołu i to się stało. Jóźwiak grą z piłką i bez piłki wprowadził zagrożenie po prawej stronie. Zresztą, to właśnie na tej części boiska zaczęły się akcje, po których padły dwie bramki dla nas. Tak w ogóle, to siłą naszego zespołu były wcześniej oskrzydlające akcje. W meczu z Węgrami te akcje dostaliśmy dopiero po zmianach.

 

Może Szymański grał za długo?

 

Może. Trzeba mieć po bokach takich zawodników, co potrafią podejść, dośrodkować. Szymański był bardzo niewidoczny, w ogóle nie było takich jego prób.

 

To może zmiany były spóźnione?

 

Trudno powiedzieć, czy za późno. Natomiast na pewno można powiedzieć, że końcowy wynik odzwierciedla to, co działo się na boisku. My wykorzystaliśmy wszystkie nasze okazje, a oni też. Problem w tym, taka moja opinia, że straciliśmy punkty. W konsekwencji może nam ich brakować. Takie mecze jak ten trzeba wygrywać. Zwłaszcza jak jesteśmy lepsi, a my, mimo wszystko, byliśmy od Węgrów lepsi. Ja nie jestem zadowolony z tego, że w końcówce wydarliśmy remis, nie podzielam optymizmu Roberta.

 

Za kadencji Jerzego Brzęczka mówiło się o nas, za słabi na mocnych, ale za mocni na słabych. Tyle że słabym Węgrom nie daliśmy rady.

 

Mam jednak nadzieję, i tego życzę naszej reprezentacji, że my z tej grupy wyjdziemy i zagramy na mistrzostwach. Po remisie w Budapeszcie ta droga zrobiła się wyboista, choć już wcześniej było wiadomo, że my tej grupy na spokojnie nie wygramy. Faworytem byli i są Anglicy, z którymi za chwilę gramy. Przed tym meczem pewnie poprawimy sobie bilans bramowy na Andorze, ale i tak trzeba będzie żałować zmarnowanej szansy w Budapeszcie.

 

A jesteśmy w stanie poprawić się na tyle, żeby błysnąć na Wembley?

 

Mecz meczowi nierówny, więc kto wie. Jedna rzecz jest ciekawa, kilku naszych chłopaków gra w Anglii, więc liczę, że potraktują to spotkanie ambicjonalnie. Poza wszystkim jestem przekonany, mimo wszystko, że Anglicy nas nie zgniotą, że to będzie wyrównany mecz.

 

Z Helikiem i Szymańskim w wyjściowym składzie?

 

Trener Sousa widział w Budapeszcie wystarczająco dużo, wie, jak Anglicy grają w piłkę, więc będzie musiał się do nich dopasować i pewne rzeczy zmienić.

 

Glik musi zagrać od początku?

 

Ja bym nie podchodził indywidualnie i nie wymieniał pojedynczych nazwisk. Wygrywa i przegrywa zespół. Pamiętajmy, że na Węgrzech, poza błędami w ustawieniu, wielkiej katastrofy nie było. Nasi grali pierwszy raz w tym zestawieniu, więc cała sytuacja wymaga teraz gruntownej analizy i dopiero wtedy rozmowy o personaliach.

 

Po meczu z Węgrami media nie zostawiły suchej nitki na Recy. To może, chociaż tu sprawa jest jasna?

 

To fakt, że on w pierwszej połowie zrobił nam problem, doprowadził do sytuacji bramkowej. Próbował też jednak pokazać się z przodu. Łatwo jest jednak powiedzieć, że ten człowiek się nie nadaje. Problem zaczyna się, kiedy trzeba dać kogoś w zamian. Bo jeśli nie Reca, to kto? Jak mamy alternatywę, to próbujmy. Dla mnie jednak ważniejsze jest to, byśmy wrócili do zbudowania takiej siły na skrzydłach, jaką mieliśmy kiedyś. Musimy mieć takich zawodników, jakimi byli w tej kadrze Błaszczykowski i Grosicki. Zatem przeanalizujmy, co stało się w Budapeszcie, zróbmy mocny trening strzelecki z Andorą, ale pamiętajmy, że kluczem do awansu są mecze z mocnymi przeciwnikami, bo ze słabymi każdy sobie raczej poradzi.

 

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze