Magiera: Łykamy to i jedziemy dalej!

Siatkówka
Magiera: Łykamy to i jedziemy dalej!
Fot. Cyfrasport
Prezes Sebastian Świderski (z prawej) i jego sztab trenerski Nikola Grbić oraz Michał Chadała

Wszyscy zachwycają się Zaksą Kędzierzyn - Koźle. Słusznie. Ja też. I nie chodzi tylko o grę i uzyskiwane rezultaty. Chodzi o coś zdecydowanie więcej. O coś, co od kilku lat konsekwentnie buduje prezes klubu Sebastian Świderski. Tajemnica jest prosta, co trafnie zdiagnozował Ireneusz Mazur jednym zdaniem - w Zaksie najważniejsza jest ZAKSA. I to nie jest żaden frazes, ani tani banał. Tak po prostu jest.

Nie chcę pisać, że widać to zawsze na każdym kroku, bo tak nie jest. Chodzi mi o przekaz z boiska, bo funkcjonowanie na nim, a obok niego, to dwie różne historie, które nie zawsze idą ze sobą w parze. Pierwszy przykład, który mi się nasuwa aby to zobrazować, to konflikt Zbigniewa Bartmana z Michałem Kubiakiem w reprezentacji Polski jakiś czas temu. Patrząc tylko na boisko i widząc jak obaj panowie wspólnie cieszą się po udanych akcjach, zbijając piątki i wpadając sobie w objęcia, pewnie nikt by nie wpadł na pomysł, że na co dzień w ogóle ze sobą nie rozmawiają i raczej omijają się szerokim łukiem.


Trzeba być blisko zespołu, i to najlepiej przez dłuższy czas, aby zobaczyć jak to wszystko funkcjonuje. Grupie Azoty ZAKSA Kędzierzyń Koźle towarzyszyliśmy wspólnie z Tomaszem Swędrowskim i Robertem Szegdą podczas wyjazdowego meczu w Kazaniu. „Wycieczka” była zorganizowana na tip-top, w czym zasługa wspomnianego na wstępie Sebastiana Świderskiego oraz menedżera ekipy, też byłego siatkarza klubu z Kędzierzyna Koźla, Bartłomieja Soroki. Wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku.

 

ZOBACZ TAKŻE: Znamy nowe szczegóły "bańki" w Lidze Narodów


Drużyna zarządzana przez Nikolę Grbića i jego sztab stanowi jedność nie tylko na boisku, ale także poza nim. Gołym okiem widać, że zawodnicy w grupie zwyczajnie się lubią. Nie stronią sobie od żartów czy popularnej w każdym środowisku szyderki. Przykład pierwszy z brzegu podczas rozmowy dwóch siatkarzy w autobusie.


- Piszą, że mają być pozamykane salony piękności.


- I co się martwisz, i tak by cię tam nie wpuścili.


Ważny jest też fakt, że trzon zespołu stanowią Polacy. W Zaksie jest tylko dwóch obcokrajowców, ale takich, którzy na boisku odgrywają pierwszoplanowe role. To też ważne, bo nikt nie ma wrażenia - jak to czasami bywa - że występują w zespole tylko dlatego, że są zza granicy i z reguły na wysokich kontraktach.


„Łykamy to i jedziemy dalej!” - okrzyki fizjoterapeuty Pawła Brandta podczas każdej akcji w obu meczach już na stałe zapisały się w historii. Kibice Zaksy przygotowali nawet na tę okoliczność specjalną flagę, którą wywiesili podczas rewanżowego meczu.

 

Rola Pawła jest w Zaksie nieoceniona i nie chodzi o to, że jest wielkim kibicem zespołu i znakomitym fachowcem w swojej dziedzinie, jak się okazało - jest też świetnym motywatorem. Ostatnie słowa wypowiedziane do zawodników w szatni przed pierwszym meczem w Kazaniu, to był prawdziwy majstersztyk - kto oglądał przedmeczowe studio w Polsacie Sport doskonale wie o co chodzi.


Na europejskim podwórku przed Zaksą pozostała już tylko jedna stacja. Stacja Werona. Tam wielki finał Ligi Mistrzów z Trentino Volley. Zapowiadając mecze z potężnymi Lube i Zenitem siatkarze Zaksy mówili, że idą po swoje marzenia. Pozostał do zrobienia jeden krok. Krok bardzo trudny, ale nie ma co. Panowie, łykamy to i jedziemy dalej! Finał 1 maja. Transmisja w Polsacie Sport.

Marek Magiera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze