Kobiecym okiem: Powiew nadziei

Zimowe
Kobiecym okiem: Powiew nadziei
fot. PAP
Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew stworzyli w Sztokholmie niezapomniany spektakl.

Łyżwiarstwo figurowe było jedną z najdłużej niemal całkowicie zamkniętych dyscyplin z powodu pandemii. W ciągu ostatniego roku odwołane zostały mistrzostwa świata, mistrzostwa Europy, mistrzostwa czterech kontynentów i większość imprez z cyklu Grand Prix. W minionym tygodniu powróciło na salony i to w mistrzowskim wydaniu!

W niedzielę w Sztokholmie pokazy mistrzów zakończyły mistrzostwa świata 2021. Wśród ekspertów nie ma zgody. Jedni uważają, że poziom w najważniejszej imprezie sezonu był zdecydowanie niższy niż zazwyczaj, inni że taki sam, jeszcze inni że wyższy. Najbardziej skłaniam się ku tej trzeciej grupie. Owszem – pojawiały się błędy nawet w walce o najwyższe cele, ale bardzo często ci łyżwiarze, łyżwiarki, pary, które popełniały błędy w jednym programie, ten drugi (lub pierwszy) jechali świetnie.


Kwalifikacja i nadzieja


Tak było w przypadku polskiej pary tanecznej. Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew na 100% swoich możliwości wykonali taniec rytmiczny. Pobili rekord życiowy i po pierwszej części rywalizacji zajmowali wysoką 9. pozycję. Bardzo trudny taniec, który zostawili z poprzedniego sezonu, znali doskonale i mimo utrudnionych warunków i zakłóconych przygotowań, dopracowali niemal do perfekcji. Nieco mniej gładko, bo z błędem, ale w zasadzie jednym, poszło w tańcu dowolnym, ale nowa, bardzo ciekawa choreografia, intrygująca muzyka i pewność, którą czuć od Natalii i Maksyma dają dużą nadzieję na to, że na igrzyska w Pekinie będą przygotowani perfekcyjnie.

 

No właśnie – igrzyska! Ostatecznie dwunasta lokata w mistrzostwach świata dała im kwalifikację olimpijską i duży spokój w przygotowaniach do nowego sezonu. Latem tego roku nie będzie trzeba myśleć o kwalifikacyjnej „dogrywce”, a spokojnie skupić się na zbudowaniu szczytu formy na luty 2022. Dwunasta lokata, mimo błędu dała też dużą nadzieję na to, że w Pekinie będzie można myśleć o czymś więcej. A tym, co napawa największym optymizmem, jest spokój mentalny polskiej pary – przynajmniej ten, który na zewnątrz bije od nich na lodzie i przejawia się w wyważonych wypowiedziach. Dojrzeli i jestem pewna, że na swoich drugich igrzyskach zaprezentują swoje nowe 100%, a wtedy o wynik my także możemy być spokojni.


Mistrz jest jeden


Niekwestionowanym bohaterem i gwiazdą tych mistrzostw został Nathan Chen. Był jedynym, który na mistrzostwach obronił tytuł sprzed dwóch lat, sięgając po trzeci z rzędu złoty medal MŚ! (Wśród solistek i par tanecznych nie było obrońców tytułu, a chińska para sportowa nie zdołała go obronić). W przypadku Chena jednak nie tylko o obronę tytułu chodzi, ale także o styl, w jakim tego dokonał. W programie dowolnym wykonał pięć skoków z czterema obrotami – wszystkie niemal perfekcyjnie, a do tego na lodzie oddał całą swoją duszę i stworzył spektakl, który zostanie zapamiętany na lata. Wjeżdżający na lód chwilę później dwukrotny i aktualny mistrz olimpijski – Yuzuru Hanyu był bezradny. Chen w samym programie dowolnym pokonał go o blisko 40 punktów. To był nokaut!


Powroty solistek


Rywalizacja solistek stała pod znakiem powrotów. Tym najgłośniejszym był powrót Jelizawiety Tuktamyszewej – mistrzyni świata z 2015 roku nie tylko do kadry rosyjskiego związku łyżwiarstwa figurowego (pod jego flagą Rosjanie startowali w imprezie), ale przede wszystkim na podium mistrzostw – konkretnie jego drugi stopień. Doświadczona 24-letnia „caryca” z Sankt Petersburga udowodniła, że dojrzałe, kobiece łyżwiarstwo ciągle jest w cenie i nawet jeśli się nie ma w repertuarze skoku z czterema obrotami można nawiązać walkę z „cudownym” młodym pokoleniem dziewczynek, które nie boją się skoków poczwórnych. Powrotem numer dwa był atak jednej z tych młodych, bezkompromisowych gwiazd rosyjskiego łyżwiarstwa. Alexandra Trusowa po słabym programie krótkim, w dowolnym postanowiła wrzucić pięć poczwórnych skoków! Trzy z nich ustała i wskoczyła z dwunastego na trzecie miejsce! Wygrała startująca najbardziej stabilnie – Anna Szczerbakowa sprawiając samej sobie złoty prezent na 17-te urodziny. Wygląda na to, że w konkurencji solistek „reszta świata” w dalszym ciągu jest jeszcze krok z tyłu.


Młode wilki bezczelnie atakują


Młode rosyjskie wilki całą watahą atakują także w konkurencji par sportowych. Choć akurat w tym przypadku przed startem wydawało się, że zdecydowanie większe szanse na zdetronizowanie „starych lisów” – chińskiej pary Wenjing Sui, Cong Han mieli Alexandra Bojkowa i Dmitrij Kozłowski, to jak burza i bez kompleksów w programie dowolnym poszli Anastazja Miszina i Aleksander Galliamow, „bezczelnie” kończąc swój arcytrudny technicznie program dowolny utworem „We are the champions” grupy Queen. Dotychczasowi czempioni nie dali rady odpowiedzieć na swoim poziomie, liderzy po programie krótkim – Bojkowa i Kozłowki, gdy tuż przed startem programu usłyszeli, że ich znajomi z grupy treningowej właśnie zdetronizowali mistrzów świata – także. Poziom par sportowych jest najwyższy w historii i bardzo wyrównany, a to wróży tylko coraz większe emocje. I to jeszcze w tym sezonie i to już za dwa tygodnie!


Od 15-ego kwietnia w Osace zawody World Tream Trophy dla sześciu najlepszych drużyn światowego rankingu. To zapowiada elektryzujące pojedynki na najwyższym poziomie. A stawka wysoka – tym razem zwłaszcza finansowa. Do rozbicia jest bank miliona dolarów! Zawody World Team Trophy także na sportowych antenach Polsatu!

Aleksandra Szutenberg, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze