Jakub Popiwczak: Mam wrażenie, że Jastrzębskiego Węgla nie traktuje się do końca poważnie

Siatkówka
Jakub Popiwczak: Mam wrażenie, że Jastrzębskiego Węgla nie traktuje się do końca poważnie
fot. Cyfrasport
Jakub Popiwczak po raz pierwszy zagra w finale PlusLigi.

W środę rozpocznie się rywalizacja o tytuł mistrza Polski. Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle jest stawiana w roli faworyta w starciu z Jastrzębskim Węglem. - Mam wrażenie, że Jastrzębski Węgiel zawsze uchodzi za underdoga. Jesteśmy wysoko, ale nie traktuje się nas do końca poważnie - powiedział libero drugiej ekipy po fazie zasadniczej, Jakub Popiwczak.

Marta Ćwiertniewicz: To będzie dla Ciebie pierwszy finał PlusLigi w karierze. Jakie towarzyszą Ci uczucia?

 

Jakub Popiwczak: Przede wszystkim duża ekscytacja, bo gram już trochę w siatkówkę w tym klubie, a on zawsze mierzył bardzo wysoko. Dopiero po dziewięciu latach spędzonych w PlusLidze będę miał okazję zagrać w finale. Jedyne nad czym ubolewam, to to, że zagramy bez kibiców. Będzie to zupełnie coś innego, niż się przyzwyczaiłem.

 

Masz na swoim koncie cztery brązowe medale, a już teraz wiemy, że dołożysz do kolekcji minimum srebro, a może nawet złoto. To czynnik, który dodatkowo Cię motywuje?

 

Na pewno jest to coś fantastycznego. Cieszy mnie to, że potrafiliśmy udowodnić sobie i wszystkim dookoła, że to, że mówiliśmy o walce o najwyższe cele w tym sezonie, nie zostało zweryfikowane na boisku. Potrafiliśmy potwierdzić, że jesteśmy mocni i jesteśmy w stanie wygrywać z wielkimi markami. Mam wrażenie, że Jastrzębski Węgiel zawsze uchodzi za underdoga. Na Skrę patrzy się lepiej niż na nas, o Asseco Resovii mówi się więcej, a Jastrzębie jest trochę w tyle. Bardzo fajnie, że potwierdziliśmy na boisku swoje wielkie aspiracje. Postaramy się odzyskać złoto dla Jastrzębia, bo dawno go tu nie było.

 

Jurij Gladyr mówił, że złoto jest środowisku Jastrzębskiego Węgla bardzo potrzebne. Rzeczywiście ostatni raz ten klub wywalczył je 17 lat temu.

 

Myślę, że to kwestia tego, jak się patrzy na nasz klub. Zawsze jesteśmy stawiani w roli faworytów, jesteśmy wysoko, ale mam wrażenie, że nigdy nie traktuje się nas do końca poważnie. Uważam, że taki sukces jeszcze bardziej zbudowałby ten klub. Myślę, że klub, środowisko i sponsor naprawdę na to zasługują.

 

Bycie underdogiem w meczu z ZAKSĄ chyba raczej jest dla Was pozytywne, bo rola faworyta zawsze wywołuje dodatkową presję.

 

Z jednej strony tak, ale z drugiej zauważyliśmy, że do dwóch ostatnich potyczek to my podchodziliśmy w roli faworytów i potrafiliśmy się z niej wywiązać. Myślę, że to, co przed finałem to jedno, a drugie to to, co dzieje się na boisku. Wtedy nie zastanawiasz się, w jakiej roli cię stawiają, czy masz szanse wygrać. Wychodzą automatyzmy, to co zostało wypracowane w trakcie treningów. Gra się w siatkówkę najlepiej, jak się potrafi. Wynik bywa różny i tego nikt nie jest w stanie przewidzieć. Ja mam nadzieję, że będziemy jedną drużyną, będziemy walczyć. Na pewno będą ciężkie chwile w trakcie tego dwumeczu, a może trójmeczu. Wierzę, że możemy pokonać ZAKSĘ. Wiemy z kim się mierzymy, kto będzie stał po drugiej stronie siatki. To prawdopodobnie najlepsza drużyna w Europie w tym momencie, ale to fantastycznie, bo będziemy mogli udowodnić, że to my możemy się taką stać chociaż na chwilę.

 

W tym sezonie jeszcze nie udało Wam się pokonać ZAKSY. Przegraliście dwukrotnie w fazie zasadniczej i raz w finale Pucharu Polski. Myślisz, że to może mieć jakiekolwiek znaczenie?

 

Pamiętam taki moment w zeszłym sezonie, który nie został dokończony, gdzie po piętnastu przegranych meczach z ZAKSĄ w końcu wygraliśmy. W naszej drużynie była wiara, że mamy wszystko ku temu, żeby z nimi rywalizować, a nawet wygrywać. W tym sezonie czuję się tak samo, a nawet lepiej, bo wiem, że mamy kapitalny zespół i indywidualności po swojej stronie siatki. Mam nadzieję, że ten moment nastąpi w finale.

 

ZAKSA to drużyna bardzo równa, ale czy dostrzegasz jakieś elementy, które mogą szczególnie zagrozić Wam w tej rywalizacji?

 

Ciężko jest wskazać jedną rzecz, która jest ich ogromną siłą. Tam nie ma słabych ogniw, w każdym elemencie prezentują się fantastycznie, są kompletną drużyną. Żeby Jastrzębski Węgiel miał czego szukać w rywalizacji o złoto, to każdy musi zagrać na sto dziesięć procent, dołożyć coś ekstra, nie tylko to, co mamy najlepsze, ale jeszcze ciutkę więcej. Jedna piłka - takie rzeczy mogą decydować o wynikach poszczególnych setach. Jeśli na ZAKSIE będzie odrobina presji, to możemy rywalizować i wygrywać mecze. Nie możemy myśleć o tym, co będzie w całym spotkaniu. Musimy wejść na pierwszego seta, jeżeli go przegramy, to musimy walczyć w drugim. Nie możemy zwieszać głów, bo jeśli damy im się napędzić i złapać swój rytm, spokój, to rozjadą nas, jak pozostałych przeciwników.

 

ZOBACZ TAKŻE: Ciężka sytuacja PGE Skry Bełchatów. Klub próbował ściągnąć Bartosza Bednorza

 

Nadal nie wiadomo, czy zagra filar ZAKSY, czyli Paweł Zatorski. Jesteście przygotowani na różne warianty?

 

Jeżeli on nie wystąpi w finale, to będzie to ogromna strata dla widowiska. Paweł w każdym meczu prezentuje kilka kapitalnych obron. My rozmawiamy o tym, czy zagra, ale najważniejsze jest to, co będzie się działo po naszej stronie. Mecze ze Skrą pokazały, że ZAKSA nawet bez niego potrafi grać fantastycznie i niewiele się zmienia w strukturze ich gry. Wszystko w naszych rękach i nogach. Jeśli nie wzniesiemy się na najwyższy poziom, to niezależnie od obecności Pawła, to oni będą faworytem.

 

Wspominałeś o spokoju ZAKSY, a przecież to Ty możesz im ten spokój odebrać swoją znakomitą grą w polu. Masz jakiś sposób na grę z tym zespołem?

 

Nie ma recepty na to. Jeśli chodzi o obronę, to bywają takie dni, w których piłka cię szuka i trafia. Wtedy można zostać małym bohaterem. Są jednak też takie dni, w których się tej piłki za często nie dotyka. Pozycja libero jest niewdzięczna, bo jak się robi dobrą robotę, to często nikt tego nie zauważa. Trzeba robić naprawdę fantastyczne rzeczy, żeby było o tobie głośno. Nie ma to jednak większego znaczenia, bo liczy się końcowy wynik. Mogę grać słabo, jeśli tylko za kilka dni będziemy mogli powiesić sobie złoto na szyi.

 

Czy zdarzało Ci się wizualizować spotkania, zagrania?

 

Bardzo często, przed każdym meczem, w szatni, czy przed krótką drzemką, która występuje w dni meczowe. Leżę, myślę o tym, przeciwko komu gramy, kto ma jakie charakterystyczne zachowania na boisku, ulubione akcje. W głowie kłębi się tego mnóstwo, więc gdy człowiek rozegra sobie to w głowie przed spotkaniem, to później na boisku jest trochę łatwiej podejmować decyzje.

 

Jak wizualizujesz sobie spotkanie z ZAKSĄ?

 

 

Jeszcze do niej nie doszło, ale chciałbym, żebyśmy się postawili kędzierzynianom. Oni będą grali u siebie, będą faworytem, ale chciałbym, żebyśmy wywarli na nich presję. Pamiętam, gdy poleciałem z reprezentacją Polski do Chicago na finał Ligi Narodów. Przed meczem z Brazylią trener Vital Heynen powiedział nam, że nie obiecuje, że grając swoją najlepszą siatkówkę wygramy, ale jak będziemy grali po równo, to po drugiej stronie siatki mogą zacząć się nerwy i wtedy możemy wygrać. Tak też się stało na boisku. Mogę to porównać do tej sytuacji.

 

Twój pierwszy finał PlusLigi będzie jednocześnie pierwszym finałem, w którym ZAKSA zmierzy się z Jastrzębskim Węglem. Wiedziałeś o tym?

 

Nie zdawałem sobie kompletnie sprawy. Wiem, że było kilka finałów Pucharu Polski.

 

To byłoby wymarzone zakończenie sezonu, gdyby w takim właśnie meczu udało się wywalczyć mistrzostwo Polski?

 

Jakie by to nie były okoliczności, złoto będzie smakowało wyjątkowo. Byłby to mój pierwszy złoty medal. Trzeba jednak skupić się na graniu w siatkówkę, bo to jest to, co potrafię najlepiej, podobnie jak moja drużyna. Jest szansa, że jeśli będziemy robić to dobrze, to potem będzie czas na zabawę.

 

Cała rozmowa w załączonym materiale wideo.

 

Marta Ćwiertniewicz, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze