"Będziemy pluć krwią". Jest decyzja co do transmisji trzeciego meczu Perugia - Civitanova

Siatkówka
"Będziemy pluć krwią". Jest decyzja co do transmisji trzeciego meczu Perugia - Civitanova
Fot. Cyfrasport
Aleksandar Atanasijević w 2018 roku poprowadził Perugię do mistrzostwa Włoch. Czy jego powrót do drużyny sprawi, że umbryjski klub zdoła przeciwstawić się potędze Lube?

Czy szalony prezes Perugii znów będzie triumfował, czy górą tym razem będą gwiazdy z Civitanovej. We Włoszech finał ligi siatkarzy rozkręca się na dobre. W środę 21.04 o godz. 20.30 mecz numer trzy. Transmisja spotkania Sir Safety Conad Perugia – Cucine Lube Civitanova w Polsacie Sport. "Będziemy pluć krwią" zapowiada kapitan umbryjskiego klubu Aleksandar Atanasijević

Być może prezes Perugii, na co dzień właściciel wielkiej firmy szyjącej odzież ochronną, obrazi się za słowo szalony, ale czy zwolnienie trenera po pierwszym przegranym meczu finałowym można nazwać inaczej niż szaleństwem? A jednak Gino Sirci to zrobił. Dzień po przegranej przez Perugię 1:3, pierwszej finałowej batalii z Civitanovą, szef umbryjskiego klubu zwolnił z pracy Vitala Heynena.

 

W niedzielę mógł triumfować. Dotychczasowy asystent Belga – Włoch Carmine Fontana wypuścił na parkiet Aleksandara Atanasijevicia, a Perugia, po epickim boju wygrała 3:2. Serbski atakujący, skonfliktowany z Heynenem, nie zagrał może wielkiego meczu, ale ewidentnie jego obecność na boisku sprawiła, że zespół znów był drużyną, a nie zlepkiem zawodników.

 

- To był doskonały występ zespołu. Mój nie tak dobry, jakby sobie tego życzył – komentował po spotkaniu Atanasijević, który jest kapitanem drużyny. - Dziękuję kolegom bo bardzo mi pomogli. Po tak długim okresie przerwy, nie jest łatwo wrócić do gry. Nie mogłem się doczekać na ten moment, marzyłem o powrocie na boisko i o takim scenariuszu, czyli naszym zwycięstwie – cieszył się „Bata”, a z nim cała Umbria.

 

Atanasijević zmagał się w tym roku najpierw z kontuzją kolana, potem koronawirusem, a potem z brakiem zaufania ze strony Vitala Heynena. Wydaje się, że właśnie ten element ostatecznie sprawił, że prezes Sirci, zwolnił szkoleniowca. Przed pierwszym meczem finałowym Belg dawał znaki, że być może da szansę "Bacie", ale ten nawet nie zbliżył się do parkietu. Perugia przegrała z kretesem 1:3. 

 

Zaraz po meczu numery dwa, w którym Atansijević nie zszedł z boiska nawet na chwilę, prezes Sirci niemal nosił go na rękach, podkreślając w wywiadach, jak ważną rolę odegrał powrót serbskiego kapitana. Jak cenią go w Perugii, można się przekonać wchodząc na oficjalną stronę klubu - pierwsze co rzuca się w oczy, co "wita gości" to wielkie zdjęcie triumfującego Atanasijevicia na tle kibiców Perugii. To obraz z piątego, finałowego meczu w 2018 roku, gdy to Perugia pokonała Civitanovą i zdobyła pierwszy w historii klubu tytuł mistrza Włoch.

 

- Wreszcie wiedziałem w drużynie chęć zwycięstwa i determinację – triumfował po niedzielnym meczu Sirci.

 

- Z dużo większym optymizmem czekamy na mecz numer trzy. Wiemy, że musimy zagrać o wiele lepiej niż w starciu numer dwa, bo Lube przyjedzie do nas bardzo zdeterminowane. Ale w szatni jest świetny klimat. Jesteśmy gotowi na walkę. Wiemy, że jeśli chcemy wygrać, będziemy musieli na boisku pluć krwią – dodaje Atanasijević.

 

Serbski atakujący w niedzielnym meczu zdobył 14 punktów. Atakował z 45% skutecznością. Nie udało mu się zaserwować ani jednego asa. Z 10 zagrywek popsuł cztery. Jak na zawodnika tej klasy to oczywiście nie jest wybitny wynik, ale trzeba dodać do tego, co wyczyniał w obronie i jak zachowywał się po wygranych akcjach. Robił co mógł, by mobilizować kolegów. Momentami cieszył się jak dziecko. Skakał, dopingował kolegów. Słowem - robił atmosferę. 

 

Liderem sportowym był oczywiście Wilfredo Leon, który wreszcie zagrał tak, jak oczekują od niego i kibice i szefowie. Reprezentant Polski był w niedzielę prawdziwym kilerem. Zdobył 38 punktów, atakował 52 razy, skończył 31 piłek co dało mu skuteczność na poziomie 60%, zaliczył cztery asy (17 prób, 5 błędów). Dla porównania w pierwszym meczu finałowym nasz Kubańczyk atakował ze skutecznością 42%, z 36 ataków skończył 15. Zepsuł 7 z 15 swoich zagrywek, zaliczył tylko jednego asa. 

 

- Wygraliśmy mecz z Lube, bo nawet na chwilę nie spuściliśmy głów. Byliśmy skoncentrowani od pierwszej do ostatniej piłki. W każdym elemencie zagraliśmy lepiej niż w meczu numer 1. W bloku dotykaliśmy wielu piłek, sporo obroniliśmy. No i zagrywka była rewelacyjna. Gratuluję wszystkim kolegom, a w szczególności Ołehowi (Płotnickiemu), który na serwisie dokonywał wielkich rzeczy – mówi Leon, który o swojej roli skromnie nie wspomina.

 

Zagrywka rzeczywiście była kluczem do sukcesu. Płotnicki, tak jak Leon zaserwował cztery asy. Popełnił tylko pięć błędów w 24 próbach. Niemal każdy jego serwis destabilizował przyjęcie rywali. Luciano De Cecco wiele razy musiał grać wysokie, trudne piłki do swoich skrzydłowych. Efekt? Zaledwie 31% skuteczność lidera Lube – Osmany Juantoreny.

 

ZOBACZ TAKŻE: Co zdecydowało o triumfie Jastrzębskiego Węgla w wielkim finale?

 

- Droga do Scudetto jest długa, z wieloma trudnymi zakrętami – komentuje filozoficznie atakujący Lube, Kamil Rychlicki. - Perugia była bardzo dobra na zagrywce. Mieli też doskonałe przyjęcie. My wiemy co mamy poprawić. Skupiamy się na meczu numer trzy – dodaje Polak w luksemburskim paszportem, który zdobył 20 punktów i atakował z 42% skutecznością.

 

Dla Rychlickiego te mecze to „nie tylko” walka o mistrzostwo Włoch, ale być może także o pozostanie w wielkim Lube. Już od co najmniej miesiąca wiadomo, że do Civitanovej przenosi się Ivan Zajcew. Plan szefów klubu był taki, że atakujący Kemerowa zajmie miejsce Rychlickiego. Komplikuje się jednak sprawa pozyskania z Itasu do Lube Brazylijczyka Lucarellego, który miał zastąpić na przyjęciu odchodzącego do Modeny Leala.

 

Zajcew wysłał już do kolegów z Civitanovej wiadomość, że w razie czego jest gotów grać na przyjęciu, jak miało to kiedyś miejsce… w Perugii. Gdyby tak się stało, Rychlicki mógłby zostać w Civitanovej. Na pewno będzie chciał udowodnić, że warto na niego stawiać.

 

Pozostałe gwiazdy Cucine Lube też mają sporo do udowodnienia. Rozdrażniony Simon, Leal i Juantorena to potworna siła. Czy zobaczymy ich gniew? Czy Leon znów zagra na 60% w ataku. Czy Atanasijević do walki, atmosfery i chęci, dołoży skuteczność, jaką dziesiątki razy w swej karierze pokazywał.

 

Mecz numer trzy wielkiego finału włoskich siatkarzy pomiędzy Sir Safety Conad Perugia – Cucine Lube Civitanova pokażemy w środę 21.04 o godz. 20.30 w Polsacie Sport. Wcześniej od godz. 17.30 transmisja trzeciego, decydującego meczu o brązowy medal PlusLigi pomiędzy PGE Skrą Bełchatów, a VERVA Warszawa Orlen Paliwa. 

 

Szykuje się więc siatkarska środa pełna emocji i gry na najwyższym światowym poziomie. 

Robert Małolepszy, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze