Koniec boksu, żyjemy w świecie youtuberów?

Sporty walki
Koniec boksu, żyjemy w świecie youtuberów?
Fot. YouTube
Skrót walki Paul (na zdjęciu) - Askren obejrzało na YouTube już blisko dwa miliony widzów

W boksie jest więcej pieniędzy niż kiedykolwiek, więcej chętnych żeby go pokazywać niż kiedykolwiek, jest mnóstwo świetnych pięściarzy ale ten sport, w obecnej formie, nie ma szans - przegrywa (sromotnie) z walką youtubera z emerytowanym zapaśnikiem MMA po operacji biodra. Wszystko dlatego, że najlepsi nie muszą się bić z najlepszymi, bo nawet za walki ze słabymi zarabiają miliony. Liczyć każdy umie. Zapraszam do "Z narożnika PG"!

Amerykanin Demetrius Andrade, niepokonany mistrz świata wagi średniej, bił się z nikomu nieznanym (choć dobrym) Walijczykiem Liamem Williamsem w Stanach Zjednoczonych, Na Florydzie, ale ponieważ wiadomo, że nikogo to w USA specjalnie nie interesowało, walczył późnym popołudniem, żeby przyciągnąć zainteresowanie Walijczyków i być może reszty Europy, która boksem się interesuje. Pomyślmy: platforma streamingowa organizująca walkę w Stanach Zjednoczonych, dla Amerykanina musi się starać żeby walkę oglądali kibice w kraju z populacją równą słabo zasiedlonemu stanowi Iowa. To się nie tylko wydaje nie mieć sensu, bo na dłuższą metę sensu nie ma.

 

DAZN nie podała jeszcze oglądalności zaciętej, trzymającej w napięciu walki o pas mistrza świata, ale można się tylko domyślać, że będzie to cząstka tego, co ściągnięto od płacących 50 dolarów za PPV kibiców oglądających youtubera Jake Paul, który miał trzecią walkę (żadna nie była z aktywnym pięściarzem). Jego rywale to byli zawodnicy UFC. W tej ostatniej, która miała miejsce w sobotę Paul znokautował Bena Askrena, który o boksie nie wiedział niemal nic, choć był posiadaczem pasa organizacji Bellator. Na gali pojawił się też mający grubo po czterdziestce mistrz świata sprzed kilku dekad Steve Cunningham, który postanowił sobie dorobić, wygrywając z debiutantem Frankiem Mirem - też zawodnikiem MMA. 

 

Był też na gali konkurs na tego, który lepiej wytrzyma bicie z otwartej dłoni (poważnie) plus wystąpiło kilka zespołów  muzycznych. To wystarczyło -  gala firmowana jako "Fight Club” sprzedała około 1,4 miliona subskrypcji. "Jak masz wystarczającą liczbę followersów, to możesz robić wszystko” - mówił komediant Pete Davidson, który był najprawdziwszą częścią przekazu "Trillera", dodając, że "w dalszym ciągu nie wiem z kim walczy i kto ten jest ten facet, który się bije z Jake Paulem, ale kibice dostają to, czego chcą". I tu jest pies pogrzebany.

 

 

 

W boksie można każdego roku robić dziesięć mega-walk, które zapełnią stadiony, o których kibice będą mówili każdego dnia i za co bardzo chętnie zapłacą. Jake Paul, youtuber z milionami followersów nie wygrałby amatorskiego turnieju o Złote Rękawice na szczeblu regionalnym, ale wszyscy go oglądają. Tak samo jak WSZYSCY oglądaliby na przykład walki Giennadij Gołowkin - Jermall Charlo, Errol Spence Jr - Bud Crawford czy "Tank" Davis - Teofimo Lopez i WSZYSCY będą oglądać walkę Tysona Fury z Anthonym Joshuą.

 

Jest mnóstwo świetnych, wzbudzających emocje pięściarzy na świecie, ale emocje się kończą, jak kibic dowiaduje się, że kolejny geniusz boksu walczy z kimś, kogo nazwisko nic nam nie mówi, a jedynym znakiem zapytania jest to czy rywal dotrzyma do końca walki czy zostanie brutalnie znokautowany.

 

Tak naprawdę nie winię tutaj samych pięściarzy, bo dziś dla chwały i dla pieniędzy, a nie tylko tego drugiego, walczy może tylko kilku z nich. Dla pozostałych rachunek jest prosty - jeśli mogę dostać za pojedynek z kimś znacznie gorszym tyle, że starczy na willę w Santa Monica i parę Bentleyów, albo bić się z równym sobie, przegrać, obniżyć późniejsze wypłaty, a do tego zarobić tylko trochę więcej - rachunek jest prosty. Dziś wspomnienie tego co było, sprzedaje się lepiej niż nieporównywalnie lepsza sportowa rzeczywistość - dlatego Mike Tyson i Roy Jones Junior już się bili, wraca Evander Holyfield, za nim także Oscar De La Hoya i Miguel Cotto.

 

Boks mógłby być wielki, może nawet tak wielki jak w czasach, kiedy świat zamierał bo na ring wychodzili najlepsi. Ale nie jestem optymistą bo promotorzy też umieją liczyć: trzy walki po pięć milionów, którymi niewielu się interesuje, to lepszy zarobek niż jedna wielka walka za dziesięć. Biznes musi się zgadzać.  

Przemysław Garczarczyk z USA, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze