Noc nokautów, nokdaunów i polskiej kontrowersji. Działo się w Londynie i USA!

Sporty walki
Noc nokautów, nokdaunów i polskiej kontrowersji. Działo się w Londynie i USA!
fot. YouTube
Za nami bardzo emocjonująca noc na ringach bokserskich.

Były cztery nokdauny, ale jest przerwana seria nokautów "Potwora" Edgara Berlangi na gali Boba Aruma, szybkie i łatwe zwycięstwo Felixa Casha w Londynie, była bitwa cios za cios, trzy nokdauny i wreszcie nokaut w 12. rundzie w pojedynku o pas WBO Emanuel Navarrete - Christopher Diaz. Była też niestety kontrowersja w walce Polaka z angielskim prospektem. Wszyscy widzieli, że Kamil Sokołowski wygrał z Davidem Adeleye - z wyjątkiem sędziego!

LONDYN, ANGLIA

Felix Cash (14-0, 10 KO) wygrał w trzeciej rundzie z Denzelem Bentleyem (14-1, 12 KO)

 

Łatwe pieniądze dla Felixa Casha - tak można skwitować to, co działo się w walce wieczoru w Londynie. Zawodnik Matchroom Boxing zrobił niezłego psikusa Frankowi Warrenowi, który był tak pewny, że jego pięściarz Denzel Bentley wygra walkę, że... za nią zapłacił. Frank zadowolony mógł być tylko w pierwszych trzydziestu sekundach, kiedy praktycznie jedyny mocny cios doszedł Casha, mistrza Anglii wagi średniej, bo później było już do jednej szczęki - jego rywala. Maniera nisko opuszczonych rąk Bentley’a idealnie pasowała Cashowi, który zdał sobie sprawę, że kiedy bije kombinacjami, ciosy na pewno trafiają. - Trafiłem go pod koniec pierwszej rundy i wiedziałem, że to kwestia czasu, kiedy trafię go po raz kolejny - słusznie zauważył Cash. - Przeszedłem się po nim i dokończyłem robotę. Myślałem, że będzie trudniej, bo on ma niewygodny styl boksowania, ale tak nie było" - powiedział nowy mistrz, kiedy sędzia Victor Loughlin zatrzymał walkę w połowie trzeciego starcia. "Chciałbym walczyć teraz o pas mistrza Europy, później celować wyżej - powiedział Cash, który po tym zwycięstwie będzie w pierwszej piątce rankingu WBO.

 

 

Callum Johnson nokautuje w drugiej rundzie Emila Markica

 

Callum Johnson (19-1, 14 KO) po prostu nie daje nudnych walk. Były pretendent do tytułu mistrza świata przyjmuje mocny cios... i oddaje mocniej. Jego rywal, były mistrz Europy Chorwat Emil Markic (32-3, 24 KO) chyba o tym zapomniał, bo robił akurat to, czego z Johnsonem robić nie można - poszedł na walkę cios za cios. Na początku było nawet dobrze, mocno trafił, ale wytrzymał taką taktykę przez niespełna dwie rundy. Ostatecznie, pod gradem ciosów mocniej bijącego Johnsona, Chorwat zawisł na linach i czekał aż sędzia zakończy walkę.

 

 

David Adeleye "wygrywa" na punkty walkę z Polakiem Kamilem Sokołowskim

 

Napisałem "wygrywa", bo takie rozstrzygnięcie pojedynku angielskiego prospekta widział tylko sędzia, który dał zwycięstwo Adeleye (6-0, 5 KO) nad Sokołowskim (10-22, 4 KO) wynikiem 58-57. Tak naprawdę, Adeleye bardzo schematyczny, polujący na jeden cios i mający wielkie problemy z obroną wygrał w najlepszym przypadku dwie z sześciu rund, bo Polak wszystko robił lepiej - nadawał ton walce, atakował, wyprzedzał i co najważniejsze częściej trafiał. Werdykt sędziego mocno skrytykowali praktycznie wszyscy dziennikarze brytyjscy. Michael Benson nazwał decyzję Marcusa McDonnella "okropną", Trix Dixon piszący dla magazynu "Ring" stwierdził, że "Adeleye miał szczęście", a głos zabrał nawet ojciec Tysona Fury, komentując decyzję słowami, że "boks czasami załamuje". - Słabo walczyłem - powiedział Adeleye, który prezent na pewno przyjął z zadowoleniem, zapowiadając, że "w następnej walce na pewno go znokautuję".

 

KISSIMMEE, FLORYDA

Pojedynek talentów na gali Boba Aruma, w "Silver Spurs Arena" w tej samej hali, w której Tomasz Adamek bił się o pas WBC z Chadem Dawsonem, rozpoczął zaledwie 18-letni Xander Zayas (8-0, 6 KO). Portorykańczyk, jeden z najbardziej obiecujących światowych talentów wagi półśredniej potrzebował zaledwie minuty, żeby zakończyć walkę z jedenaście lat starszym Demarcus Laytonem (8-2, 5 KO). Pokazał to, o czym wszyscy mówią: świetne wyczucie dystansu, szybkość oraz umiejętność kończenia walk, kiedy rywal ma już dość.

 

 

Kilkanaście minut później, kibice zobaczyli jeden z najlepszych pojedynków ostatnich miesięcy - 21-letni Joseph Adorno i 24-letni Jamaine Ortiz rozpoczęli walkę z identycznym dorobkiem 14 zwycięstw i żadnej porażki... i takim samym go zakończyli. Walka, a szczególnie jej zakończenie, miała niesamowity przebieg - to Ortiz kontrolował walkę, ale też był dwa razy na deskach. Przy drugim nokdaunie wydawało się, że po ciosie Adorno zostanie znokautowany, ale opadł na liny, co pozwoliło sędziemu na liczenie. Ortiz uratował remis w ostatniej, ósmej rundzie - trafił ponad 40 procent mocnych ciosów, dostając zwycięstwo od wszystkich sędziów, co zadecydowało o ostatecznym, nie krzywdzącym nikogo werdykcie remisowym.

 

Edgar Berlanga (17-0, 16 KO) ze zwycięstwem, ale bez 17 kolejnych nokautów w pierwszej rundzie! "Potwór" Berlanga robił co mógł, jego rywal był cztery razy na deskach, ale zamiast siedemnastego nokautu w pierwszej rundzie, było "tylko" zdecydowane zwycięstwo na punkty nad doświadczonym Demondem Nicholsonem (23-4, 20 KO). "Mam to z głowy, nie będę już o tym myślał, kibice pewnie też nie" powiedział Berlanga, który podczas tych 24 minut na ringu na pewno nauczył się więcej, niż wygrywając 17 kolejnych walk przez KO w pierwszym starciu. Różnica siły nie podlegała wątpliwości - ciosy Berlangi, które nawet nie trafiały czysto, robiły spustoszenie. Nicholson nawet próbował - choć było to niebezpieczne - oddawać, ale dwukrotnie przed porażką przed czasem uratował go gong kończący rundę. Tak było także w ostatnim starciu, kiedy Nicholson padł jak ścięty na 10 sekund przed końcem ósmej rundy - wstał, a Berlanga nie zdążył dokończyć dzieła zniszczenia.

 

 

Miało być brutalnie i było: walka obrońcy tytułu mistrza świata WBO Emanuela Navarrete (33-1, 28 KO) miała być bezwzględną wymianą ciosów - i była. Meksykanin, który znany jest z tego, że nic nie robi standardowo, trafia z każdej pozycji wykorzystując długi zasięg ramion, nie zawiódł. Christopher Diaz (26-3, 16 KO) próbował wszystkiego, walczył z twarzą zalaną krwią, ale Navarrete to artysta ringu, Po trzech jego ciosach Diaz lądował na ringu, a kiedy wydawało się, że walka zakończy się na punkty, obaj pięściarze poszli na ostatnią wymianę ciosów. Navarrete bił w 12 rundzie mocniej i brutalnym atakiem, zaledwie 30 sekund przed zakończeniem walki, wygrał przez TKO. - Mam pasy mistrzowskie w dwóch kategoriach wagowych, dlaczego nie zdobyć w trzeciej? - zastanawiał się po walce Navarrete. Dlaczego nie - jego walki zawsze świetnie się ogląda.

 

Przemek Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze