Wszystkie twarze Zbigniewa Bońka. Jak poradzi sobie w roli wiceprezydenta UEFA?

Piłka nożna
Wszystkie twarze Zbigniewa Bońka. Jak poradzi sobie w roli wiceprezydenta UEFA?
Fot. PAP
Jacek Gmoch, kiedy był trenerem kadry, zrobił zawodnikom testy. Wyszło na to, że Boniek ma największe zdolności przywódcze.

Zbigniew Boniek jest człowiekiem wielu talentów. Gdyby nie nieudany epizod trenerski można by napisać, że praktycznie czego się nie dotknął, zamieniał to w złoto. W 1982 roku był trzecim piłkarzem na świecie. Od ponad 8 lat rządzi w PZPN, który dzięki niemu przestał być kojarzony z „betonem” i „leśnymi dziadkami”. Teraz, jako pierwszy Polak w historii, został wiceprezydentem UEFA. Zarobi 250 tysięcy euro rocznie.

Piłkarską wizytówką Bońka jest mecz z Belgią na mundialu w Hiszpanii w 1982 roku, kiedy strzelił 3 bramki i pokazał, że jest zawodnikiem, który w pojedynkę potrafi wygrać spotkanie. W 82 roku zajął trzecie miejsce w Plebiscycie Złotej Piłki, otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Wtedy każdy chłopak kopiący piłkę na podwórku chciał być Bońkiem.

 

Wybitny piłkarz

 

W reprezentacji debiutował u słynnego trenera Kazimierza Górskiego w 1976 roku. Na mistrzostwach świata zagrał trzy razy (1978, 1982, 1986), wystąpił w 16 meczach, zdobył 6 goli. Na wspomnianym mundialu w Hiszpanii wywalczył z drużyną 3. miejsce. Juventus Turyn kupił go przed mundialem z Widzewa Łódź za 1,8 miliona dolarów. Prezes Giovanni Angelli miał zagrozić, że jeśli nie dostanie Bońka, to zerwie umowę, jaką Polska dostała na nowy model fiata.

 

ZOBACZ TAKŻE: Jaką rolę w tłumieniu Superligi odegrał Zbigniew Boniek?

 

Boniek zaczynał w Zawiszy Bydgoszcz, z której odszedł w wieku 19 lat po kłótni z działaczem po meczu, w którym przestrzelił karnego. Przeniósł się do Widzewa, w którym szybkom stał się gwiazdą. Gdy przychodził do klubu, mówił, że będzie on dla niego trampoliną do reprezentacji i dobrej zagranicznej drużyny. Ktoś powie, przewidział to. Nie, on doszedł do tego ciężką pracą. Z Juventusem zdobył wszystkie europejskie puchary. W 1986 przeniósł się za 3 miliony lirów do AS Roma, gdzie dorzucił Puchar Włoch, a w 1988 zakończył karierę.

 

Trener, któremu nie wyszło

 

O Bońku często mówią wybitny piłkarz, ale kiepski szkoleniowiec. Trudno jednak ot tak po prostu go zaszufladkować. Kluby, z którymi pracował w lidze włoskiej, nie miały ani wielkich gwiazd, ani pieniędzy. Z Bari i Lecce spadł z ligi, z Avelino awansował. W 2002 roku przejął reprezentację. Skończył na 5 meczach, z których 2 wygrał, jedno zremisował, dwa przegrał.

 

Ten rozdział w życiu Bońka można śmiało potraktować stwierdzeniem, że wybitny piłkarz nie zawsze zostaje dobrym trenerem. Jerzy Dudek w swojej książce napisał, że Boniek w kadrze wszystkich przyćmił swoją osobowością. Można by jeszcze dodać, że jako selekcjonerowi zabrakło mu cierpliwości. Jemu jako piłkarzowi większość rzeczy przychodziła bez trudu, więc pewnie miał kłopot z tym, żeby zrozumieć, dlaczego inni nie potrafią tak samo.

 

Zastał związek drewniany, zostawi murowany

 

Boniek odszedł z PZPN jako trener, wrócił jako działacz. Jeszcze w 2008 przegrał wybory na prezesa PZPN z Grzegorzem Lato, ale już w 2012 stanął na czele najbardziej znienawidzonego związku. I bardzo szybko zmienił jego wizerunek. Znaną stadionową przyśpiewkę: „jexxx PZPN” zastąpiło hasło „Łączy nas piłka”. Skostniała, kojarzona z komuną organizacja wraz z przyjściem Bońka dostała europejską twarz. Na salonach radził sobie o wiele lepiej od poprzednika. Jego przebojowość i charyzma otwierały mu wiele drzwi.

 

Najbardziej na ocenę Bońka jako prezesa wpływają wyniki reprezentacji. Za jego kadencji Polska była na 5 miejscu w rankingu FIFA. Ktoś powie, ze to dzieło Adama Nawałki, ale przecież ktoś Nawałkę wybrał. Tym kimś był właśnie Boniek, który o kadrę zadbał tak, żeby jej niczego nie brakowało. To zaprocentowało trzema awansami na duże imprezy (dwa razy Euro, raz mundial), choć gra nie zawsze wyglądała tak, jakbyśmy sobie tego życzyli.

 

Za prezesa Bońka PZPN przeniósł się do nowej siedziby. Zajmuje 2,6 tysiąca metrów kwadratowych w pięknym biurowcu na Bitwy Warszawskiej. Związek wygląda jednak dobrze nie tylko z zewnątrz, ale i w środku. Ma stabilną sytuację budżetową i wielu sponsorów. Gdyby któryś z obecnych chciał się wycofać, to nie ma problemu, bo w kolejce czekają następni. Najlepiej działalność prezesa Bońka oddają jego słowa, że kiedy wchodził do związku, ten był drewniany. Teraz na pewno taki nie jest.

 

Swoją drogą, to chyba nie ma się co dziwić, że Bońkowi tak dobrze idzie rządzenie związkiem. Jacek Gmoch, kiedy był trenerem kadry, zrobił zawodnikom testy. Wyszło na to, że Boniek ma największe zdolności przywódcze.

 

Wierny mąż

 

Są razem 43 lata. Poznali się w liceum w Bydgoszczy, pobrali się 12 czerwca 1976 roku. Wcześniej, przez cztery lata byli parą. Boniek kiedyś w wywiadzie dla Playboya mówił, że jego żona Wiesława nigdy nie była wielką fanką piłki, ale jemu to odpowiadało. – Cały świat podniecony, 20 milionów Włochów przed telewizorami, a ona miała to kompletnie gdzieś. Przynajmniej po końcowym gwizdku miałem spokojną głowę – przyznał.

 

W tym samym wywiadzie Boniek mówił, że nigdy nie mieli kryzysów. Podkreśla, że miał szczęście, bo poznał dobrą dziewczynę w szkole. – Nawet dziś, żyjąc cały czas w podróży, jak wchodzę wieczorem do domu, to głęboko oddycham, czuję ulgę – przyznaje.

 

Mówi też, że dzięki żonie odniósł sukces. – Zawsze jej słuchałem i dobrze na tym wyszedłem – zauważa w rozmowie z „Galą” przyznając, że kiedy był młody i buzowała w nim energia, to żona potrafiła ją dobrze ukierunkować. – Wiesia jest stworzona dla mnie – podkreśla.

Ma trójkę dzieci: córki Karolinę i Camillę oraz syna Tomasza. Doczekał się pięciorga wnucząt. Mateo i Giulia, to dzieci Karoliny. Emma Caterina i Bianka, to latorośle Tomasza. Z kolei Camilla ma syna Jakuba.

 

Tu król Twittera, tam wzięty komentator

 

Do społeczności Twittera dołączył w 2012 roku. Obserwuje go ponad milion osób, jego tweety zbierają tysiące lajków. Potrafi się obracać w wirtualnej rzeczywistości, jak mało kto. Jego wpisy są autentyczna i to jest ich największa wartość. Oczywiście zdarzają mu się pomyłki, ale nie myli się tylko ten, co nic nie robi. A Boniek na TT jest bardzo częstym gościem. Można by nawet napisać, że nie wyobraża sobie dnia bez wpisu.

 

W Polsce często wciela się w rolę eksperta, ale chyba można zaryzykować stwierdzenie, że naprawdę wziętym ekspertem jest we Włoszech. Często zapraszają go do włoskiej telewizji. On sam przyznał kiedyś w wywiadzie dla Bankiera, że jest szanowanym fachowcem od futboli. - Nigdy nikomu nie podpadłem, więc mnie szanują – stwierdził, a że biegle włada kilkoma językami, włoskim w szczególności, to stacje często powierzają mu rolę komentatora. Jest inteligentny, ma duże poczucie humoru, to się ceni.

 

Kibic sportu, który jak trzeba, to bije mocno

 

Kiedy był małych chłopcem, to w niedzielę, zaraz po mszy, gdzie służył jako ministrant, biegł na mecz żużlowy. O jego wielkiej miłości do dyscypliny wszyscy dowiedzieli się w 1999 roku, kiedy po wygranej Tomasza Golloba w Grand Prix we Wrocławiu padł przed nim na kolana. Gollob często wspierał Golloba. Z Włoch przywoził mu ciężkie tłoki, pomagał załatwiać sponsorów, był z nim w parku maszyn. Kiedyś zdzielił nawet w twarz mechanika Billy’ego Hamilla, który skoczył z pięściami na naszego żużlowego mistrza.

 

Na motocyklu żużlowym też się przejechał. To zdarzyło się na stadionie ROW-u Rybnik. Był akurat z reprezentacją na zgrupowaniu w Rybniku-Kamieniu. Wpadli na stadion, wsiadł, mając na stopach klapki, i już po starcie tego pożałował. Upadł, ale skończyło się na otarciach.

 

Jako nastolatek uprawiał hokej na lodzie (był bramkarzem w sekcji Polonii Bydgoszcz), grał także w piłkę ręczną. Po zakończeniu kariery piłkarskiej polubił golf i wyścigi kłusaków.

 

Zabawa dla dżentelmenów

 

Występy w wyścigach kłusaków to wielka pasja Bońka i takie trochę przedłużenie sportowej kariery. Tyle że zamiast piłki jest koń i dwukołowy wózek zwany sulką. Znawcy tej zabawy mówią, że Boniek ma duży talent. Od 2003 roku uczestniczył w ponad 200 wyścigach, w tym w wielu bardzo prestiżowych. Kilka razy wygrał.

 

- Konie uwielbiam od dzieciństwa. Jako dżentelmen co jakiś czas staram się startować – mówi, przyznając, że trema jest większa niż przed finałem Pucharu Europy. Wszystko z powodu odpowiedzialności za czyjeś pieniądze. W końcu te wyścigi w wielu krajach są niczym gra hazardowa, która dorównuje popularnością totalizatorowi. Tak jest choćby w Skandynawii.

 

Teraz rusza na podbój Europy. Jako piłkarz zdobył najcenniejsze trofeum na Starym Kontynencie. Co wywalczy jako działacz?

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze