Pod blaskiem Mbappe i Neymara kryje się wciąż kruchy kręgosłup PSG?

Piłka nożna
Pod blaskiem Mbappe i Neymara kryje się wciąż kruchy kręgosłup PSG?
Fot. PAP
Piłkarze Manchesteru City w pierwszej połowie meczu z PSG dali się zdominować, ale w drugiej to oni rządzili na boisku

Kiedy PSG zdominował pierwsze 45 minut półfinałowego starcia Ligi Mistrzów w Paryżu, demony przeszłości Manchesteru City zaczęły wracać. Wcześniej nie udało się przebrnąć tego etapu przed sześcioma laty pod wodzą Manuela Pellegriniego, a później milionerzy z Anglii odpadali z Pepem Guardiolą na poziomie 1/8 finału oraz ćwierćfinału aż trzy razy z rzędu. W kilku przypadkach „Citizens” byli wyrzucani z rozgrywek w nieprawdopodobnych wręcz okolicznościach.

Naymar, który zbliżył się do swojej najlepszej formy w karierze, był w swoim żywiole i ciągłe zagrożenie, jakie stwarzali gospodarze od samego początku PSG szybko zamienił w prowadzenie (gol wracającego po kontuzji Marquinhosa po rzucie rożnym w 15 minucie). Poza tym, że padł tylko jeden gol, paryżanie miażdżyli lidera ligi angielskiej.

 

"W przerwie meczu nie narzekałem. Powiedziałem, że ich rozumiem, że czują odpowiedzialność, bo bardzo chcą dostać się do finału. Poprosiłem ich tylko, aby nie wstydzili się być sobą. Jeśli przegramy, to przegramy. Jeśli nie dojdziemy do finału, spróbujemy ponownie w przyszłym sezonie, ale spróbujmy zagrać tak jak mówiliśmy, nie będąc przy piłce" - zdradzał co mówił w szatni Guardiola.

 

"To było fantastyczne, jak oni odpowiedzieli. Podziwiam ich za tę reakcję – rozpływał się w zachwytach nad swoimi graczami Pep.

 

ZOBACZ TAKŻE: Guradiola: Ten wynik jeszcze niczego nam nie daje

 

I trudno się dziwić, bo w drugiej połowie to PSG nie istniał, a City zaczęli grać swój futbol. Ustawili się wyżej, wymieniali mnóstwo podań, nie dopuścili Mbappe i Neymara do głosu, no i strzelili dwa zaskakujące gole (De Bruyne i Mahrez z rzutu wolnego). Obraz, w którym stojący w murze Kimpembe i Paredes uchylają dokładnie z tego miejsca, w które leci piłka, zdaniem Arsenea Wengera, który komentował dla „BeIn Sport”, to kwintesencja trywialności Paryża w drugiej połowie. „Naturalnym instynktem jest próba uniknięcia uderzenia piłką, ale po to piłkarzom płaci się tak dobre pieniądze, aby tego instynktu potrafili się wyzbyć. Czasem piłka musi zaboleć” – powiedział był trener Arsenalu i dalej szydził ze sposobu, w jaki gracze PSG ustawili mur: - „Umieścili faceta na ziemi za swoimi plecami, aby zabezpieczyć się przed uderzeniem po ziemi, a sami przedziurawili swoją ścianę? – pytał Francuz.

 

Po tym zdarzeniu paryżanie upadli psychicznie. Neymar, Paredes dostawali idiotyczne żółte kartki, bo puszczały im nerwy. A Gueye czerwoną w 77. minucie za „bestialskie” kopnięcie Guendogana. - „Piłkarze Pochettino stali się emocjonalni i agresywni w głupi sposób” – oceniał były trener Kanonierów i odnosił się do pięciu domowych porażek PSG w lidze francuskiej w tym sezonie. „To się nie bierze z niczego, to się waży w ich głowach. Wiedzą, że nie są nie do pobicia. Brakuje im pewności siebie w trudnych momentach” – analizował Francuz.

 

W tym samym tonie komentował angielski „The Telegraph”: „Pod blaskiem ich napastników leży kruchy kręgosłup” – wskazywał dziennik.

 

Wszystko to było zaprzeczeniem tego, co wydawało się, że już zostało przepracowane przez paryżan w poprzednich udanych bojach z Barceloną i Bayernem. Można przecież było wnioskować, że oprócz pieniędzy w PSG pojawiła się zespołowa dusza.

 

Guardiola, którego zespół zmienił bieg w drugiej połowie i zmiótł rywala, wyjaśniał dlaczego tak się stało: „Jeśli pozwolisz Marquinhosowi, Paredesowi i Verattiemu połączyć nitki z Neymarem i Mbappe, jesteś zgubiony. Zdławiliśmy ich i dlatego wygraliśmy – powiedział Katalończyk.

 

- „Dla 80 procent moich graczy to jest dopiero pierwszy półfinał Ligi Mistrzów w ich życiu. To nie jest tak, jak w przypadku innych drużyn, które grały na tym poziomie wiele razy. To jest proces” – przypominał trener City.

 

Zasłanianie się brakiem rutyny przez trenera, który w ciągu swojej pięcioletniej kadencji wydał na zawodników około miliarda funtów zakrawa na hipokryzję, ale... faktem jest, że to PSG jest ubiegłorocznym finalistą LM, a City nigdy tam nie dotarło. W najbliższy wtorek na Emirates Stadium może to się jednak zmienić.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze