Fortuna Puchar Polski. Iwanow: Chwaląc Raków, nie zapominajmy o Arce

Piłka nożna
Fortuna Puchar Polski. Iwanow: Chwaląc Raków, nie zapominajmy o Arce
Fot. Cyfrasport
Mecz finałowy odbędzie się na Arenie Lublin. Na zdjęciu oficjalny trening piłkarzy Arki Gdynia

Zwycięstwo faworyzowanego Rakowa Częstochowa w niedzielnym finale Fortuna Pucharu Polski byłoby pięknym zwieńczeniem jego znakomitego sezonu i to jeszcze na stulecie klubu spod Jasnej Góry. Nagrodą za pomysł na jego budowanie, konsekwencje w działaniu i spójność myślenia wszystkich najważniejszych osób w strategii RKS-u. O Marku Papszunie i jego „armii” mówi i pisze się bardzo dużo, jakby trochę zapominając, że i w Gdyni wykonano swoją pracę bardzo solidnie.

Puchar dla Rakowa byłby nagrodą za działania na tych samych falach właściciela, prezesa, dyrektora sportowego, trenera i całego sztabu szkoleniowego. I piłkarzy. To w końcu oni wyjdą na boisko. Dla wielu z nich, jeśli nie dla prawie wszystkich, będzie to najważniejsze spotkanie w życiu. Nie sądzę jednak, by nie dali rady udźwignąć temperatury tego popołudnia w Lublinie. Pamiętamy jak na niektóre drużyny wpływała obecność na PGE Narodowym w Warszawie przy kilkudziesięciotysięcznym tłumie. Tym razem okoliczności – jak wiemy - będą inne.

 

O Marku Papszunie i jego „armii” mówi i pisze się bardzo dużo, jakby trochę zapominając, że i w Gdyni wykonano swoją pracę bardzo solidnie. Przecież ten klub był niedawno na mocnym zakręcie, sportowym i organizacyjnym. Jarosław Kołakowski wraz ze swoim synem Michałem przejęli go w nieciekawym momencie, poukładali kwestie finansowe ale utrzymanie drużyny w Ekstraklasie było już „mission impossible”.

 

ZOBACZ TAKŻE: Nie żyje legendarny piłkarz Widzewa 

 

Arka wraz z Koroną i ŁKS-em zleciała z ligi. Jej poprzednia degradacja umieściła gdynian na długie pięć lat poza elitą. Teraz mimo wielu zawirowań, zmian trenerów, kontuzji i niełatwego czasu z Covidem-19 „Arkowcy” wcale nie dryfują, a płyną dość żwawym tempem. Drużyna z Kielc boleśniej odczuła degradację i dopiero ostatnio, zatrudniając Dominika Nowaka i dyrektora sportowego Pawła Golańskiego, zaczyna robić wiosenne porządki. ŁKS był na innych podstawach właścicielsko-finansowych niż gdynianie więc trudno stawiać przy tych klubach znak równania, a jednak w tabeli oba zespoły dzieli zaledwie punkt, a gdynianie mają jeszcze jeden mecz do rozegrania więcej.

 

Są więc absolutnie w walce o bezpośredni awans do Ekstraklasy, baraże mają niemal pewne. Pikanterii aktualnej sytuacji dodaje fakt, że mogą w nich spotkać się z ŁKS-em, w którym pracuje Ireneusz Mamrot, z którym Arka rozstała się pod koniec roku. Nie tak dawno przy Alei Unii te zespoły już się spotkały i goście znad Zatoki Gdańskiej wygrali 2:1…

 

Mimo, że celem gdynian jest oczywiście powrót do elity trener Dariusz Marzec nie traktował Pucharu Polski jak piątego koła u wozu. W tym roku poradził sobie z Górnikiem Łęczna, Puszczą Niepołomice i w końcu Piastem Gliwice. Kalendarz był więc mocniej napięty niż u innych drużyn z zaplecza Ekstraklasy. Pracy trenerowi nie ułatwiały kontuzje, przez które był zmuszany do ciągłych roszad i manewrów, znamy też położenie Trójmiasta, wiemy więc jak dużo energii drużyna musi przeznaczać na dalekie podróże. Nawet do Lublina Raków miał bliżej…

 

To, co jest godne podkreślenia, to fakt, że Arka jest elastyczna taktycznie i potrafi zmieniać swoje ustawienie w zależności od potrzeb albo sytuacji meczowej. Być może dziś Marzec zastosuje bezpieczny manewr stawiając na bokach obrony nominalnych stoperów Adama Dancha i Arkadiusza Kasperkiewicza, co w zamyśle miałoby zablokować wahadła Rakowa, a także jego „dwie dziesiątki”.

 

Może też zagrać na trzech stoperów i wybrać system 1-3-5-2, albo postawić „lustrzane odbicie” i ustawić zespół pod częstochowian. Marek Papszun i Goncalo Feio na pewno muszą być przygotowani na różne warianty, ale znając sztab Rakowa i tak ich piłkarze będą chcieli grać swoje.

 

Może zestaw drużyn na ten finał nie jest wymarzony, bo nie ma w nim Legii, Lecha, Lechii, Piasta czy Śląska ale czy ktoś zakazał naszej czołówce gry w finale i szansy powalczenia o chwałę i 5 milionów złotych? Tym większy szacunek tym mniejszym, że byli w stanie do tej decydującej potyczki się przebić.

 

Rok temu mieliśmy w Lublinie najlepszy finał od lat. Owszem, na trybunach byli kibice Cracovii oraz ci z Gdańska i choć było ich tylko kilkuset po jednej i drugiej stronie, na Arenie wrzało jak ulu. W niedzielę piłkarze muszą sobie poradzić w zupełnie innej atmosferze. Ale że grają tak od miesięcy nie powinno to być dla nich żadnym problemem.  

 

Transmisja finału Fortuna Pucharu Polski Raków Częstochowa - Arka Gdynia o godz. 15:50 w Polsacie Sport i na IplaTV. Początek studia o godz. 15:00.

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze