Twarze sukcesu Rakowa. Miliarder, pasjonat i oszlifowany diament

Piłka nożna
Twarze sukcesu Rakowa. Miliarder, pasjonat i oszlifowany diament
Fot. Cyfrasport
Marek Papszun trafił do Częstochowy ze Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. Od dłuższego czasu dostaje propozycje z bogatszych klubów i regularnie je odrzuca

Raków Częstochowa święci triumfy. Drużyna zdobyła Puchar Polski, a za chwilę będzie się też cieszyła z miejsca na podium w PKO Ekstraklasie. Pracował na to cały sztab ludzi. Twarzami sukcesu są jednak właściciel Michał Świerczewski, trener Marek Papszun i piłkarz Kamil Piątkowski. Bez nich Raków nie stałby się jedną z największych sensacji sezonu 2020/21.

Od agresji kibiców do pięknego futbolu

 

Nie byłoby wielkiego Rakowa bez trenera Marka Papszuna. W klubie pojawił się 18 kwietnia 2016 roku. Przyszedł ze Świtu Nowy Dwór Mazowiecki. W październiku ubiegłego roku przedłużył kontrakt z Rakowem do końca sezonu 2021/22. Po kolejnych sukcesach częstochowian: zdobyciu Pucharu Polski i pewnym miejscu na pudle w bieżących rozgrywkach PKO Ekstraklasy, wiele klubów chętnie widziałoby Papszuna u siebie (co jakiś czas składają mu oferty, które jednak ten odrzuca) Jego zaletą jest to, że nie tylko buduje zespół, ale i uczy go, jak pięknie grać w piłkę.

 

Kiedy jednak Papszun przychodził do Rakowa, to początkowo mieszkał z asystentami, bo nie wiedział, jak długo potrwa jego praca w klubie. Szybko jednak złapał wspólny język z właścicielem klubu Michałem Świerczewskim. Najważniejsze było to, że Papszun nie tylko potrafił roztaczać wizje i pięknie opowiadać, ale i miał wyniki. Już w drugim sezonie pracy z drużyną awansował do pierwszej ligi. W drugim roku występów na zapleczu awansował do Ekstraklasy. Wtedy Raków zagrał też w finale PP, który przegrał.

 

ZOBACZ TAKŻE: Łukasz Piszczek w Legii?

 

Trener potrafił wychodzić obronną ręką z ciężkich opresji. Na początku jego pracy w Rakowie zdarzało się, że sfrustrowani grą piłkarzy kibice przychodzili na treningi. Spotkał się z agresją, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczył. Wyciągnął z tego wnioski, poszedł do przodu. Dziś tamte zdarzenia są jedynie przykrym wspomnieniem.

 

Papszuna cechuje entuzjazm. Lubi wyzwania. Kiedy jest źle, spina się podwójnie, żeby pokazać, że coś potrafi. Cały czas pracuje też nad swoim rozwojem. Szybko wyciąga wnioski z błędów i porażek. Nie zakłamuje rzeczywistości, potrafi się do nich przyznać. W rozmowie z "Przeglądem Sportowym" przyznał, że piłka nożna, to ciągła budowa. Jego Raków jest cały czas na placu budowy, bo Papszun doskonale zdał już sobie sprawę z tego, że aby robić postępy, trzeba wciąż szukać nowych, lepszych rozwiązań. Tego nauczył się po wspomnianych wizytach kibiców.

 

Od małego sklepiku do miliardera

 

Majątek właściciela Rakowa jest szacowany na 1,724 miliarda złotych. W ostatnim rankingu najbogatszych Polaków według Forbesa Michał Świerczewski znalazł się na 21. pozycji. Zasłużenie. W ciągu 19 lat zbudował przecież giganta sprzedaży internetowej. Zaczynał od kramiku z pecetami. Teraz jego x-com jest jedną z bardziej rozpoznawalnych marek. Pierwszy sklep uruchomił w 2005 roku. Dwa lata później zarobił pierwszy milion. Miliard przychodu osiągnął w 2015 roku. 

 

Świerczewski urodził się w Częstochowie. Studiował na tamtejszej politechnice. Piłką pasjonuje się od dziecka, kibicem Rakowa jest odkąd pamięta. Talentu do futbolu jednak nigdy nie miał, ale ma za to charakter zwycięzcy. Po prostu lubi wygrywać. Nie tylko w biznesie. W 2011 został sponsorem strategicznym Rakowa. Od 2015 jest właścicielem klubu, który rozwija się według jego wizji.

 

To Świerczewski wymyślił plan 5-letni, którego zwieńczeniem miało być wywalczenie miejsca w europejskich pucharach. Początkowo nie do końca wierzył w to, że akurat ten cel uda się zrealizować, ale dziś może przyjmować gratulacje. W czerwcu właściciel ma ogłosić nowy plan dla Rakowa, ale jeszcze nie wiadomo, co w nim będzie. W jednym z wywiadów zdradził, że chciałby, aby jednym z punktów było zbudowanie nowego stadionu. Raków od dwóch lat gra w PKO Ekstraklasie, osiąga sukcesy, ale nie ma obiektu z prawdziwego zdarzenia, który spełniałby wymogi.

 

Właściciel Rakowa nie traktuje klubu, jako miejsca do robienia biznesu. To realizacja pasji. Jest w ten projekt mocno zaangażowany nie tylko finansowo. To jego autorskim pomysłem było ściągnięcie Papszuna, trenera bez nazwiska, ale nadającego na takich samych falach. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Dwa lata temu Świerczewski wyceniał Papszuna na 35 milionów dodając, że cena stale rośnie.

 

Od zawodnika niechcianego do transferowego rekordu

 

Każdy piłkarz Rakowa dołożył swoją cegiełkę do dobrych wyników drużyny, ale symbolem sukcesu jest niewątpliwie Kamil Piątkowski, który jeszcze zimą podpisał kontakt z Red Bull Salzburg. To stało się na początku lutego. Media donosiły wówczas, że prawy obrońca podpisał z mistrzem Austrii 5,5-letni kontrakt. Mówiono, że Red Bull Salzburg zapłacił co najmniej 5 milionów euro, choć padały też doniesienie o tym, że transfer kosztował 6 milionów. Piątkowski został po dopięciu tematu wypożyczony na rundę wiosenną do Rakowa, z którym miał powalczyć o tytuł. Skończyło się ostatecznie zdobyciem Pucharu Polski i miejscem na podium (drugie, trzecie), bo szansa na pierwsze już uciekła.

 

Piątkowski, to zawodnik, który nie potrafił się przebić w Zagłębiu Lubin. Raków okazał się jednak dla niego znakomitym miejscem do rozwoju. Już po dopięciu transferu właściciel wystawił mu laurkę, mówiąc o dojrzałości, uczciwości i zaangażowaniu zawodnika, który był też na celowniku słynnego AC Milanu.

 

Dla Włochów nie był jednak pierwszym wyborem. O Piątkowskiego biły się też Udinese czy Strasbourg, ale zawodnik i jego agenci byli zgodni co do tego, że Salzburg będzie idealnym miejscem na rozwój. Takim jak wcześniej okazał się Raków.

 

Dla częstochowian i dla trenera Papszuna oszlifowanie talentu Piątkowskiego musi być powodem do dumy. Raków wcześniej nie zarabiał wielkiej kasy na transferach. Felicio Brown Jones i Jakub Szumski odchodzili z klubu za 100 tysięcy euro. Do 5, czy 6 milionów euro za Piątkowskiego nie sposób to porównać.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze