Niszczyciel z Guadalajary. Saul "Canelo" Alvarez pokazał swoją moc!

Sporty walki
Niszczyciel z Guadalajary. Saul "Canelo" Alvarez pokazał swoją moc!
fot. PAP

73,126 fanów boksu. Największa widownia w hali w historii USA, miażdżąca dotychczasowy rekord z 1978 roku, kiedy w Nowym Orleanie walczyli Muhammad Ali i Leon Spinks, przyszła oglądać na obiekcie Dallas Cowboys walkę o pasy mistrza świata WBA, WBC, WBO oraz pas magazynu “Ring” pomiędzy Canelo Alvarezem bohaterem Meksyku i Anglikiem BJ Saundersem. Dostali wszystko, co chcieli - emocjonującą walkę i potworny atak Canelo w ósmej rundzie, który zniszczył twarz i wolę walki Saundersa.

Canelo, człowiek ze złota

 

To, że  udało się zrobić walkę dla ponad 70 000 fanów boksu na legendarnym obiekcie Dallas Cowboy, to już było niesamowity sukces. Eddie Hearn, prezydent Matchroom Boxing, organizator walki w Teksasie, z którym rozmawiałem na stadionie w Arlington w dniu ważenia, był brutalnie szczery. - Oczywiście robiłem wielkie walki u siebie, w Wielkiej Brytanii, choćby Anthony Joshua kontra Władimir Kliczko na Wembley. To była wielka sprawa, ale dla takiego kibica boksu jak walka Canelo - Saunders to coś specjalnego, być może największa impreza w której brałem udział. Arlington Stadium, jeden z najsłynniejszych stadionów świata, pobite wszelkie rekordy w liczbie publiczności w walkach pięściarskich w Stanach Zjednoczonych na otwartym obiekcie, największe wydarzenie tego typu od czasu pandemii - wymieniać można bez końca. Wspólnie z właścicielem Dallas Cowboys, panem Jerry Jonesem, zrobiliśmy wszystko - teraz czas na to, by pokazali się z jak najlepszej strony główni aktorzy spektaklu, reszta zależy już tylko od nich - mówił Hearn, dodając, że już 24 godziny przed walką, widząc ponad 5000 kibiców, którzy przyszli ważenie, “czuje dreszcze”.

 

ZOBACZ TAKŻE: Nie samym boksem człowiek żyje. Ewa Piątkowska kobietą wielu talentów

 

Szef Matchroom dodał oczywiście, że bez udziału Canelo Alvareza taka skala przedsięwzięcia byłaby niemożliwa, ale "nazwisko Alvarez otwiera dziś każde drzwi". Zgadza się, a do tego otwiera także drzwi do sejfu. Wstępne obliczenia mówią o tym, że 30-letni Meksykanin, obecnie najlepszy pięściarz bez podziału na kategorie wagowe, zarobi za walkę ponad 25 milionów dolarów. I co najważniejsze - zostanie bardzo wiele dla innych.

 

Cygańska pewność siebie

 

Przed walką, to BJ Saunders, wspierany przez kolegę, też mistrza świata, ale wagi ciężkiej i też Cygana Tysona Fury, robił całe zamieszanie. - Mam gdzieś jak walczy Canelo. Wszyscy się go zawsze bali zanim wyszli na ring. Ja się go nigdy nie bałem, a na taką szansę czekałem od małego, bo bije się od czasu jak miałem pięć lat - mówił Saunders, który już będąc w Dallas chciał wrócić do Anglii, bo nie chciał się zgodzić na mniejszy ring. Na pierwszym spotkaniu z Canelo zaczął też naśmiewać się w twarz  wielkiego rywala, wypominając mu "miłość do meksykańskich steków". Chodziło oczywiście o słynną sprawę, kiedy Canelo został zdyskwalifikowany przed drugą walką z Giennadijem Gołowkinem, po tym jak wykryto u niego niedozwolony specyfik - clenbuterol. Ekipa Canelo broniła się, że to był przypadek bo wołowina pochodziła z karmionych takim specyfikiem meksykańskich krów. Swoje na ważeniu dodał też Fury zapowiadając, że "Saunders da Canelo lekcję boksu, bez problemu wygrywając na punkty i szokując cały świat".

 

Reakcja Alvareza? - Przekonasz się wkrótce, co to znaczy bić się z Meksykaninem walczącym o miejsce w historii - odpowiadał Saundersowi faworyzowany przez bukmacherów trzydziestoletnim mistrz pięści.

 

Niszczyciel z Guadalajary

 

- Jesteście moją motywacją, ale nie wiem jak to wyrazić, jak wam wszystkim podziękować. Jesteście dla mnie wszystkim. Niech żyje Meksyk, to dla was! - wykrzyczał  Canelo Alvarez do swoich ponad 70 tysięcy oszalałych z radości fanów dodając do swojej kolekcji już trzeci pas mistrza świata, tym razem WBO. To nie była jednostronna walka - dopóki się w taką nie zamieniła - i to w ciągu jednej rundy. Pierwsza runda dla szybkiego, niewygodnie walczącego, z odwrotnej pozycji Saundersa, dwie następne to już siła ciosów Alvareza, który robił to co zawsze robi najlepiej - zmiękczał rywala, żeby w późniejszych rundach zakończyć walkę. Saunders próbował, miał nawet dobrą,  wygraną piątą rundę, ale to jego twarz, po ciosach  Meksykanina wyglądała jak po zderzeniu z maska samochodu. - Gdzieś w połowie walki zdałem sobie sprawę, że on tak naprawdę nie może  mi nic zrobić. To była kwestia jednego, dwóch cisów, kiedy zacznę go łamać - mówił po walce Alvarez.

 

Jak powiedział, tak się stało. Już pod koniec siódmej rundy, obijane oko Saundersa zaczęło się zamykać, ale ósma runda to był koncert pięściarza najlepszego na świecie, bez podziału na kategorie wagowe. Ciosy na korpus, serie uderzeń na głowę złamały Anglika, a kiedy Canelo, w trakcie rundy, pomiędzy zadawanymi ciosami zaczął machać do widowni by go dopingowała jeszcze głośniej, ATT Stadium dosłownie oszalało. Relacjonowałem przez ostatnie trzydzieści lat walki z całego świata, ale takiego krzyku, dopingu fanów, jeszcze nigdy nie przeżyłem. Canelo bił cios za ciosem, Saunders już tylko się cofał, schodząc do narożnika ze zwieszoną głową. Do dziewiątej rundy już nie miał siły wyjść, został poddany przez narożnik. I ciągle Król Boksu jest tylko jeden - Saul "Canelo" Alvarez, z Guadalajary. 

 

Przemysław Garczarczyk z Chicago, PN, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze