Iwańczyk po finale LM: Jak wielki taktyk przegrał na taktycznym polu

Piłka nożna
Iwańczyk po finale LM: Jak wielki taktyk przegrał na taktycznym polu
Fot. PAP
Mylić się jest rzeczą ludzką, dotyczy to także trenerów, ale Guardiola traci głowę nie pierwszy raz. Jego obawa przed porażką pcha go do irracjonalnych decyzji również nie po raz pierwszy. Przegrane w 1/8 finału i trzech kolejnych ćwierćfinałach Ligi Mistrzów także spowodowane były w dużej mierze zaskakującymi wyborami personalnymi Hiszpana. Na Wyspach mówią wręcz o napadach piłkarskiej paniki, jakie miewa Guardiola przed kluczowymi spotkaniami.

Nie ma wątpliwości, że strategicznie finał Ligi Mistrzów wygrał Thomas Tuchel. Nie byłoby w tym nic dziwnego - w końcu w futbolu w meczu o trofeum musi być przegrany i wygrany - gdyby nie to, że niemiecki szkoleniowiec przechytrzył Pepa Guardiolę, a więc trenera uchodzącego za na tym polu za geniusza.

Sobotni finał Ligi Mistrzów w Porto był taktyczną rozgrywką, a Tuchel dostał prezent od losu, tak naprawdę od samego Guardioli, kiedy ten drugi dokonał nieoczekiwanych zmian, wprowadzając niemałe zdziwienie nawet u tych, którzy w piłce widzieli już wszystko. Na ławce zostali Rodri i Fernandinho, jako defensywny pomocnik wystąpił Ilkay Gundogan, Phil Foden został cofnięty do pomocy, a do łask wrócił niespodziewanie Raheem Sterling, który ostatnio nie był pierwszym wyborem.

 

Taktyczny mag, który uchodzi za geniusza swojego fachu ostatniej dekady, dokonał złych wyborów, z których trudno było mu się wycofać, nanieść skuteczną korektę i zatrzymać dobrze funkcjonującą od miesięcy Chelsea. Drużynę – dodajmy - która przegrywała incydentalnie, równie często zachowując czyste konto.

 

Mylić się jest rzeczą ludzką, dotyczy to także trenerów, ale Guardiola traci głowę nie pierwszy raz. Jego obawa przed porażką pcha go do irracjonalnych decyzji również nie po raz pierwszy. Przegrane w 1/8 finału i trzech kolejnych ćwierćfinałach Ligi Mistrzów także spowodowane były w dużej mierze zaskakującymi wyborami personalnymi Hiszpana. Na Wyspach mówią wręcz o napadach piłkarskiej paniki, jakie miewa Guardiola przed kluczowymi spotkaniami.

 

Tomasz Łapiński, ekspert Polsatu Sport, wcześniej wicemistrz olimpijski z Barcelony, uważa z kolei, że to niespotykana u innych szkoleniowców romantyczna postawa, w której szkoleniowiec Manchesteru City hołduje własnym zasadom, nie oddając się pokusie kalkulacji. Gra otwarcie, mimo że wszyscy inni w obliczu spotkania decydującego o trofeum sięgają po skuteczne, a nie efektowne środki.

 

Coś w tym jest, ale trudno nie dojść do wniosku, że Guardiola jest i winnym, i poszkodowanym swoich szalonych decyzji personalnych. I jest to zdecydowanie coś więcej niż tylko klątwa, która dopadła Pepa po odejściu z Barcelony, z którą Ligę Mistrzów potrafił wygrywać.

 

Tuchel korzystał z szansy, jaką dał mu Guardiola, aż miło. Nie przeszkadzał, kontynuował drogę, jaką obrał po przyjściu do klubu. Przypomnijmy, nie były to okoliczności łatwe, Chelsea zajmowała dziewiąte miejsce z siedmiopunktową stratą do czwartego miejsca, które gwarantuje udział w Lidze Mistrzów. Nie było wówczas wielu, którzy widzieli londyńczyków w ścisłej pucharowej czołówce, raczej chodziło o ratowanie rodzimych rozgrywek niż wygrywanie trofeum, o którym marzyło przynajmniej kilka potencjalnie silniejszych klubów.

 

ZOBACZ TAKŻE: Haaland zszokował Norwergię

 

Wygrana Tuchela nie jest zrządzeniem losu, nie jest obarczona przypadkiem, jeśli spojrzymy, że w tym sezonie Chelsea pokonała The Citizens aż trzykrotnie na kilku frontach. Warto również zwrócić uwagę na to, jak Tuchel wyciąga wnioski z konfrontacji z Guardiolą. Kiedy jeszcze Tuchel prowadził Mainz, później Borussię Dortmund, a Pep był odpowiedzialny za Bayern Monachium, bilans wynosił 0-1-4. Od tego czasu Tuchel wygrał każdą kolejną konfrontację, co tylko potwierdza jego niebywałą zdolność wyciągania wniosków, analizowania przeciwnika, umiejętności dobierania środków, które uniemożliwiają przeciwnikowi prowadzenia „swojej gry”.

 

Tak symboliczne przegrane, jak ta w sobotnim finale na Estadio do Dragao, nie pozostają bez konsekwencji. Tym bardziej kiedy zdarzają się coraz częściej, są potwierdzeniem wcześniej stawianych tez, że Guardiola w obliczu najpoważniejszego wyzwania zaczął tracić głowę. Należy z dużą ostrożnością formułować opinie o niemieckich trenerach, którzy regularnie zostawiają swoich kolegów z innych krajów w pobitym polu. Coś w tym jednak jest, skoro Tuchel, a wcześniej Hansi Flick i Jurgen Klopp porozstawiali po kątach całe ligomistrzowe towarzystwo. Na razie Guardiola ponownie został postawiony pod ścianą.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze