Euro 2020. Sousa nie stworzył potwora, czyli dlaczego drżymy przed Słowacją

Piłka nożna
Euro 2020. Sousa nie stworzył potwora, czyli dlaczego drżymy przed Słowacją
Cyfrasport
Kowalski: Tak naprawdę Sousa pozostawia nam więcej pytań niż daje odpowiedzi. Być może tak ma być.

No i jak, co tam ugramy na Euro? Takie pytanie pada coraz częściej właściwie w każdym towarzystwie. Atmosfera przed dziwacznymi mistrzostwami (pierwszy raz odbędą się w tak wielu miejscach i przy tak ograniczonej liczbie publiczności) w porównaniu z wcześniejszymi wielkimi piłkarskimi imprezami jest żałośnie nijaka, ale jednak coś tam się do świadomości przebija.

Jestem przekonany, że prawdziwy boom na futbol może się w Polsce zacząć już w przyszłym tygodniu. Warunek jest jeden, musimy w poniedziałek w St. Petersburgu pokonać Słowację.

 

Zgodnie z nowym regulaminem, z grupy można wyjść nawet z trzeciego miejsca w sprzyjających wypadkach nawet z dwoma punktami. A zatem trzy zdobyte na starcie gwarantowałyby ogromny komfort przed kolejnymi starciami z Hiszpanią i Szwecją. Teoretycznie pytanie czy stać nas na pokonanie Słowacji (36 miejsce w rankingu FIFA, my 20) powinno być retoryczne. Ale z różnych powodów niczego nie możemy być nawet w miarę pewni. Przeciwnie, powodów do obaw o stan naszej kadry na pięć minut przed turniejem jest znacznie więcej niż do bycia optymistą.

 

ZOBACZ TAKŻE: Paulo Sousa w żałobie 

 

Przede wszystkim niepokoi chaos jaki stworzył trener Paulo Sousa. Jest więcej niż pewne, że choć prowadził drużynę już w pięciu meczach, nie zaprezentował jeszcze takiego składu jaki wybiegnie na mistrzostwach. A skoro nie było próby generalnej, to tak naprawdę nie ma do czego się odnosić? Do testów, które prowadził w dwóch ostatnich grach kontrolnych z Rosją czy Islandią? A może do jedynego wygranego za kadencji Portugalczyka eliminacyjnego meczu z Andorą?

 

Argument, który jest wysuwany przy tej okazji na obronę Sousy, czyli brak czasu, nie do końca do mnie przemawia. Od stycznia (a zapewne wiedział już o nowej pracy sporo wcześniej) naprawdę miał wiele tygodni, aby poznać zespół, aby piłkarze poznali jego. Można było przedstawić swoją wizję gry, ustawienia, zwyciężania, no i dokonać właściwiej selekcji. Być może większość z tych spraw pozałatwiał, ale zwłaszcza tego ostatniego widać nie było. Że ma grać Lewandowski, Szczęsny czy Krychowiak to wiedzieliśmy już przed przyjściem selekcjonera. W wielu pozostałych przypadkach trudno wywnioskować o co mu chodzi. Wiemy jaka ma być z grubsza taktyka, że mamy grać trzema środkowymi obrońcami, hybrydowo na bokach.

 

Czyli jeden z czwórki obrońców włącza się do akcji ofensywnych, a ten z drugiej strony niekoniecznie. Kilka innych elementów też jest powtarzanych. To nie jest tak, że Sousa nic tu nie zmienił i kompletnie nic nie widać. Sprawia bardzo dobrze wrażenie we wszelkich kontaktach, piłkarze go chwalą, atmosfery ponoć (tak uważa Wojciech Szczęsny) tak dobrej nie było jeszcze nigdy), ale… ekipa wygląda tak jakby była w trakcie testów na jakiś rok przed mistrzostwami.

 

Absolutnie nie przekonuje. I tak naprawdę Sousa pozostawia nam więcej pytań niż daje odpowiedzi. Być może tak ma być. W rzeczywistości stworzył potwora, zespół zdolny do rzeczy wielkich, wszystko ma już poukładane, ale to co prezentował szerszej publiczności to pewna zasłona dymna, jakieś piłkarskie szachy, mające na celu wyprowadzenie w pole przeciwnika. Jeśli tak to zaplanował, to wdzięczni Polacy niebawem będą nosić Portugalczyka na rękach. A jeśli nie?

 

Przynajmniej do poniedziałku trzymajmy się tej pierwszej wersji. I oczywistości, która z jednej strony jest tak banalna a z drugiej tak piękna: to jest tylko piłka nożna, tu może zdarzyć się wszystko.

 

Do boju Polsko!

Cezary Kowalski, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze