Czachowski przed Euro 2020: Męczymy się w schemacie narzuconym przez Sousę!

Piłka nożna
Czachowski przed Euro 2020: Męczymy się w schemacie narzuconym przez Sousę!
Fot. Cyfrasport
Czachowski: Idę o zakład, że nikt nie przewidzi jedenastki, jaką zagramy mecz ze Słowacją!

Piotr Czachowski, były reprezentant Polski, ocenia nasze szanse na Euro. Mówi, że po tym, co zobaczył w meczach towarzyskich, już wyjście z grupy będzie sukcesem. Krytykuje też selekcjonera Paulo Sousę za uparte forsowanie systemu 3-4-2-1. – Taktykę dopasowuje się do zawodników, a my się w tym schemacie męczymy – ocenia Czachowski.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: W dniu rozpoczęcia Euro 2020, po obejrzeniu spotkań towarzyskich Polaków z Rosją oraz Islandią można być optymistą?

 

Piotr Czachowski, były piłkarz, ekspert Polsatu Sport: Zbyt wiele euforii nasi piłkarze w serca kibiców nie wlali. Wydaje mi się wręcz, że możemy być bardzo niespokojni, jak sobie popatrzymy, na to co nam Paulo Sousa proponuje, jako selekcjoner reprezentacji.

 

Co konkretnie ma pan na myśli?

 

Grę trójką obrońców systemem 3-4-2-1 lub 3-4-1-2. Sousa w tym się najlepiej czuje i na to stawia. Chodzi jednak o to, żeby reprezentacja dobrze czuła się w takim ustawieniu, a jakoś tego nie widzę.

 

ZOBACZ TAKŻE: Zmiana składu u Włochów na dzień przed meczem otwarcia!

 

W sumie w tych pięciu meczach pod wodzą Sousy jakichś fajerwerków nie było.

 

Wygraliśmy jedynie z Andorą, ale już nawet nie o to chodzi, lecz o to, że w tym wszystkim, co zobaczyliśmy, nie było jakiegoś głębszego pomysłu. Wcześniej można było to tłumaczyć brakiem czasu, ale już na zgrupowaniu w Opalenicy ten czas był. Wydawało się, że to wspólne przebywanie zawodników scali ten zespół, że wypracujemy schematy, dzięki którym zobaczymy fragmenty dobrej, ciekawej piłki.

 

Momenty były, choć nie trwały one długo.

 

Zasadniczo nie mieliśmy jednak zbyt wielkiej kreatywności i nie pokazaliśmy jakiegoś wypracowanego sposobu na rozłożenie defensywy przeciwnika. Moim zdaniem powinniśmy bardziej ściągać grę do boków, tam powinniśmy lepiej funkcjonować, robić przewagę. Potrzeba nam takich ataków ciągniętych niemal do końca linii i dośrodkowań na Lewandowskiego. On z tego żyje w Bayernie. Jasne, tam ma innych partnerów, takich z wyższej półki, ale można było tego chociaż spróbować. Bo tak to nie mamy niczego, czemu można by przyklasnąć i powiedzieć, ze to było dobre, ciekawe, że to się może przełożyć na bramki. Owszem, coś tam było, ale tego było tyle, co kot napłakał.

 

Jeszcze jakieś zaskoczenia in minus?

 

Do tego, że Sousa zaskakuje składem, to już się zdążyłem przyzwyczaić. Idę o zakład, że nikt nie przewidzi jedenastki, jaką zagramy mecz ze Słowacją. A jak tego spotkania nie wygramy, to nie wyjdziemy z grupy.

 

A wygramy?

 

Czytam wywiady z zawodnikami, którzy mówią o pracy, chwalą atmosferę, trenera, ale to nie ma przełożenia na boisku. W tych meczach z Rosją oraz Islandią nie widziałem niczego, co mogłoby przykuć uwagę kibica. Jak powiedziałem, nie było zagrań, o których można by powiedzieć, że są częścią jakiegoś planu, że zostały wytrenowane i przećwiczone. To, że chwilami graliśmy dobrze, to za mało, by myśleć o sukcesie na Euro. Dla mnie takim sukcesem byłoby wyjście z grupy, bo już nie mówię, że ćwierćfinał.

 

Powiało pesymizmem.

 

Dlatego, że nic się ostatnio w kadrze nie zmieniło. I to pomimo zgrupowania, gdzie było trochę czasu, żeby dopracować dwa, trzy warianty rozegrania piłki. Nie oczekuję, że Sousa wszystko zrobi bardzo dobrze. Sądziłem jednak, że zrobi wszystko, byśmy w spotkaniach grupowych pokazali siłę. Liczyłem, że stworzy zespół. Tego nie widać,  przecież naszych stać na to, by grać szybko i pomysłowo w piłę.

 

Mecze towarzyskie tego akurat nie pokazały.

 

Dlatego nie ma we mnie tej nutki optymizmu. W tych dwóch meczach towarzyskich to rywale podkładali nam nogi. Szykowałem się na to, że my takiej Islandii strzelimy dwie, trzy bramki, że zagramy solidnie w ataku i czujnie w defensywie, a tymczasem kreatywność nie była taka, żebyśmy mogli zachwycać Europę, ani też polskich kibiców. A co do obrony, to wyglądała jak szwajcarski ser, czyli była mocno dziurawa. To jednak bierze się też z częstych zmian. Jak powiedziałem, trudno przewidzieć kto zagra, a w obronie to przed każdym z meczów jest kłopot, żeby wytypować, choć tego jednego pewniaka.

 

Pan na kogo by postawił?

 

Trudno powiedzieć, co wymyśli Sousa, ale ja bym spróbował trójką: Bereszyński, Glik, Bednarek. To najlepszy zestaw, jaki obecnie mamy do tego ustawienia, jakie preferuje Sousa. Szkoda, że w meczach towarzyskich nie zobaczyliśmy próby gry tymi obrońcami, ale może jakieś drobne urazy przeszkodziły. W sumie nie ma co ryzykować, bo dopiero w meczu ze Słowacją musimy wszystko postawić na jedną kartę.

 

W którym obrona już będzie musiała być czujna, a ofensywa bardzo kreatywna.

 

Zdecydowanie tak, bo oni oddadzą nam pole, a my będziemy musieli się boksować, żeby się przebić. Im to będzie pasowało. Nam, o ile nie posuniemy się do przodu w porównaniu do meczu z Islandią, niekoniecznie. A trzeba pamiętać, że Słowacy mają lepszych zawodników niż nasz ostatni rywal. Z kontry też będą groźniejsi. Jeśli nam się przytrafią takie błędy, jak ten, który Krychowiak zrobił przy drugiej bramce, to trzeba będzie zakrywać oczy rękami, żeby nie patrzeć na to, co będzie się działo dalej. Poza tym trzeba będzie grać szybciej. Taki jest futbol. Trzeba dobrze zacząć, strzelić i zaprosić rywala do ataku pozycyjnego. Niech oni się martwią.

 

No tak, bo my mamy Lewandowskiego.

 

Nie możemy jednak bazować wyłącznie na tym.

 

To jednak on wypracował pierwszego gola z Islandią.

 

I dobrze, że sędzia puścił grę i dał przywilej, kiedy Robert został sfaulowany. Szkoda tylko, że po tym golu nie poszliśmy za ciosem. Może już taka nasza mentalność. A może to przypadłość, która dopada nas w grach towarzyskich. Wiemy, że gdzieś w perspektywie ważny mecz i się oszczędzamy. Z drugiej strony to, były ważne gry kontrolne, w których trzeba wymagać więcej. Zwłaszcza, że dzięki zwycięstwom mogliśmy złapać wiatr w żagle. Mam nadzieję, że na Euro będzie więcej gry, biegania, że nie będziemy się mylić w ataku, a defensywa nie będzie pozostawiała tak wiele do życzenia.

 

Zastanawiam się tylko, czy w tak krótkim czasie zespół może przejść pozytywną metamorfozę, skoro nie potrafił tego zrobić wcześniej.

 

Sousa ma niewiele czasu, praktycznie nie ma go wcale. Coś tam jeszcze może zrobić, ale fakt, że niewiele. Zdecydowanie nic nie wskazuje na to, byśmy się mieli wznieść na wyżyny, dlatego nie pozostaje nic innego, jak być optymistą i wierzyć w to, że wygramy ze Słowacją, bo to nam pomoże w dwóch następnych spotkaniach.

 

W sumie szkoda, że Sousa, o czym mówił pan na wstępie, tak się upiera przy systemie, który jemu pasuje. Ciekaw jestem rezultatów, gdyby postawił na opcję pasującą piłkarzom.

 

To taka święta piłkarska prawda, że taktykę dobiera się do zawodników, a nie na odwrót. Najlepiej dać zawodnikom coś, w czym potrafią się najlepiej odnaleźć. Jeśli dostają coś narzuconego z góry, to widać, jak to wygląda. Polacy się gryzą i męczą. Oby nie za długo to trwało, bo jak na Euro się nie uda, to będzie źle. Zostaną nam eliminacje do mundialu, które bardzo źle zaczęliśmy.

 

Jak pan powiedział, trzeba być optymistą.

 

I realistą. Glik w takim szczerym wywiadzie powiedział, że nie musi grać w tej reprezentacji. Nie musi, ale jak nie ma lepszych od niego, to musi. Wiemy, w jakiej jest formie, że jest wolniejszy niż kiedyś, ale trzeba na to wziąć poprawkę i na niego stawiać. Z zawodników grających obecnie w klubach nie mamy lepszej opcji, więc nie ma się co zastanawiać. Jeśli chcemy mieć na Euro jakieś szanse, to choć trzeba postawić na tych w miarę najpewniejszych. Wtedy można być optymistą.

 

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze