Raków debiutuje w Europie. Oby wyważył drzwi, jak wyważył je w Polsce

Piłka nożna
Raków debiutuje w Europie. Oby wyważył drzwi, jak wyważył je w Polsce
fot. Cyfrasport
Raków Częstochowa w czwartek zadebiutuje w europejskich pucharach.

W filmie Olafa Lubaszenki "Poranek Kojota" jest scena, w której jeden z bohaterów mówi, że jak jest jakieś niemożliwe zadanie do wykonania, trzeba zatrudnić kogoś, kto o tym nie wie - przyjdzie i to zrobi. I Raków jest właśnie kimś takim.

Dwa sezony w Ekstraklasie bez gry na własnym stadionie, początek kolejnych rozgrywek również poza Częstochową, do tego niski budżet w porównaniu z takimi klubami jak Legia Warszawa i Lech Poznań oraz nie do końca najlepsze relacje z miastem w ostatnich latach. Efekt? Puchar Polski, wicemistrzostwo Polski, Superpuchar Polski i debiut w europejskich pucharach - już w czwartek.

 

Raków nic nie musi, może jedynie wiele zyskać. Częstochowski klub w czwartek wieczorem zagra pierwszy historyczny mecz w europejskich pucharach. Rywalem będzie litewska Suduva.

 

RKS to absolutny beniaminek, jeżeli mówimy o europejskich rozgrywkach. Klub, który jeszcze nie tak dawno rywalizował w drugiej lidze, teraz jest reprezentantem naszego kraju w eliminacjach Ligi Konferencji. To niewątpliwie nagroda za niesamowity progres i sukcesy w ostatnich miesiącach - Puchar Polski, wicemistrzostwo Polski a ostatnio Superpuchar Polski.

 

Zobacz także: Papszun: Nie stać nas na polskich graczy

 

A to wszystko w roku celebry stulecia istnienia klubu. Kibice Rakowa z pewnością chcieliby, aby ten rok nigdy się nie kończył, lecz z drugiej strony to dopiero początek. Czerwono-niebiescy nie powiedzieli przecież ostatniego słowa i nie zamierzają spoczywać na laurach, zadowalając się tym, co jest.

 

Europejskie puchary to jednak zupełnie inny wymiar. Niedawno jeszcze Ekstraklasa była zupełnie nowym doświadczeniem dla całej społeczności Rakowa. Podopieczni Marka Papszuna szybko musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości, ponieważ z roli nowicjusza, kogoś kto miał zbierać frycowe od najlepszych polskich drużyn, nagle sami stali się jedną z takich ekip. Sam Papszun wielokrotnie podkreślał, że jego piłkarze, ale także on sam uczy się tego wszystkiego na bieżąco.

 

Teraz przed Rakowem kolejna lekcja - już na europejskiej scenie. Z jednej strony można powiedzieć, że częstochowianie nie mają nic do stracenia, ale z drugiej strony patrząc na ich konsekwentny rozwój i dalekosiężne plany, wydaje się, że Raków w Europie może być tym Rakowem z Pucharu Polski z 2018 roku, kiedy dotarł niespodziewanie do półfinału. Gra bez presji, ale z wiarą we własne możliwości oraz gigantyczne wsparcie kibiców zrobiło swoje. I teraz może być podobnie.

 

Można dyplomatycznie powiedzieć, że pierwszy rywal Rakowa - litewska Suduva jest bardziej doświadczonym zespołem, że dla polskich ekip nie ma słabych przeciwników na żadnych etapie i że nikogo nie można lekceważyć. To wszystko prawda, ale jest jeszcze druga strona medalu. Raków nie powinien kłaniać się przed nikim, a zwłaszcza zespołem pokroju Suduvy. Raków powinien wejść do Europy tak, jak wszedł do polskiej czołówki - wyważając drzwi razem z futryną, bez kompleksów. To jedynie pokazałoby, że nie trzeba wielkich pieniędzy, kilkunastu lat budowania zespołu oraz dwunastu boisk treningowych, aby osiągnąć sukces w pucharach. I RKS na niwie krajowej zdążył już to udowodnić. Niech uczyni to jeszcze raz, ale na europejskich salonach. Do nich wciąż daleka droga, bo druga runda eliminacji Ligi Konferencji to korytarz/przedpokój, lecz projekt, którego twarzą jest właściciel klubu Michał Świerczewski pozwala patrzeć pozytywnie i dać wiarę, że Raków jak już się dostanie na salony, to nie będzie tam kelnerem.

Krystian Natoński, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie