San Marino, jeden z sześciu wymarzonych rywali Polaków z Europy

Piłka nożna
San Marino, jeden z sześciu wymarzonych rywali Polaków z Europy
Fot. Cyfrasport
Polska nigdy nie przegrała z San Marino. Nasz najgorszy wynik to zwycięstwo 1:0 po golu strzelonym ręką przez Jana Furtoka w eliminacjach do mundialu 94. 10:0 to z kolei nasze najwyższe zwycięstwo nad reprezentacją, która w 175 meczach wygrała tylko raz

Gorszą reprezentację ma tylko Anguila. Piłkarze San Marino wygrali tylko jedno ze 175 rozegranych spotkań. Sukcesem jest dla nich każdy punkt i każda zdobyta bramka. W sumie strzelili ich 25, w tym jedną naszej reprezentacji. Allesandro Della Valle, zdobywcę tamtego gola, polscy kibice pokochali na tyle, że założyli mu fanpage w mediach społecznościowych. San Marino nigdy nie zrobiło nam jednak większej krzywdy, choć raz musieliśmy się ratować, strzelając im gola ręką.

- Furto(k) (po włosku kradzież – dop. aut.) – tak o meczu Polska – San Marino (1:0) w eliminacjach do mundialu 94 pisały media na Półwyspie Apenińskim. Gol strzelony ręką przez Jana Furtoka uratował nas od wstydu, choć sposób, w jaki pokonaliśmy outsidera, powodu do chluby nam nie przyniósł.

 

Strzeliliśmy im 10 goli, ale lepsi są Niemcy

 

Nigdy więcej nie męczyliśmy się z San Marino tak, jak w tamtym pamiętnym, pierwszym z tym rywalem meczu w Łodzi. Straciliśmy co prawa jedną bramkę (w ostatnim, rozgrywanym 8 lat temu spotkaniu), ale wygraliśmy wszystkie z ośmiu rozegranych meczów. Dwa ostatnie spotkania w eliminacjach do mistrzostw świata w 2014 roku wygraliśmy 5:1 i 5:0. Cztery lata wcześniej zlaliśmy rywala w eliminacjach Euro, wbijając mu aż 10 goli. Możemy tylko żałować, że rekordowa wygrana z San Marino należy jednak do Niemców (13:0). Gdybyśmy jednak mieli wybierać między rekordem strzeleckim a uniknięciem kompromitacji, jaką byłaby strata punktów z San Marino, to rekord błyskawicznie byśmy poświęcili.

 

ZOBACZ TAKŻE: Kluczowy piłkarz kadry nie zagra z San Marino

 

W ogóle to nasza reprezentacja ma na ogół dobre wspomnienia z meczów ze słabeuszami. Przytrafiały nam się wpadki, ale nawet najsilniejsze drużyny narodowe mają takowe na koncie. Wspomniani wcześniej Niemcy zremisowali w eliminacjach do Euro 2004 z Litwą (1:1), która obecnie notowana jest na 134. miejscu w rankingu FIFA. Wtedy była na 91.

 

Ze słabeuszami notowaliśmy też jednak wpadki

 

Wróćmy jednak do Polaków i ich wpadek. O ręce Furtoka już było. Największą był jednak bezbramkowy remis z Cyprem w eliminacjach do Euro 1998 na stadionie w Gdańsku. Tamten mecz był gwoździem do trumny dla zespołu prowadzonego przez Wojciecha Łazarka. Dotąd szło nam nieźle. Zremisowaliśmy nawet po dobrym meczu z Holandią w Amsterdamie. I wtedy przyjechał Cypr. Rankingu FIFA w tamtych latach jeszcze nie było, ale rywal był zdecydowanie zespołem spoza setki. Obecnie jest na 99. miejscu.

 

W pamiętnym meczu z Cyprem nic nam się nie układało, choć połowa wyjściowego składu to byli napastnicy. Przed meczem spadła ulewa, więc na boisku mieliśmy grzęzawisko. Konstruowanie akcji było trudne. W wybijaniu piłki na oślep nie przeszkadzało to jednak kompletnie. Co z tego, że świetne spotkanie (ostatnie w kadrze) rozgrywał okradziony w dniu meczu Mirosław Okoński. Z jego pokoju zniknęły dokumenty, pieniądze i klucze do samochodu. Nikt podań Okońskiego nie potrafił zamienić na bramki.

 

Nasza lista wstydu nie jest aż tak długa

 

Po spotkaniu Cypryjczycy tańczyli z radości, a trener Łazarek mówił, że takie rzeczy się zdarzają, że w 1979 roku RFN zremisowało bezbramkowo z Maltą. Po tamtym meczu na celowniku znalazł się nie tylko Łazarek, ale i piłkarz Ryszard Tarasiewicz. W spotkaniu nie grał, a redaktor Janusz Atlas wyjaśniał w mediach dlaczego. Pisał o obwieszonym biżuterią zawodniku T. Sprawa trafiła do sądu, Atlas musiał zapłacić grzywnę.

 

Remis z Cyprem w 1987 roku to największa wpadka polskiej reprezentacji. Były też jednak inne. Skoro jednak RFN mógł zremisować z Maltą, to my mogliśmy zrobić taki sam wynik z Kazachstanem czy Azerbejdżanem, czy też przegrać z Litwą, Łotwą, Gruzją i Armenią. Ta ostatnia przegrana była najmniej bolesna, bo kadra Leo Beenhakkera uporała się wtedy z Portugalią i Belgią i finalne wywalczyła awans na Euro 2008.

 

Listę wpadek Polaków ograniczamy w tym przypadku do europejskiego podwórka, bo gdyby tak wszystko rozszerzyć, to można by dorzucić 0:5 z Meksykiem przed mundialem 1986, gdzie jechaliśmy jako trzeci zespół świata. 30 lat temu było jeszcze 0:4 z Egiptem (wtedy to był szok), a w 1996 roku 0:5 z Japonią. Wówczas to też nie była solidna drużyna.

 

Lista reprezentacji, które pasują nam idealnie

 

Wróćmy jednak do Europy i dodajmy, że San Marino nie jest jedynym słabeuszem, który z Polską nic nie ugrał. Wyspy Owcze, Malta, Liechtenstein, Gibraltar, Andora, wszystko to drużyny, które z Biało-Czerwonymi nie zdobyły choćby punktu. Wyspy Owcze pokonaliśmy trzy razy, Maltę cztery, Gibraltar i Andorę po dwa razy, Liechtenstein raz. Liechtenstein, Andora i Malta to te reprezentacje, które dotąd nie strzeliły nam żadnej bramki.

 

Idźmy jednak dalej. Jest też bowiem grupa słabeuszy, z którymi nie przegraliśmy, ale traciliśmy punkty. W tym zbiorze jest wspomniany wcześniej Cypr (w siedmiu meczach 4 nasze zwycięstwa i 3 remisy), ale i też: Luksemburg (bilans 6-1-0), Azerbejdżan (5-1-0), Mołdawia (5-1-0), Kazachstan (4-1-0). Bo już Armenia, Łotwa, Litwa, Estonia czy Gruzja potrafiły znaleźć sposób na nasz zespół. Litwa i Łotwa to nawet dwukrotnie. A obie te reprezentacje są poza setką rankingu FIFA.

 

San Marino to nasz strzelecki Mount Everest

 

Mecz z Albanią pokazał, że nasza reprezentacja ma spore problemy. Niektórzy mówią nawet, że w stosunku do Euro 2021 zrobiliśmy krok do tyłu. Do wygranej z Albanią (4:1) potrzebowaliśmy sporo szczęścia, bo nam wpadało wszystko, a rywal miał w sytuacjach podbramkowych pecha. Z drużyną lepszą tylko od Anguili powinniśmy jednak wygrać i dorzucić coś do tych 33 bramek, które dotąd San Marino strzeliliśmy.

 

Z żadnym innym zespołem nie mamy przecież tak imponującego bilansu. Żadnemu innemu nie wbiliśmy tylu goli w jednym spotkaniu. W 1963 roku pokonaliśmy 9:0 Norwegię, w 1968 8:0 Turcję, w 1969 8:1 Luksemburg, w 1975 8:1 Kanadę, w 2005 8:0 Azerbejdżan, a w 2015 8:1 Gibraltar. Przypomnijmy jednak, że z San Marino potrafiliśmy wygrać aż 10:0. Teraz nie potrzebujemy aż tak wiele. Wystarczy kilka bramek i dobra gra, tak żebyśmy mieli poczucie, że kilka dni później możemy zabrać jakiś punkt Anglikom.

 

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie