Iwanow: Nie gniewam się na słowa Sousy o Lewandowskim

Piłka nożna
Iwanow: Nie gniewam się na słowa Sousy o Lewandowskim
Fot. Cyfrasport
Iwanow: Nie gniewam się na słowa Sousy na temat przepaści pomiędzy Robertem Lewandowskim, a resztą polskiej kadry. To nie jest szukanie wytłumaczenia. To fakty.

W obecnej epoce piłkarska reprezentacja to tworzywo, które ciągle się lepi i zmienia swój kształt. Czas nieustającej pandemii, która nie ma na szczęście aż tylu ofiar co rok temu, ciągle zbiera jednak swoje futbolowe „testowe” żniwo, o czym przekonał się m.in. Mateusz Klich. Mnogość kontuzji i dolegliwości jest tak długa, że w wyjściowym składzie oglądamy coraz mniej spodziewane nazwiska, debiuty zaliczają kolejni piłkarze.

Przez ponad pół roku selekcjonerskiej pracy Paolo Sousy lista reprezentantów kraju powiększyła się aż o 10 nazwisk. Jak potoczy się ich dalsza kariera? O tym zadecyduje już nie tylko portugalski trener i jego asystenci ale dużo więcej elementów i zmiennych.

 

Gdy zobaczyłem wyjściowy skład „Biało-Czerwonych” na spotkanie z San Marino, lekko się wzdrygnąłem, widząc w nim aż osiem zmian w porównaniu z ustawieniem na Albanię. Chwilę potem uświadomiłem sobie, że opiekun naszych środowych rywali Gareth Southgate na Andorę wymienił całą jedenastkę, więc na decyzję Sousy popatrzyłem ze zrozumieniem.

 

ZOBACZ TAKŻE: Legendarny Pele przeszedł operację!

 

Oczywiście Anglik jest w innej sytuacji. On może czerpać garściami z angielskich piłkarzy, wiedząc doskonale, że jeżeli np. na bokach obrony zagrają James z Trippierem, a nie Walker z Shawem, jakość drużyny nie ulegnie znaczącej zmianie. U nas? Już niekoniecznie. Nie gniewam się na słowa Sousy na temat przepaści pomiędzy Robertem Lewandowskim, a resztą polskiej kadry.

 

To nie jest szukanie wytłumaczenia. To fakty. Nawet spotkanie ze złożoną z prawie samych amatorów ekipą San Marino pokazało, jak wygląda mecz z „Lewym” w pierwszej połowie, a jak bez niego w drugiej. Początkowo byliśmy w niej jak dzieci bez przewodnika, żeby nie napisać, że … we mgle.

 

Oba wrześniowe spotkania eliminacji to był dalszy czas selekcji. A raczej weryfikacji, kto może odnaleźć się na reprezentacyjnym poziomie, a dla kogo są to jeszcze za wysokie progi. Oczywiście jedna czy dwie próby to za mało, by wynieść kogoś na piedestał, albo wyrzucić na zawsze za reprezentacyjnie drzwi. Ale jak się okazuje, pewne wnioski może dać także spotkanie z tak słabym przeciwnikiem, jak ten niedzielny, bo w czwartek od Albanii dostaliśmy jednak lekcję tego, jak grać w nowoczesną piłkę.

 

I tak Sousa dowiedział się po raz kolejny, że wbrew swoim pierwotnym decyzjom musi chuchać i dmuchać na Kamila Glika, bo korzystanie z Michała Helika i Kamila Piątkowskiego przypomina w tej chwili całowanie w zadek lwa: Przyjemność żadna, a ryzyko duże. Że to, że nie ogląda za często polskiej ligi wcale nie musi być błędem, bo Jakub Kamiński czy Bartosz Slisz nie weszli jeszcze na „international level”.

 

Że warto było sięgać bo byłych (Przemysław Frankowski) i obecnych (Adam Buksa) piłkarzy związanych z amerykańską MLS, bo tamtejszy soccer wcale nie musi być takim złym adresem. Że wraz z masą mięśniową Karola Linetty’ego wzrosły i jego umiejętności piłkarskie, a przede wszystkim pewność siebie.

 

Że wystawianie Tomasza Kędziory na pół-lewym stoperze jest wytrącaniem z jego rąk jego największych atutów jakim jest gra prawą nogą, także jeżeli chodzi o wprowadzenie piłki i wspieranie gry ofensywnej. Że odważne wejście Nicoli Zalewskiego może spowodować chęć sprawdzania przydatności do kadry pod kątem tego, gdzie kto stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki, bo to może być jakimś argumentem.

 

Czy Sousa wywalczy dla nas mundial w Katarze? Tego nie jestem w stanie przewidzieć. I środowe spotkanie z Anglią ani mnie nie oświeci ani nie wprowadzi w większe zakłopotanie czy zwątpienie. Cokolwiek się nie wydarzy w ciągu kilku najbliższych miesięcy uważam, że czas Portugalczyka za sterami naszej kadry nie będzie czasem straconym.

 

Czegoś nowego o polskich piłkarzach jednak się dowiedzieliśmy. Każdy człowiek uczy się na błędach. Dotyczy to także Sousy, który już chyba wie, na kogo może liczyć, dla kogo reprezentacja to jednak poprzeczka zawieszona na nieosiągalnym poziomie, że jego wizja z wystawianiem piłkarzy nie na swoich pozycjach robi krzywdę i im i całej drużynie. Czekam tylko jeszcze na jedną refleksję i wniosek.  Że skoro trudno jest znaleźć dwóch będących w formie środkowych i pewnych obrońców to może jednak lepiej nie grać na trójkę?

Bożydar Iwanow, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie