WTA i ATP w Indian Wells: Powrót do tenisowego raju po 932 dniach

Tenis
WTA i ATP w Indian Wells: Powrót do tenisowego raju po 932 dniach
fot. PAP

932 dni czekali sympatycy tenisa na powrót turnieju w Indian Wells, największej imprezy w kalendarzu po czterech wielkoszlemowych. Pandemia COVID-19 zmusiła organizatorów do odwołania ubiegłorocznej edycji i opóźnienia tegorocznej, która rozpocznie się w środę.

 

Do malowniczo położonej pustynnej miejscowości w Południowej Kalifornii nie przyjadą w tym sezonie Novak Djokovic, Roger Federer, Rafael Nadal, Ashleigh Barty, Serena Williams czy Naomi Osaka, ale organizatorzy i tak spodziewają się zaciętych, stojących na wysokim poziomie zmagań, w których łączna pula nagród wynosi aż 16,7 mln dolarów.

 

Indian Wells to niewielka, licząca nieco ponad pięć tysięcy mieszkańców miejscowość. Dystans drogowy do Los Angeles wynosi ok. 200 kilometrów, a do słynącego z odwiedzanych przez gwiazdy Hollywoodu pól golfowych oraz gorących źródeł Palm Springs zaledwie 30. Położenie Indian Wells jest bardzo malownicze - w dolinie Coachella, w bezpośrednim sąsiedztwie parku narodowego Joshua Tree i z widokiem na liczącą ponad 3000 m San Jacinto Mountain. To wszystko sprawia, że turystom przypomina to pustynną oazę, gdzie panuje suchy klimat i roi się od przepięknych drzew palmowych. Jednym słowem - raj.

 

I taki właśnie przydomek - Tennis Paradise (tenisowy raj) - ma mający 44-letnią tradycję turniej Indian Wells Open. Dzięki potężnemu sponsorowi rozgrywki są bardzo prestiżowe. W oficjalnym programie można przeczytać, że jest to największy łączony turniej typu Masters 1000 dla kobiet (WTA) i mężczyzn (ATP) oraz piąty największy na świecie, zaraz po czterech lewach Wielkiego Szlema. Zmagania odbywać się będą na 29 kortach, z czego trybuny głównego mają ponad 16 tys. miejsc. To drugi największy typowo tenisowy obiekt, zaraz za Arthur Ashe Stadium w Nowym Jorku.

 

W parze z prestiżem idą też nagrody pieniężne. Indian Wells to jeden z nielicznych turniejów (poza Wielkimi Szlemami), który w 2021 nie zdecydował się na obniżenie łącznych premii, które wynoszą 16,7 mln dol. Pula pieniędzy będzie rozdzielana jednak nieco inaczej, bo zwycięzcy turniejów singlowych zainkasują po 1,2 mln USD, co stanowi 90 procent premii, którą w 2019 zgarnęli Austriak Dominic Thiem i Kanadyjka Bianca Andreescu.

 

10-procentową "podwyżkę" otrzymają za to tenisiści i tenisistki, którzy odpadną w pierwszej rundzie (nieco powyżej 18 tys. dol), a najwięcej zyskają ci, którzy polegną już w pierwszej rundzie kwalifikacji, bo wylecą z Palm Springs z czekami na 4,7 tys dol., czyli to niemal dwukrotnie więcej niż w 2019.

 

Na tegoroczną edycję Indian Wells trzeba było czekać aż 31 miesięcy. Finał poprzedniej rozegrany został 17 marca 2019, a w ubiegłym roku był to pierwszy turniej, który został odwołany z powodu pandemii COVID-19. Również w marcu tego roku nie podjęto się próby organizacji w związku z problemami z logistyką, obostrzeniami i kwarantanną, jakie wynikły podczas Australian Open, gdzie uczestnicy musieli m.in. poddać się rygorystycznemu, dwutygodniowemu pobytowi w odizolowanej od świata zewnętrznego "bańce".

 

Dyrektor sportowy Indian Wells, Niemiec Tommy Hass - niegdyś druga rakieta świata - niedawno najpierw żartobliwie nazwał imprezę "swoim osobistym Oktoberfestem", a potem - wspominając tamte decyzje - wyznał, że były one bardzo trudne, ale że długie oczekiwanie będzie w tym roku w pełni zrekompensowane.

 

Na to wszystko liczą także mieszkańcy i właściciele biznesów w Coachella Valley. W 2019 turniej przyciągnął na trybuny aż 475 372 widzów, wśród których byli m.in. Bill Gates, piosenkarka Gladys Knight, legenda koszykówki Bill Russell czy aktor Ben Stiller. Finansowe straty spowodowane odwołaniem edycji 2020 szacowano na 400 mln dolarów. W tym roku rekord frekwencji nie padnie, ale już sam powrót tenisa na kalifornijską pustynię jest tam traktowany niczym manna z nieba.

 

Ograniczona liczba widzów spodziewana jest m.in. w związku z komunikatem, że wejście na Indian Wells Tennis Garden będzie możliwe tylko dla osób zaszczepionych przeciw COVID-19. Każdy w widzów musi posiadać smartfona z aplikacją Clear, która pozwoli na ściągnięcie zweryfikowanych danych o szczepionkach (podczas US Open wystarczyło mieć zdjęcie karty szczepień na telefonie lub wydrukowane na papierze). Dane te będą skrupulatnie sprawdzane przy wejściu za pomocą ręcznego skanera. To wszystko sprawi, że noszenie masek na obiektach będzie całkowicie opcjonalne.

 

Wejściówki meczowe oraz bilety parkingowe również będą cyfrowe i odczytywane przez skanery. Na miejscu nie będzie można płacić gotówką, a całość swojego dobytku będzie można wnieść tylko w przezroczystych torebkach i również po przejściu przez skanujące bramki, podobne do tych na lotniskach. Wszystko po to, aby ograniczyć kontakt międzyludzki, usprawnić logistykę oraz zapewnić komfort i bezpieczeństwo.

 

Mimo ciepłej aury i atrakcyjnych warunków finansowych w Indian Wells zabraknie kilku uznanych nazwisk. Do kontuzjowanych Nadala (uraz lewej stopy) i Federera (operacja kolana) dołączył niedawno ostatni z "Wielkiej Trójki" - Novak Djokovic. Serb i Federer to turniejowi rekordziści, bo Indian Wells wygrali po pięć razy. Tytułu nie obroni także Thiem, który w sierpniu ogłosił rozbrat z tenisem w związku z dolegliwościami nadgarstka.

 

W stawce kobiet - oprócz liderki rankingu WTA Barty - zabraknie m.in. wciąż nie mogącej odnaleźć radości z gry Osaki oraz Sereny Williams, która 26 września skończyła 40 lat. Nie zagra też - z powodu infekcji COVID 19 - druga na liście WTA Aryna Sabalenka. Białorusinka dotarła do Indian Wells, ale turniej obejrzy z hotelowej izolatki.

 

Zaprezentuje się za to cała plejada topowych graczy, jak Danił Miedwiediew, Stefanos Tsitsipas i Alexander Zverev oraz tenisistek, m.in. Barbora Krejcikova, Andreescu czy Karolina Pliskova.

 

Polskie nadzieje to przede wszystkim wysoko rozstawieni Iga Świątek i Hubert Hurkacz.

 

Triumfatorka ubiegłorocznego French Open, która w 2019 w Indian Wells odpadła w drugiej rundzie... kwalifikacji, ma numer drugi i zacznie rywalizację o 2. rundy. Jej rywalkę wyłoni mecz Chorwatki Petry Martic z występującą dzięki "dzikiej karcie" Amerykanką Katie Volynets.

 

Magda Lientte, która w poprzedniej edycji osiągnęła 2. rundę, rozpocznie występ od spotkania z nieco niżej notowaną Rebeccą Peterson. W 2019 roku dwukrotnie ze Szwedką przegrała. Magdalena Fręch i Katarzyna Kawa wygrały pierwsze potyczki w kwalifikacjach i we wtorek stoczą decydujące pojedynki.

 

W męskim singlu wystąpi Hurkacz, który w ostatnim starcie w Kalifornii dotarł do ćwierćfinału, by na tym etapie po wyrównanym meczu przegrać z Federerem.

 

Największym sukcesem polskiego tenisa w BNP Paribas Open jest finałowy występ Agnieszki Radwańskiej, która w 2014 przegrała z Włoszką Flavią Penettą 2:6 1:6.

KK, PAP
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie