Albania - Polska. "Sousa nie ma już żadnego alibi"...

Piłka nożna
Albania - Polska. "Sousa nie ma już żadnego alibi"...
Fot. Cyfrasport
Spotkanie Albania – Polska to trzynasty mecz w kadencji Portugalczyka. TRZYNASTY. Tu już nie ma żadnego wytłumaczenia, jeśli chodzi o pomyłkę personalną, czy taktyczną

Zbigniew Boniek domaga się wygrania meczu przez piłkarzy. Na TT oznacza Lewandowskiego, Krychowiaka i Glika. W moim przekonaniu powinien dodać Szczęsnego i Zielińskiego, jak już... Natomiast to nie jest tak, że Paulo Sousa nie może tym i wszystkim innym piłkarzom reprezentacji Polski pomóc.

„Są mecze, które muszą wygrywać piłkarze, a nie trenerzy. Takim jest właśnie mecz z Albanią. Jesteście lepsi i trzeba to pokazać, udowodnić. Powodzenia Kamil Glik, Robert Lewandowski, Grzegorz Krychowiak” – napisał w niedzielę „Zibi” Boniek, który zagrał 80 razy w drużynie narodowej i wiele tych spotkań rozstrzygnął, łącznie z tymi w drodze na mundial, czy to w samych finałach mistrzostw świata.

 

Na pewno do listy Bońka można by śmiało dopisać Wojciecha Szczęsnego, czy Piotra Zielińskiego. Ta piątka – Glik, Lewandowski, Krychowiak, Szczęsny i Zieliński - rozegrała łącznie 420 spotkań w reprezentacji Polski. To wyjściowa 11 Hiszpanii na półfinał Nations League z Włochami miała 310 meczów międzypaństwowych na koncie, a na finał z Francją jeszcze mniej!

 

ZOBACZ TAKŻE: Skrót meczu Francja - Hiszpania

 

Wymienieni polscy piłkarze przeszli „szlak bojowy” niezwykły. Naznaczony wygranymi, ale i porażkami, chwilami sławy, ale i łzami… Ich „gwiezdny czas” w reprezentacji to eliminacje EURO 2016, finały EURO i później eliminacje mundialu 2018 roku. Choćby w tych ostatnich – w boju o Rosję - dwa razy potrafiliśmy rozbić Rumunów, którzy nie mieli słabszego składu niż obecna Albania. Po dwumeczu z podopiecznymi Christopha Dauma Biało-Czerwoni dopisali 6 punktów, z bilansem bramek 6-1. Nota bene z Albanią – dowodzoną przez Edoardo Reję – jest szansa na jeszcze lepszy bilans…

 

Pytanie, co się wydarzy we wtorkowy wieczór w Tiranie? „Paulo Sousa nie ma już żadnego wytłumaczenia, żadnego alibi. Nie może mówić, że nie zna polskich piłkarzy. Miał okres przygotowawczy do wielkiego turnieju. Mógł naprawdę spokojnie przyjrzeć się zawodnikom naszej drużyny narodowej” - mówi Artur Wichniarek.

 

Sousa nieustannie potrafi zaskakiwać. Potrafi kogoś brać do kadry, mimo wegetacji w klubie, a kogoś innego nie nominować, mimo że zbiera dobre recenzje i ma „twarde” liczby (bramki i asysty). Można powiedzieć, że to typowe dla szkoleniowców z charakterem. Podobnie zachowuje się i Luis Enrique, prowadzący Hiszpanię. Każdy kieruje się swoim przekonaniem, co do umiejętności i możliwości.

 

Jednak to przekonanie broni się tylko w połączeniu z wynikami. Kilka dni temu Enrique wypalił przed meczem z Włochami: „Uważam, że wiem o piłce zdecydowanie więcej niż większość tych, którzy wypowiadają się na temat reprezentacji. Mam też znacznie więcej informacji niż wy. Dobrze znam piłkarzy i wiem, czego od nich oczekuję. Od lat nie usłyszałem opinii, która mogłaby mnie zainteresować”. Można i tak…

 

Spotkanie Albania – Polska to trzynasty mecz w kadencji Portugalczyka. TRZYNASTY. Tu już nie ma żadnego wytłumaczenia, jeśli chodzi o pomyłkę personalną, czy taktyczną. A taka pomyłka zdarzyła się choćby w meczu z San Marino w Warszawie. Dla mnie wystawienie trzech napastników od początku drugiej połowy, to właśnie był błąd taktyczny Portugalczyka.

 

Jakakolwiek łączność graczy uległa przerwaniu. Każdy, jakby sam funkcjonował na zielonej murawie. Podobny obrazek mieliśmy w wielu fragmentach spotkania z Andorą w Warszawie. Trójka „rasowych” napastników wypaliła tylko w trakcie szalonego meczu z Węgrami, zakończonego remisem 3:3.

 

Gdy w sobotę Jakub Moder wszedł na murawę za Roberta Lewandowskiego znowu pojawiły się płynne akcje. Moder potrafił po prostu dyrygować – rozgrywać, dryblować, przerzucać środek ciężkości gry. Największym błędem taktycznym selekcjonera był zresztą skład w meczu numer 6 swojej kadencji, czyli w rywalizacji ze Słowakami w St. Petersburgu, na otwarcie finałów EURO 2020.

 

Sousa – wielki fan napastników w składzie, potrafiący wystawiać dwóch, a często i trzech – posłał w bój osamotnionego Lewandowskiego. To na Wembley z Anglią – gdy RL9 nie mógł zagrać w powodu urazu – zagrali od pierwszej minuty Karol Świderski i Krzysztof Piątek. A od początku drugiej połowy za Świderskiego wszedł Arkadiusz Milik. To z Hiszpanią w Sewilli, czy z Anglią w Warszawie graliśmy dwójką w ataku, a na Słowaków wyszedł tylko „Lewy”…

 

Nota bene największym zyskiem kadencji Sousy jest otwarcie się na Lewandowskiego. I właśnie ofensywę. Sam Robert powiedział niedawno: „Musimy poprawić defensywę, ale zarazem nie stracić tego dobrego, co dzieje się w ofensywie”. Spotkanie z San Marino to był znowu wieczór napastników, ale nie w układzie „trójkowym”. Wynik otworzył Świderski. A później w końcówce swoje gole strzelili Adam Buksa – po kapitalnym zagraniu Roberta Gumnego – i Piątek (po świetnej kombinacji Modera i Kacpra Kozłowskiego).

 

Nic tylko – w oparciu o wysoki pressing, agresywną grę, konstruowanie akcji z wykorzystaniem wolnych przestrzeni – pokonać Albanię. To pierwszy finał Sousy w jego pracy z Biało-Czerwonymi. Oby nie ostatni!

 

Roman Kołtoń, Bożydar Iwanow (Polsat Sport) i Artur Wichniarek z notami i opiniami po meczu Polska - San Marino 5:0 (w skali 1-10): Fabiański 5 (57 Majecki 5) - Gumny 6, Helik 6, Kędziora 6 - Frankowski 4 (65 Bereszyński 5), Klich 6 (46 Piątek 6), Linetty 4, Płacheta 6 - Kozłowski 7 - Lewandowski 6 (66 Moder 7), Świderski 7 (72 Buksa 6).

 

 

 

Roman Kołtoń, Prawda Futbolu
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie