Iwanow: Za dużo o Legii, za mało o Lechu

Piłka nożna
Iwanow: Za dużo o Legii, za mało o Lechu
Fot. Cyfrasport
Iwanow: Lech, jak na swój potencjał, z pewnością za długo czeka na umieszczenie czegoś nowego w gablocie. Jednak wszyscy muszą mieć świadomość i pokorę. Lechia Gdańsk i Raków Częstochowa też mają argumenty, by hierarchię naszej klubowej piłki lekko przetasować

W sumie nie jestem specjalnie zdziwiony, że dziennikarze i kibice z Poznania zżymają się nieco na fakt, iż po zwycięstwie Lecha w Warszawie media bardziej zajmują się warszawską drużyną, a nie tą, która lideruje Ekstraklasie. Legia to, Legia tamto, Michniewicz zostaje czy już musi pakować swe walizki. Dwa mecze z Napoli w Lidze Europy plus wygrane ze Spartakiem Moskwa i Leicester potęgują nacisk akcentów na stołeczną ekipę, a nie na „Kolejorza”.

Niby nic w tym nienormalnego: w Niemczech, cokolwiek by się nie wydarzyło, zawsze najwięcej uwagi skupia Bayern Monachium. A Legia takim „Bayernem Europy Wschodniej” mogłaby być. Tylko, że Bawarczykom nie zdarza się, by okupowali miejsce tuż nad strefą spadkową w swojej lidze. Z drugiej strony – zła informacja zawsze jest w naszym kraju chętniej czytana/klikana niż ta dobra. Cóż, taki mamy klimat. Nie tylko w sportowych serwisach.

 

Przy Bułgarskiej nikt pewnie na taki stan rzeczy nie narzeka. Spokój jest najważniejszy przy budowaniu każdego projektu. Prezes Karol Klimczak oraz Piotr Rutkowski grzecznie odmawiają na razie wizyty w „Cafe Futbol” stosując metodę wprowadzoną kiedyś przez Jacka Rutkowskiego, właściciela klubu. Przed sezonem, po nim, między rundami, nie na problemu. Sam kiedyś gościłem pana Jacka w dwugodzinnym studiu, przed meczem eliminacji do Champions League z Interem Baku i muszę przyznać, że była to kapitalna merytoryczna dyskusja, poparta niezwykłym poczuciem humoru człowieka, który dziś oddał klub m.in. w ręce swojego syna. Maciej Skorża idzie tym samym tropem, wpisując się w strategię szefów Lecha i to szanuję. Wszyscy w Poznaniu doskonale wiedzą, że jeszcze nic nie wygrali. Że – jak to często powtarza Paulo Sousa – to proces. Wymaga cierpliwości i czasu. Nie ma co za dużo opowiadać, trzeba pracować.

 

ZOBACZ TAKŻE: Plan transmisji wtorkowych meczów Ligi Mistrzów

 

Skorża się zmienił – na lepsze. Zdecydowanie. Ma czasem jeszcze swoją tendencję do – jak sam to mówi – „marudzenia”, ale skoro to zauważa, to widać, że nad sobą pracuje. O jego warsztacie nie ma co dyskutować. Jest fachowcem. Tylko, że czasem jego relacje z piłkarzami nie były idealne. Kiedy jego zespół nie spełniał jego surowych wymagań zdarzało się, że jakby się na niego obrażał.

 

Wiele rzeczy dookoła było winnych kiedy cel nie bywał osiągany. Tak było chociażby w Legii Warszawa. Ale przecież to za jego kadencji stołeczna ekipa eliminowała w fantastycznym stylu Spartak Moskwa, „bawiła” się z mocnym wówczas Rapidem w Bukareszcie, czy toczyła wyrównane boje ze Sportingiem Lizbona w 1/16 finału Ligi Europy. „Paczka” przy Łazienkowskiej była wtedy niesamowita: z Ljuboją, Radovicem, Vrdoljakiem, Kuciakiem ale i mocnymi polskimi charakterami: Żewłakowem, Rybusem, Kucharczykiem, Borysiukiem, Wawrzyniakiem oraz Rzeźniczakiem i Golem czy młodziutkim Koseckim, synem Romana. Jednego, czego zabrakło w tym dwuletnim okresie jego pracy w Warszawie to mistrzostwa.

 

Do diabła! Miało być o Lechu, a ja znów o Legii! Wracam więc do Poznania. Dziś „Kolejorz” nie jest już tak polskim tworem, jak wtedy, gdy jesienią ubiegłego roku porywała nas jego gra – także w międzynarodowych rozgrywkach. Nie ma już Modera czy Puchacza, wcześniej odeszli Gumny i Jóźwiak. W Warszawie w podstawowej jedenastce wyszła jedynie trójka naszych rodaków, Kamiński, Salamon i Bednarek. Z tym, że tylko ten pierwszy, choć pochodzi z Górnego Śląska, jest tak naprawdę produktem zbudowanym przez Akademię Lecha. Profil drużyny mocno się zmienił, ale Skorża – w przeciwieństwie do Michniewicza – dostał od dyrektora sportowego Tomasza Rząsy i władz klubu zagranicznych piłkarzy o takim profilu, jakiego potrzebował. Legia poszła na liczbę – ściągnęła w ostatnim oknie dziesięciu nowych ludzi ale czy dokładnie na te pozycje, na które potrzebowała wzmocnienia? O braku chemii między Radosławem Kucharskim, a trenerem huczy już od dawna.

 

Wiadomo, że bez dobrej współpracy na tej linii trudno o osiągnięcie celów. Samą Europą w Warszawie nie zasypie się ogromu oczekiwań. W Poznaniu nawet kibice przestali protestować i Bułgarska znów może nosić miano „Wielkopolskiego Kotła”. Jeżeli Skorża zachowa zimną krew i nie „zagotuje się”, gdy drużynie przytrafi się słabszy moment, albo kryzys – a z tym musi się liczyć każda, nawet najlepsza drużyna – to i proporcje obecności w mediach ulegną zmianie. Lech, jak na swój potencjał, z pewnością za długo czeka na umieszczenie czegoś nowego w gablocie. Jednak wszyscy muszą mieć świadomość i pokorę. Lechia Gdańsk i Raków Częstochowa też mają argumenty, by hierarchię naszej klubowej piłki lekko przetasować.

Bożydar Iwanow. Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie