Za co znów kochamy Ajax, czy w Amsterdamie mają ekipę na miarę finału LM?

Piłka nożna
Za co znów kochamy Ajax, czy w Amsterdamie mają ekipę na miarę finału LM?
Fot. PAP
Kowalski: Trudno określić obecnie limit tej drużyny. O ile można było zastanawiać się na ile do tej pory w swych szalonych meczach Ajax bazował również na słabości rywali, to po rozbiciu czołowej drużyny Bundesligi nie ma wątpliwości, że Holendrów stać na bardzo wiele.

Bayern Monachium idzie jak taran w Lidze Mistrzów. Bawarczycy pokonali Barcelonę 3:0, Dinamo 5:0, Benficę 4:0. Po triumfie w 2020 roku znów są faworytem do zgarnięcia całej puli. Świetny jest Liverpool, który wygrał trzy mecze. Ale to kluby potężne, wydające setki milionów euro. Najbardziej wdzięcznym zespołem do oglądania i prezentującym najciekawszy futbol z największym rozmachem i świeżością związaną z preferowaniem młodych zawodników jest Ajax. Mistrz Holandii znów oczarowuje świat.

Po prostu trudno się w tej drużynie nie zakochać. Najpierw suche fakty: podopieczni Erika ten Haga w LM rozbili Sporting Lizbona 5:1, Besiktas Stambuł 2:0 i ostatnio Borussię Dortmund 4:0. W lidze holenderskiej z reguły (nie licząc jednej wpadki z Utrechtem 0:1) miażdżą rywali, notując takie wyniki jak po 5:0 z Vitesse, Nijmegen, Fortuną czy 9:0 z Cambuur. Bilans bramkowy po dziewięciu kolejkach w Eredivisie ekipy z Amsterdamu: 32:2. Biorąc pod uwagę wszystkie mecze, średnia goli zdobywanych w jednym spotkaniu wynosi: 3,6. Kosmos!

 

Żeby nie było wątpliwości. Ajax to nie jest żaden ubogi krewny, żaden romantyczny zespół, który przypadkiem dostał się do Ligi Mistrzów i próbuje namieszać w towarzystwie milionerów. Holendrzy mają swoją metodologię pracy ugruntowaną od lat, poprawiają jedynie szczegóły, potrafią zarabiać ogromne pieniądze i wydawać je z sensem. Stać ich od czasu do czasu na zapłacenie po kilkanaście milionów za jednego zawodnika, dwa lata temu w sumie wydali rekordowe 64 mln. To jest półka absolutnie nieosiągalna dla polskich klubów, nawet gdyby zrzuciły się wszystkie razem na transfery.

 

Daleko jednak Ajaksowi do Niemiec, Włoch, Francji, Hiszpanii czy przede wszystkim Anglii. I to jest właśnie godne podziwu, że tak mocno odstając finansowo są w stanie nadrobić sposobem. Ba, przebić wiele potęg. Pamiętny sezon 2018/19, w którym zespół Ten Haga dotarł do półfinału i tak naprawdę zasługiwał na finał (na drodze stanął mu Tottenham) wydawał się czymś, czego po prostu nie da się powtórzyć. Efekt świeżości działał wtedy wyśmienicie i był naturalną odpowiedzią na zakusy klubów, majstrujących przy organizacji Super Ligi tylko dla najzamożniejszych (wtedy jeszcze wszystko było w fazie knucia). Przecież nie było takiej możliwości, aby Ajax został zaproszony do takiego projektu.

 

Opinia sceptyków była taka, że żaden klub ze średniej półki europejskiej nie jest w stanie oprzeć się pieniądzom oferowanym za najlepszych zawodników, którzy byli autorami takiej sensacji. A zatem wyprzedaż musiała sprowadzić tę ekipę na wcześniejsze miejsce w hierarchii. I sprowadziła. Dwa razy z rzędu Holendrzy nie byli w stanie wyjść z grupy, spadając do Ligi Europy na otarcie łez.

 

Nic dziwnego skoro odchodzili kolejno: Matthijs de Ligt za 75 mln euro do Juventusu, Frenkie de Jong za 75 ml do Barcelony, Donny van de Beek za 39 mln do Manchesteru United, Hakim Ziyech za 40 mln do Chelsea czy Kasper Dolberg za 20 do Nicei. W sumie, w krótkim czasie Ajax skasował za graczy wychowanych lub wykreowanych przez siebie pond 200 mln euro!

 

To nieprawdopodobne, ale po dwóch latach mimo wyprzedaży w Amsterdamie znów jest drużyna na miarę tamtej. A najprawdopodobniej nawet lepsza. Co było kluczem do tej błyskawicznej odbudowy? Bez żadnych wątpliwości pozostanie w klubie Ten Haga. Mimo że miał kilka ofert na stole, w tym tę najbardziej intratną od Bayernu Monachium, w którym zdobywał doświadczenie jako asystent, wszystkie odrzucił.

 

Była to najbardziej zagadkowa decyzja w tamtym czasie w świecie europejskiej piłki. Wszyscy zachodzili w głowę jak można było nie skorzystać z możliwości sprawdzenia się w silniejszej lidze i zarobienia ogromnych pieniędzy, zwłaszcza mając świadomość, że wielu zawodników musi odejść z Amsterdamu. Trener tłumaczył wtedy, że próba odbudowania tej drużyny to jeszcze większe wyzwanie niż te dotychczasowe, że jest związany umową i generalnie dobrze się w Amsterdamie czuje.

 

Ten Hag wzbudził tą decyzją ogromny szacunek i był świetnym dowodem, że jednak nie wszystko we współczesnej piłce jest na sprzedaż. A tym samym pogłębił jeszcze mit wyjątkowości tego klubu. Poszedł mniej więcej tą samą ścieżką, jak przed pierwszym triumfem (bo za taki należy uznać tamten półfinał i styl dotarcia do niego).

 

Znów stawia na swoich wychowanków jak: Jirrien Timber (20 lat), Perr Schuurs (21 lat), Ryan Gravenberch (19 lat) czy ściągniętych w bardzo młodym wieku z Ameryki Łacińskiej Antonyego (21 lat), Edsona Alvareza (23 lata), Lisandro Martineza (23 lata). Po kilku latach wrócił do Amsterdamu reprezentant Davy Klaassen (28 lat).

 

Charyzmatyczny trener wciąż ma do dyspozycji bohaterów „tamtych dni” doświadczonych Daleya Blinda (31 lat), Nicolasa Tagliafico (29 lat), Davida Neresa (24 lata), Noussaira Mazraouiego (niesamowicie się rozwinął) i przede wszystkim kapitana Dusana Tadica (32 lata).

 

I jeszcze razem z dyrektorem sportowym Markiem Overmarsem postarali się o dwa ekstra transfery. Za rekordową kwotę 22,5 mln euro ściągnięto w ubiegłym sezonie z West Ham United klasycznego dojrzałego środkowego napastnika – Sebastiana Hallera i ostatnio reprezentanta Holandii Stevena Berghuisa za 12 mln euro, który w atmosferze skandalu opuścił Feyenoord, by wzmocnić wielkiego rywala w lidze holenderskiej.

 

Obaj pasują do Ajaksu jak ulał. Trafianie z transferami w sedno to też wielka umiejętność działaczy klubu. Chybione decyzje personalne są rzadkością. Tam pieniędzy nie wyrzuca się w błoto. Inwestycje błyskawicznie się zwracają. Albo na boisku albo finansowo. Wspomniany Haller w lidze, w dziewięciu meczach strzelił sześć goli, a w Lidze Mistrzów sześć w trzech meczach!

 

A warto zaznaczyć, że reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej nie jest w swojej najwyższej formie i zmarnował mnóstwo stuprocentowych sytuacji w obecnym sezonie. Zawsze jednak ma szanse, aby się poprawić, bo asystuje mu świetne towarzystwo (Berghuis siedmiokrotnie otwierał kolegom drogę do bramki).

 

Jednym zdaniem, trudno określić obecnie limit tej drużyny. O ile można było zastanawiać się na ile do tej pory w swych szalonych meczach Ajax bazował również na słabości rywali, to po rozbiciu czołowej drużyny Bundesligi nie ma wątpliwości, że Holendrów stać na bardzo wiele.

 

Blind podczas konferencji przed ostatnim meczem ligowym z Heerenveen brutalnie gasił entuzjazm dziennikarzy: „Nie traktujemy was poważnie. Po przegranym meczu o Superpuchar (0:4 z PSV) przed sezonem byliśmy dla was jak kawałek g… Dziś piszecie o nas tak, jak byśmy byli już w finale.” Miał sporo racji. Przestrzeń pomiędzy jednym a drugim powinna być znacznie większa.

Cezary Kowalski, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze

Przeczytaj koniecznie