Kto trenerem kadry piłkarzy? Zostało dwóch, ale Kulesza wciąż ma marzenia

Piłka nożna
Kto trenerem kadry piłkarzy? Zostało dwóch, ale Kulesza wciąż ma marzenia
Fot. Cyfrasport
Prezes PZPN i jego najbliżsi współpracownicy początkowo założyli, po traumatycznych przejściach z Paulo Sousą, że następcą Portugalczyka na pewno będzie polski szkoleniowiec. Jednak po analizie polskiego rynku trenerskiego, rozmowach z wieloma doradcami i kandydatami, Kulesza ma coraz więcej wątpliwości co do kompetencji polskich szkoleniowców, których już wcześniej nieprzesadnie cenił.

W wyścigu po posadę najważniejszego, polskiego selekcjonera pozostało dwóch szkoleniowców. Obaj mają paszporty z orzełkiem na okładce. Prezesowi PZPN Cezaremu Kuleszy wprawdzie naprawdę marzy się Andrij Szewczenko, ale transfer Ukraińca z Genui jest w zasadzie niemożliwy. Kto zatem wciąż jest w grze?

Z naszych informacji, zebranych od osób ściśle związanych z PZPN i kadrą wynika, że selekcjonerem reprezentacji Polski zostanie Adam Nawałka (ale jego notowania są niższe niż dwa tygodnie temu) lub Michał Probierz. Kandydatury Czesława Michniewicza, Jerzego Brzęczka, Macieja Stolarczyka, Macieja Skorży, i raczej także Marka Papszuna, nie wchodzą w grę. Duży wpływ na wybór Cezarego Kuleszy będzie miała opinia czołowych piłkarzy, szczególnie Roberta Lewandowskiego, a oni stawiają na Nawałkę. Szefowi PZPN marzy się Andrij Szewczenko, ale transfer Ukraińca z Genui jest mało realny.

 

Nie jest ciągle wykluczone, że - lubiący zaskakiwać, rządzić twarda ręką i mieć własne, niekonwencjonalne koncepcje - Cezary Kulesza w ostatniej chwili wykona woltę i wyciągnie diabełka z pudełka, czyli selekcjonera z zagranicy ze znanym nazwiskiem. W PZPN ciągle trwa burza mózgów, Kulesza wysłuchuje głosów doradców, zbiera kandydatury, a przede wszystkim rozpoczął rozmowy z głównymi kandydatami.

 

Ma rozmawiać z pięcioma trenerami, ale – jak twierdzi nasz informator, znający świetnie kulisy działań w PZPN – jeśli nie nastąpi jakiś nagły zwrot z postawieniem na zagranicznego trenera, tak realnie w grze pozostały już tylko dwa nazwiska: Nawałka i Probierz. Chyba, że byłaby szansa pozyskania Andrija Szewczenki, ale ten ma aż do 2024 roku kontrakt z Genoą, gdzie zarabia 3 mln euro za sezon, więc to raczej pobożne życzenia.

 

Prezes PZPN i jego najbliżsi współpracownicy początkowo założyli, po traumatycznych przejściach z Paulo Sousą, że następcą Portugalczyka na pewno będzie polski szkoleniowiec. Zwłaszcza, że zostało bardzo mało czasu do arcyważnego marcowego meczu barażowego w Moskwie z Rosją (i ewentualnego decydującego starcia o mundial w Katarze z Czechami lub Szwecją), które zdecydują i o przyszłości sportowej i finansowej PZPN na najbliższe lata. Z tego względu łatwiej będzie szybko opanować tę kryzysową sytuację krajowemu trenerowi, który zna polskie realia, zawodników, nie będzie musiał wszystkiego poznawać od postaw, jak wcześniej Sousa, niż trenerowi z zagranicy, nawet z wielkim nazwiskiem.

 

Nie ma w Polsce idealnego kandydata


Jednak po analizie polskiego rynku trenerskiego, rozmowach z wieloma doradcami i kandydatami, Kulesza ma coraz więcej wątpliwości co do kompetencji polskich szkoleniowców, których już wcześniej nieprzesadnie cenił. To nie przypadek, że nasi trenerzy od lat nie pracują w żadnych  poważnych klubach i ligach. Tak naprawdę nie ma teraz nad Wisłą dobrego (nie mówiąc już o idealnym) kandydata. Każdy wybór wzbudzi mniejsze lub większe zastrzeżenia, kontrowersje, czy to kibiców, czy mediów, czy piłkarzy.

 

Z tego względu szef PZPN zaczął mimo wszystko rozważać kandydatury z zagranicy, a propozycji wpływa multum. Kulesza z miejsca jednak odrzuca znanych na świecie trenerów, ale zaawansowanych wiekowo, którzy od kilku lat nie pracują w zawodzie i od dawna nie osiągnęli sukcesów. Nie ma więc opcji dla takich matuzalemów jak Dick Advocaat (74 lata), Avram Grant (66), czy nawet słynny Fabio Capello (75). Gdyby jednak była szansa na zatrudnienia trenera z głośnym nazwiskiem, mocno osobowością i będącego w dobrym punkcie kariery, a dostępnego dla PZPN finansowo, taka opcja byłaby dla Kuleszy kusząca.

 

Szewczenko i słowiańskie dusze


Dlatego prawdziwe są przecieki, że PZPN zaczął sondować możliwość zatrudnienia Andrija Szewczenki, który niedawno został trenerem Genui i wkrótce może tam prowadzić Krzysztofa Piątka. Szewczenko to legenda jako piłkarz, osiągnął też dobre wyniki, prowadząc reprezentację Ukrainy – w cuglach wygrał eliminacje Euro 2020, pokonując Portugalię, a na samym turnieju dotarł z nią do ćwierćfinału.

 

Szewczenko ma jednak trzyletni kontrakt z Genuą, który zapewnia mu około 3 mln euro za sezon, a to są dla PZPN finansowe szklane domy (Sousa inkasował 900 tysięcy euro rocznie i był naszym najdroższym selekcjonerem w historii). Genoa jest jednak na ostatnim miejscu w Serie A (na którym zastał ją Ukrainiec i niewiele zdołał dotąd zmienić na lepsze) i nie wiadomo jak potoczą się losy klubu i Szewczenki. Wizja współpracy z Lewandowskim teoretycznie mogłaby być dla niego kusząca, zwłaszcza jak Genoa spadnie do Serie B.  

 

Z Szewczenką łatwiej też byłoby się porozumieć i prezesowi Kuleszy i zawodnikom niż z jakimkolwiek innymi trenerem z zagranicy. To jednak słowiańska dusza, podobna mentalność i język. Kulesza i Szewczenko to ludzie Wschodu, obaj dobrze posługują się językiem rosyjskim. A kwestia komunikacji i bariera językowa są wbrew pozorom dość istotne. Podczas ostatnich spotkań z Sousą, jeszcze przed tym jak zgłosił chęć odejścia, Kulesza rozmawiał z Portugalczykiem w asyście 4-5 osób, aby łatwiej  było się porozumieć. Jednak prezes związku i trener potrzebują często porozmawiać w cztery oczy, bez świadków, pewne sprawy muszą zostać tylko między nimi. Na linii Sousa – Kulesza nie do końca było to możliwe. W przypadku selekcjonera z Polski, czy Szewczenki, takiego problemu by nie było.

 

Kolejnym ważnym kryterium w doborze selekcjonera jest także kwestia akceptacji jego osoby przez zawodników kadry. Kulesza chciałby uniknąć takich sytuacji jak z Jerzym Brzęczkiem, czy Waldemarem Fornalikiem, że nie było chemii między selekcjonerem i czołowymi piłkarzami, zwłaszcza Robertem Lewandowskim (słynne 8 minut milczenia), co negatywnie wpływało na grę drużyny i atmosferę w szatni. Oczywiście Kulesza nie pozwoli sobie, by Lewandowski ustalił kto ma być selekcjonerem, ale jego zdanie (oraz 3-4 najważniejszych piłkarzy), będzie miało spore znaczenie przy ostatecznej decyzji Kuleszy. Raczej nie wchodzi w grę sytuacja, że prezes PZPN narzuci Lewemu i spółce trenera, do którego będą podchodzić nieufnie.

 

Nawałka – strażak idealny?


Z tych wszystkich względów w naturalny sposób największe szanse na powtórną nominację - od początku poszukiwań i aż do teraz - ma Adam Nawałka, który byłby najłatwiejszy do zaakceptowania nie tylko przez piłkarzy, ale także przez kibiców, media, PZPN. Przede wszystkim świetnie zna się i pozostaje w dobrych stosunkach z większością czołowych kadrowiczów. Trzon drużyny ciągle tworzą liderzy jego reprezentacji – Lewandowski, Szczęsny, Glik, Krychowiak, Zieliński. Nie miałby problemów, aby znów szybko znaleźć z nimi wspólny język i w szybkim czasie złożyć zespół na baraże.

 

Poza tym Nawałka znakomicie zna od środka wszystkie tryby pracy w PZPN, kwestie organizacyjne w polskiej kadrze, z dnia na dzień mógłby wejść z powrotem w te same buty. Strażak idealny. Niby nie powinno być żadnej dyskusji i rozważań innych kandydatów, ale…

 

Po analizach i rozmowach jest kilka zastrzeżeń, które sprawiają, że Kulesza nie jest już tak zdecydowanie przekonany do Nawałki jak w grudniu. Pierwsza kwestia zasadnicza – nowe władze PZPN próbują kreować własną politykę i odcinają się od ekipy Bońka, a Nawałka jest jednoznacznie postrzegany jako selekcjoner wymyślony i zatrudniony przez Zibiego. Kulesza wolałby namaścić takiego prawdziwie swojego kandydata, znaleźć autorski przepis na sukces. Stąd też badanie Szewczenki i rozterki, czy nie postawić na Probierza.

 

„Faken” też ma minusy


W przypadku Nawałki trzeba też pamiętać, że ostatni okres jego pracy z kadrą był fatalny. 0:4 z Danią w eliminacjach mistrzostw świata, kompromitująca gra i wyniki Polski podczas rosyjskiego mundialu. Na dokładkę katastrofą zakończyła się też misja Nawałki w Lechu Poznań i od tamtej pory nie podjął pracy. Po rozstaniu z Kolejorzem jest już dość długo na bocznicy. Część mediów i kibiców z irytacją przyjęłaby ponowne zatrudnienie Nawałki w PZPN, choć i tak ze wszystkich polskich kandydatów miałby on chyba największe poparcie i wzbudził najmniej protestów.

 

Przez kilka lat kadrowicze świetnie się czuli z Nawałką. Był dla nich takim pozytywnym wariatem, pracoholikiem, oddanym drużynie, dbającym o każdy szczegół. Często było jak ojciec – zadzwonił, zapytał co u żony, jak rosną dzieciaki. W tej ekipie, mimo pewnych podziałów, był team spirit, można było się uśmiechnąć przy kultowym „zapisz to, faken”. Jeden z byłych kadrowiczów sygnalizuje jednak pewien problem. O ile Lewandowski i większość liderów pozytywnie odnosi się do Nawałki, to jednak nie wszyscy. Z Lecha Nawałka odchodził skłócony z piłkarzami, a dziś niektórzy z nich to reprezentanci.

 

Kamil Glik co prawda zadeklarował chęć ponownej współpracy z Nawałką, ale przed i w trakcie mundialu w Rosji były między nimi zgrzyty. Poza tym, po słabym występie w Rosji, gdzie taktyka Nawałki okazała się niewypałem, wiara zawodników w trenera jest już jednak sporo mniejsza niż np. w 2016 roku.

 

Glik wkrótce kończy reprezentacyjną karierę i trudno wybierać selekcjonera „pod niego”. Zwłaszcza, że w szatni zawsze należał do grupy (wraz z Błaszczykowskim, Piszczkiem i Fabiańskim), która była na lekkiej kontrze do rządzącej w kadrze koalicji: Lewandowski – Szczęsny – Krychowiak – Grosicki - Peszko. Na boisku jednak o tym zapominali i tworzyli prawdziwą drużynę. 

  

Z tych wszystkich względów notowania Nawałki spadły, ale ciągle pozostaje on kandydatem numer 1. Sam Nawałka dotąd nie dał w PZPN jednoznacznej, ostatecznej odpowiedzi co do ponownej pracy z kadrą. W tych dniach ma dojść do kolejnej, tym razem już dłuższej i konkretnej rozmowy Kuleszy z Nawałką, który wcześniej w swoim stylu coś „marudził” o niepewnych czasach covidowych. Przebijały się też informacje, że chciałby podpisać umowę tylko na mecze barażowe i ewentualne przedłużyć umowę na finały w Katarze, w przypadku awansu.

 

Kulesza deklaruje, że szuka selekcjonera nie tylko na baraże, ale docelowo na dłuższy okres – Ligę Narodów i eliminacje Euro 2024. Być może jednak opcja z umową z Nawałką na kilka miesięcy byłaby dobra dla obu stron. Gdyby, odpukać, Polska przegrała baraże i Nawałka odszedł, do maja mogłoby się wyjaśnić, czy od lipca do wzięcia będzie Szewczenko, gdyby Genoa spadła z Serie A, albo Kulesza miałby więcej czasu na znalezienie innego odpowiedniego kandydata. Nawałka też zdaje sobie sprawę, że po blamażach na mundialu w Rosji i w Lechu Poznań, jeśli przegra baraże, to jego pozycja w mediach i u kibiców będzie kiepska i źle by to wróżyło dalszej jego pracy z reprezentacją. Wtedy lepiej byłoby pożegnać się w marcu i poszukać klubu za granicą.   

 

Czesiek jedzie do Rosji


Kto, jeśli nie Nawałka? Na kogo może postawić Kulesza, kogo mogą zaakceptować Lewandowski i spółka? Nasi informatorzy z PZPN i kadry twierdzą, że były prezes Jagiellonii już od dawna nie rozważa większości kandydatów, wymienianych w mediach, a opcją rezerwową – gdyby nie udało się porozumieć z Nawałką – jest Michał Probierz.

 

Na pewno trenerem kadry nie będzie Czesław Michniewicz, który w nieprzyjemnych okolicznościach rozstał się z Kuleszą, gdy został zwolniony z Jagiellonii Białystok. Później szefowi PZPN zdarzało się w gronie znajomych dworować z „polskiego Mourinho”. Przeciwko Michniewiczowi przemawiają też związki z nieformalnym szefem polskiej mafii futbolowej Ryszardem Forbrichem. Te 711 połączeń z „Fryzjerem” będzie się zawsze ciągnąć za Michniewiczem, a trener kadry narodowej to jednak prestiżowa posada i musi być jak żona Cezara.

 

Michniewicz przy okazji poszukiwań selekcjonera może jednak coś ugrać dla siebie. Kilka dni temu w rosyjskich mediach pojawiła się informacja, że to były trener Legii jest głównym kandydatem do przejęcia reprezentacji Polski. Jak powiedział w „Psach” Marek Kondrat, to taka sama prawda jako to, że Franz Maurer miał strzelać do papieża. Natomiast nie jest tajemnicą, że Michniewicz (urodził się na Białorusi i dobrze zna język rosyjski) i jego menedżer Mariusz Piekarski, który ma świetne kontakty w Rosji, szukają dla Polaka kontraktu w klubie rosyjskiej Premier Ligi. Taka, choćby plotka, że Michniewicz jest bardzo poważnym kandydatem na selekcjonera polskiej kadry, na pewno mocno podnosi jego notowania na rynku rosyjskim.

 

Zły timing Skorży


Od lat w kontekście przejęcia kadry pojawia się nazwisko Macieja Skorży, ale zawsze jest mu nie po drodze, jak kiedyś Henrykowi Kasperczakowi. Jak trzeba było wybrać selekcjonera, to obaj byli zawsze zajęci. Teraz też Skorża – choć jest ceniony przez nową ekipę z PZPN - nie odejdzie z Lecha Poznań, z którym miał udaną rundę jesienną. Kolejorz chce za wszelką cenę na 100-lecie klubu zdobyć mistrzostwo Polski i nie puści swojego trenera.

 

Pojawiało się też na medialnej giełdzie nazwisko Jacka Magiery, trenera Śląska Wrocław. Magiera to fachowiec, miły człowiek, ale Kulesza i ludzie w PZPN zdają sobie sprawę, że ciężko byłoby mu pracować z tuzami polskiej piłki. Jan Urban też pozostanie na razie w szatni Górnika Zabrze.

 

Trudno też poważnie traktować kandydaturę Macieja Stolarczyka, który nie ma żadnych znaczących osiągnięć. Może za kilka lat, ale nie teraz. Doszły nas słuchy, że Kulesza chciał już zwolnić Stolarczyka z posady trenera polskiej młodzieżówki, ale rozgromienie Niemców sprawiło, że tego zaniechał i pozycja byłego szkoleniowca Pogoni Szczecin i Wisły Kraków umocniła się.

 

Koniunktura na Papszuna


Gdyby sprawiedliwości miało stać się zadość, teoretycznie kadrę po Sousie powinien przejąć Jerzy Brzęczek, który wprowadził Polskę do finałów Euro 2020, ale został nagle, kilka miesięcy przed turniejem zwolniony i zastąpiony przez Portugalczyka. Pomijając to, że styl gry kadry Brzęczka nie przekonywał, choć wyniki były dobre, to jego nominacja jest nierealna ze względu na zaszłości i fakt, że nie jest kochany przez Lewandowskiego i kilku innych kadrowiczów. Nie ucieszyliby się z tego powrotu i nikt tego kija do mrowiska nie wsadzi.   

 

Z naszych informacji wynika, że był moment, w którym Kulesza chciał zaryzykować, zagrać koniunkturalnie i poważnie rozważał kandydaturę trenera Rakowa Częstochowa Marka Papszuna, ale to już raczej nieaktualne. Papszun to odkrycie ostatnich lat w polskiej ekstraklasie, ma poparcie wielu dziennikarzy, jest lubiany przez kibiców, określany jest nadzieją polskiej piłki. W PZPN zdano sobie jednak sprawę, że jego dokonania dotyczą na razie tylko jednego klubu i są trochę zbyt małe na fotel selekcjonera kadry. To byłby trochę desperacki ruch, jak wstawienie 16-letniego juniora na końcówkę ważnego meczu. I ruch trochę bardziej pod publiczkę. Można też mieć wątpliwości, czy trenerzy z CV Papszuna, Magiery, czy Stolarczyka byliby do końca poważnie traktowani przez gwiazdy kadry.

 

Wydawało się, że Papszun od czerwca zostanie trenerem Legii Warszawa, której właściciel Dariusz Mioduski jest nim oczarowany. Nastąpił jednak zwrot akcji, według najnowszych wieści Papszun odmówił Legii i przedłuży kontrakt z Rakowem Częstochowa, ale po 19 stycznia, a do tego dnia mamy poznać nowego selekcjonera, więc chyba nadal ma nadzieję. Papszun jest w rankingu polskich kandydatów prawdopodobnie wyborem nr 3, ale gdyby Nawałka i Probierz się nie dogadali i nie było odpowiedniego kandydata z zagranicy, to…

 

Probierz – niespełniona nadzieja?


Najwięcej bólu głowy i zagadek jest z Michałem Probierzem. Podobno sam Kulesza nie jest zdecydowany w tej sprawie. Są rozbieżne informacje co do obecnych stosunków Probierza z prezesem PZPN. Jedni twierdzą, że są dobre, inni, że pamiętliwy Kulesza nie może wybaczyć Probierzowi odejścia z Białegostoku.

 

Analizując to historycznie – Probierz powinien być jego pierwszym wyborem. Obaj panowie osiągnęli duże, największe w historii sukcesy z Jagiellonią Białystok – Puchar Polski, Superpuchar, wicemistrzostwo kraju. Probierz został wybrany trenerem roku w Polsce, został okrzyknięty wielką trenerską nadzieją polskiej piłki, wielu – w tym Zbigniew Boniek – widziało go w przeszłości w roli selekcjonera (Zibi nadal na niego stawia). Zdobył też Puchar Polski i Superpuchar z Cracovią, ale choć ostatnio pod Wawelem mu nie szło, trudno go skreślać.

 

Probierz, który właśnie wrócił z urlopu za granicą, w rozmowach z zaprzyjaźnionymi dziennikarzami twierdzi, że rozmów w sprawie pracy w PZPN dotąd nie było. I przymierza się raczej do znalezienia pracy w zagranicznym klubie. Jednak według naszych informacji, notowania Probierza u Kuleszy znów są wysoko i ma on się znaleźć w piątce trenerów, z którymi będzie rozmawiał. I to jako kandydat numer 2. A gdyby nie doszło do porozumienia z Nawałką to może stać się numerem 1.

 

Nawałka czy Probierz? 


Rozmowy Kuleszy z pozostałymi kandydatami, bez względu na to, czy będą to Michniewicz, Papszun, Brzęczek, Skorża, będą raczej dla formalności i dla robienia tłoku (trochę jak z wyborem trenera naszej reprezentacji siatkarzy), dla pokazania, że wielu kandydatów ma szansę. Ranking jest jednak klarowny: nr 1 Nawałka, nr 2 Probierz. Chyba, że udałoby się wykupić z Genui Szewczenkę, ale jak mówił Janusz Gajos, vel Laguna, w „Piłkarskim pokerze” – „od cudów to był już taki jeden, co chodził boso po jeziorze”. Gdyby jednak Kulesza po dłuższych rozmowach z Nawałką i Probierzem uznał, że go nie przekonali (choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że postawi na jednego z nich), to wtedy możemy spodziewać się, że wyciągnie diabełka z pudełka i wówczas byłby to raczej trener z zagranicy. Sytuacja ciągle jest dość dynamiczna.

Robert Zieliński/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie