Rosyjsko-ukraińska wojna pod flagą biało-czerwoną?

Piłka nożna
Rosyjsko-ukraińska wojna pod flagą biało-czerwoną?
Fot. PAP
Andrij Szewczenko to jedna z ukraińskich ikon narodowych. Jeśli Rosjanie napadną na naszych sąsiadów, jego wyjazd do Moskwy może stanąć pod znakiem zapytania

Można wyobrazić sobie sytuację, w której Andrij Szewczenko zostaje selekcjonerem reprezentacji Polski, Rosja najeżdża w otwartej wojnie na Ukrainę, oba kraje nakładają na siebie wzajemny zakaz wjazdu dla obywateli i biało-czerwoni jadą na baraż do Rosji bez trenera. To ryzyko, które prezes PZPN Cezary Kulesza powinien poważnie brać pod uwagę.

Na razie nie wiemy, kto poprowadzi reprezentację Polski i niniejszy tekst nie służy rozwikłaniu tej zagadki. Wiemy jednak, że Szewczenko, w przeszłości znakomity ukraiński piłkarz, a teraz niezdefiniowany jeszcze przez poważne wyzwania szkoleniowiec, jest jednym z głównych kandydatów do objęcia tego stanowiska.

 

Wątpliwości natury piłkarskiej są rozpatrywane przez dziennikarzy na wszystkie stronny, ale są też wątpliwości natury dyplomatycznej, biorąc pod uwagę groźbę inwazji zbrojnej Rosji na Ukrainę. W razie otwartego konfliktu, jeśli nie będzie miał on tak zawoalowanej formy, jak ten w Donbasie w 2014 roku, można spodziewać się wzajemnych sankcji najwyższego stopnia. A wtedy bardzo realnym jest, że obywatele obu krajów najpewniej będą pozbawieni swobodnego przepływu, także z terenu państwa trzeciego.

 

Czy możemy wyobrazić sobie, że Szewczenko zostaje selekcjonerem reprezentacji Polski i Biało-Czerwoni jadą na baraż do Rosji bez trenera? Tak. Choć specjaliści zajmujący się Rosją w ujęciu geopolitycznym, nie są bardzo jednoznaczni w swoich sądach.

 

Przemysław Iwańczyk: Jeśli stosunki rosyjsko-ukraińskie zostaną zerwane, oznacza to, że obywatele tych krajów dostaną wzajemny zakaz wjazdu na swoje terytorium?

 

Dr Agnieszka Bryc, Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu: Pewnie będę zaskakująca w swojej odpowiedzi, ale działania wojenne wcale nie muszą doprowadzić do dramatycznego zakazu przepływu ludzi między tymi krajami. Na czym opieram swoje przypuszczenia? Ludzie przemieszczają się między Ukrainą i Rosją, mimo trwającego od ośmiu lat konfliktu. Żadna ze stron nie zerwała stosunków dyplomatycznych, żadna ze stron nie wycofała również ambasadorów.

 

Decydują o tym bardzo prozaiczne kwestie, jak łączenie rodzin, praca zawodowa, mamy przecież wielu Rosjan pracujących na Ukrainie i jeszcze więcej Ukraińców pracujących w Rosji. Dramatycznej zmiany bym się nie spodziewała, choć teatralne reakcje mogą mieć miejsce. Zaznaczam jednak, że nie wiemy, co wydarzy się do marca, kiedy dojdzie do meczu między Rosją a Polską, ale należy spodziewać się, że sytuacja mocno się zaostrzy, dojdzie do poważnego kryzysu. Na dziś możemy nazwać ją kryzysową, choć można spodziewać się także pewnego wyciszenia.

 

W związku z samym meczem liczyłabym na standardową cechę Rosjan, a państwa autorytarne tak mają, która uwypukla się przy okazji wielkich imprez sportowych. Starcie rosyjsko-polskie, w dodatku rozgrywane w Moskwie, jest wielkim wydarzeniem. Bez względu na okoliczności gospodarze będą chcieli pokazać się z jak najlepszej strony.

 

Jeśli trenerem Polaków rzeczywiście zostanie Ukrainiec, rosyjska dyplomacja będzie ważyć, co jest dla niej lepsze i ważniejsze – czy zatarg ze stroną polską o selekcjonera, czy ocieplony wizerunek Rosji jako państwa przyjaznego imprezom sportowym, także kibicom. Na tym ociepleniu Rosjanom mocno zależy, tym bardziej że ich wizerunek mocno ucierpiał podczas igrzysk w Tokio, w związku z wykluczeniem ich federacji na skutek afery dopingowej i udziału sportowców tego kraju pod neutralną flagą.

 

Gdybym miała stawiać: Rosjanie dla swoich potrzeb wizerunkowo-marketingowych nie będą robić większych trudności reprezentacji Polski i jej selekcjonerowi, ktokolwiek nim zostanie. Zaznaczam jednak, że mogę się mylić, bo to jest polityka rosyjska, która w najmniejszym stopniu zależy od prawa, regulacji. Przecież poza tym, że mecz odbędzie się na Łużnikach, nikt nic nie mówi. Wszystko zależy od sytuacji politycznej, ale i pandemicznej, bo o tym wątku nie możemy zapominać.

 

Wyłączmy z tego dwa wątki i pochylmy się nad nimi. Oczywiście pokusa wywiązania się z roli dobrego gospodarza jest wielka, ale dla dumy Rosjan, którą osiąga się także poprzez sport, rywalizacja z Polską z Ukraińcem w roli selekcjonera, to chyba szczyt mobilizacji?

 

Ale i duże ryzyko dla Rosjan pod względem sportowym. Bo choć u nas z futbolem nie jest najlepiej, to ich reprezentacja także znacząco zniżkuje. Mało kto odważy się wskazać faworyta. Kontekst tego starcia będzie podwójny: sportowy i geopolityczny do kwadratu. Polska odgrywa przecież rolę naczelnego rusofoba wśród krajów europejskich, a jeszcze w sytuacji, w której mógłby na czele jej piłkarskiej reprezentacji stanąć Ukrainiec, mogłoby to zostać rozegrane przez kremlowskie władze i media w kontekście czegoś więcej niż sportu.

 

Gdyby Rosjanie wygrali, ubiorą to z pewnością w ramy zwycięstwa wręcz cywilizacyjnego i słuszności dziejowej. Ten mecz ma więc wielki potencjał niczym rywalizacja hokeistów radzieckich z amerykańskimi z czasów zimnej wojny. Rosjanie wracają do tamtych chwil z uwielbieniem, oglądają wszystkie ekranizacje temu poświęcone. Teraz mamy starcie Rosjan z Zachodem. Baraże z Polską są jak obrona godności narodowej.

 

Rozważmy jednak także kurs na wyciszenie konfliktu, np. poprzez rozmowy z Amerykanami. Jeśli Rosjanie pójdą drogą dyplomacji, nie będzie im na rękę, by wyłuskiwać taką perełkę, jak ukraiński trener polskiej reprezentacji, w sposób propagandowy. Z przyjemnością analityczno-polityczną będę się temu wszystkiemu przyglądać.

Przemysław Iwańczyk, Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie