Polscy i zagraniczni sportowcy „uwięzieni” kontraktami w Rosji stopniowo odzyskują wolność

Piłka nożna
Polscy i zagraniczni sportowcy „uwięzieni” kontraktami w Rosji stopniowo odzyskują wolność
Fot. Cyfrasport
Najbardziej skomplikowana jest sytuacja Macieja Rybusa. Jego żoną od marca 2018 roku jest Rosjanka Lana Baimatowa, mają dwóch synów – Roberta (4 lata) i Adriana (ma rok), którzy urodzili się w Moskwie i posiadają rosyjskie paszporty. Trudno mu w tej sytuacji tak po prostu opuścić Rosję, zwłaszcza, że żona i synowie jako obywatele tego kraju mogliby mieć problemy na Zachodzie.

Wokół boisk w Rosji rozgrywają się ludzkie dramaty, moralne rozterki, walka z hejtem. Dotyczy to polskich i zagranicznych sportowców, którzy jeszcze nie rozwiązali kontraktów z rosyjskimi klubami, albo zrobili to niedawno. Udało się wyjechać Grzegorzowi Krychowiakowi, Malwinie Smarzek, Marcelowi i Mateuszowi Ponitkom, choć ten ostatni musiał stoczyć ostry słowny bój z Marcinem Gortatem.

Ciągle grają w Rosji Sebastian Szymański, Rafał Augustyniak, czy Bartosz Bednorz. Skomplikowana jest sytuacja Macieja Rybusa, który ma żonę Rosjankę i dwójkę dzieci.

 

Zanim ich skrytykujemy, warto pomyśleć, a rozliczenie zacząć od siebie, bo zalatuje to hipokryzją, gdy sami ogrzewamy domy rosyjskim gazem i tankujemy ich ropę, płacąc pośrednio Putinowi.

 

Najwięcej chyba emocji wywołał przedłużający się rozwód kapitana koszykarskiej reprezentacji Polski Mateusza Ponitki z Zenitem Sankt Petersburg. Jego bratu Marcelowi znacznie szybciej udało się odejść z Parmy Perm, miał on jednak krótszy kontrakt od Mateusza. Równie szybko kontrakt z Viktorem Stawropol rozwiązał nasz piłkarz ręczny Mateusz Piechowski.

 

Mateusz Ponitka został ostro skrytykowany po tym, jak zagrał w Moskwie w barwach Zenita przeciwko CSKA. Jednym z najbardziej atakujących był dawny kolega z kadry Marcin Gortat, za którym Ponitka, z wzajemnością, nigdy nie przepadał.

 

Gortat napisał na Twitterze: „Mateusz zawsze był indywidualistą. Zawsze chodził swoimi ścieżkami. Podjął decyzję, jakiej można było się po nim spodziewać… Pomyślał jedynie o sobie. Nie ma tu dla mnie większego szoku ani zdziwienia. Gdzie jest charakter? Ludzkie emocje".

 

Ponitka bał się o rodzinę

 

Wkrótce potem Ponitka przyleciał do Polski. Dużo zamieszania wywołał jednak fakt, że za jakiś czas wrócił do Rosji. Oliwy do ognia dolał komunikat ze strony Zenitu, w którym klub oświadczył, że Polak „był tylko na krótkich wakacjach”. Hejterzy mieli więc używanie, nie znając szczegółów sprawy.

 

Po kilku dniach Ponitce udało się rozwiązać kontrakt z Zenitem, obowiązujący aż do 2024 roku. Tak wyjaśniał sytuację podczas konferencji prasowej:

 

- Od początku wojny byłem zdeterminowany, by rozwiązać kontrakt. Długo to trwało, bo miałem obawy o bezpieczeństwo rodziny, która była ze mną w Rosji. Kwestia zabierania głosu wygląda tam inaczej niż u nas. Ludzie za protesty przeciwko wojnie byli aresztowani. Nawet w Petersburgu aresztowano przecież 80-letnią weterankę wojenną. Uważam, że milcząc, podjąłem najlepszą decyzję, jeśli chodzi o bezpieczeństwo mojej rodziny i swoje.

 

Oburzony Ponitka kontruje Gortata

 

Ponitka nie omieszkał odgryźć się Gortatowi i wbić mu szpilę. – Usłyszałem, że brakuje mi charakteru. Zagrałem 126 meczów w reprezentacji Polski. Chciałem zapytać pana Gortata, gdzie był jego charakter w trakcie Eurobasketu 2013 r., kiedy zabronił nam rozmów z polskimi dziennikarzami? Albo w trakcie mistrzostw 2011 r., kiedy jego ubezpieczenie w NBA było ważniejsze od gry w reprezentacji? Brałem udział w treningach NBA. Wiem, jak wygląda proces researchu i skautingu. Teraz, po tylu latach w NBA, nie dziwię się, że Marcin Gortat ma ksywkę jaką ma, czyli Polski Młot – skwitował Ponitka.

 

Ponitka nawiązał też do tego, że hejterzy grozili jego rodzinie: – Możecie na mnie wylewać to, co wam się podoba. Ale w momencie, kiedy moja rodzina otrzymuje groźby, to jest przegięcie. Jestem Polakiem, dla reprezentacji byłem na każde zawołanie. Zapomnieliście o tym – zakończył kapitan reprezentacji Polski.

 

Rozterki Malwiny Smarzek

 

Spora fala krytyki spadła też na czołową siatkarkę reprezentacji Polski Malwinę Smarzek, która po napaści Rosji na Ukrainę, w trakcie działań wojennych rozgrywała mecze w barwach Lokomotiwu Kaliningrad. Dopiero w poniedziałek 21 marca, w pierwszy dzień wiosny i dzień wagarowicza, Polce udało się wyjechać z Rosji.

 

Losy Malwiny były podobne do Ponitki. Wcześniej, po fali krytyki pod swoim adresem, Smarzek broniła się na Instagramie: „Jest mnóstwo wiadomości, krytyki, jak mogę być dalej w Rosji i grać tutaj. Mogłabym wrócić do domu, ale czy to rozwiąże cokolwiek? Czy granie meczu ligowego stawia mnie z góry po czyjejś stronie?”.

 

Chcieli rozwiązać kontrakt

 

Menedżer zawodniczki Jakub Dolata wyjaśniał w rozmowie z portalem Sport.pl, że Smarzek od początku agresji Rosji na Ukrainę chciała za porozumieniem stron rozstać się z klubem z Kaliningradu, ale ze względów formalnych nie było to takie proste, bo tuż przed wybuchem wojny podpisała z nim trzyletni kontrakt.

 

Rosjanie prosili, by Malwina została w Lokomotiwie jeszcze dwa tygodnie, do 21 marca, a jeśli sytuacja na wojnie miałaby się nie zmienić, byłaby wolną zawodniczką. Dolata podkreślał, że wcześniej nie było żadnych podstaw prawnych do rozwiązania kontraktu i w ocenie prawników można było się spodziewać procesów sądowych i żądań odszkodowania w przypadku jego zerwania.

 

Kibice Lokomotiwu poparli wojnę

 

Wszystko zmieniło się w momencie, gdy do sieci trafiły zdjęcia kibiców Lokomotiwu, którzy podczas meczu 12 marca jawnie poparli agresję Rosji na Ukrainie, prezentując na trybunach wielkie kartony z literą Z, będącą symbolem rosyjskiej inwazji. To już była podstawa prawna do rozwiązania kontraktu i udało się. Smarzek podpisała już nawet nową umowę z Developresem Bella Dolina Rzeszów.

 

Jednak nawet po rozwiązaniu kontraktu w Kaliningradzie i powrocie do Polski, sprawa nie ucichła i nadal towarzyszyły jej złe emocje. A to za sprawą pożegnalnej wypowiedzi Polki, zamieszczonej w formie pisanej na oficjalnej stronie klubu (do tego były zamieszczony krótki filmik z wypowiedzią Smarzek, ale o krótszej i trochę innej treści).

 

Rosjanie manipulują wypowiedziami

 

- Opuszczam klub nie dlatego, że chcę. Myślę, że wszyscy rozumieją, dlaczego tak się stało. Bardzo mi przykro, że tak potoczyła się sytuacja. Chcę jeszcze raz bardzo podziękować. Bardzo polubiłam Rosjan, którzy mnie tutaj otaczali. Dziękuję za wsparcie przez ostatnie osiem miesięcy, jesteście niesamowici. Czułam się tu jak w domu, to był jeden z najlepszych sezonów w moim życiu – miała niby powiedzieć Smarzek.

 

ZOBACZ TAKŻE: Grzegorz Krychowiak mógł trafić do Legii Warszawa. "Doszliśmy do wstępnego porozumienia"

 

Wygląda to na podkręcenie wypowiedzi Polki przez Rosjan i wyrwanie wypowiedzi z kontekstu. Klasyczna manipulacja, z czego putinowska Rosja słynie. Na filmie te kontrowersyjne słowa nie padają. Słowa: „opuszczam klub nie dlatego, że chcę i myślę, że wszyscy rozumieją, dlaczego tak się stało” - ludzie z Lokomotiwu zamieścili w ten sposób, by były zinterpretowane jako zmuszenie Smarzek do wyjazdu przez nieokreślone osoby i naciski.

 

Ostre ataki na Smarzek

 

Polka jednak zapewne miała na myśli, że wyjeżdża nie dlatego, że chce, ale dlatego, że Rosja wywołała wojnę. Gdyby tej wojny nie było, to chciałaby zostać. Trudno jej też było to mówić otwartym tekstem w takim reżimowym kraju jak Rosja. Menedżer Smarzek już zapowiedział, że wkrótce siatkarka sama w Polsce wypowie się na temat okoliczności wyjazdu z Rosji i komunikatu Lokomotiwu.

 

Jeden z dziennikarzy zamieścił na Twitterze wpis: „Ta wypowiedź pachnie skandalem… Bomby i umierające dzieci to mało? Jakub Dolata powiedz, że Rosjanie to zmyślili”.

 

Uważam, że jest zachowanie nie fair - wiązanie kontraktu i wypowiedzi Smarzek z bombami i umierającymi dziećmi. To cios poniżej pasa wobec siatkarki. Trzeba pamiętać o manipulacjach Rosjan, słowach wyrwanych z kontekstu, że to są słowa napisane przez ludzi z Lokomotiwu, a nie oficjalnie wypowiedziane przez Polkę, a także o tym, że Malwina rozwiązywała kontrakt i udzielała wypowiedzi pod dużą presją i cały czas musiała się liczyć z tym, że Rosjanie zablokują jej odejście.

 

Wolno lubić porządnych Rosjan

 

Rozumiem, że w kontekście wojny na Ukrainie niektórych mogą oburzać słowa: „Bardzo polubiłam Rosjan, którzy mnie tutaj otaczali. Dziękuję za wsparcie przez ostatnie osiem miesięcy, jesteście niesamowici”. Ale po pierwsze – nie mamy pewności, czy Smarzek je wypowiedziała. A jeśli nawet wypowiedziała, to nie jest niczym złym mieć pozytywny stosunek do normalnych ludzi w Rosji, którzy nie chcą wojny i są serdeczni.

 

Nie ma tylko złych Rosjan i tylko dobrych Polaków i Ukraińców. Są tysiące osób w Rosji protestujących przeciwko reżimowi Putina i aresztowanych i cała masa innych, którzy zastraszeni boją się protestować, ale są przeciwni wojnie i polityce Kremla. Jest mnóstwo Rosjan i Ukraińców, którzy są ze sobą nadal zaprzyjaźnieni.

 

Ojciec Rosjanin, matka Ukrainka

 

Ba, są rodziny, w których są i Ukraińcy i Rosjanie. Przykładem mający rosyjski paszport piłkarz Zagłębia Lubin Ilia Żygulow, którego ojciec jest Rosjaninem, a matka Ukrainką. Smarzek też ma prawo powiedzieć, że polubiła zwykłych Rosjan i nie należy jej za to potępiać. Zwłaszcza, że działacze Lokomotiwu ewidentnie zmanipulowali jej wypowiedzi.

 

Łatwo jest niektórym z pozycji obserwatora krytykować Ponitkę, Smarzek i innych, którzy nadal w Rosji grają, że nie rzucili od razu po wybuchu wojny wszystkiego w diabły, nie zerwali kontraktów, nie zrezygnowali z pieniędzy, karier i że jeszcze na rosyjskiej ziemi nie potępili w czambuł Putina i jego ludzi. Byłby to oczywiście piękny rycerski akt odwagi i bezinteresowności. Tylko czy rozsądny? I ilu z tych krytykantów byłoby na to stać, by się tak zachować i narazić się na rosyjskie represje?

 

Każdy z nich chce wyjechać z Rosji

 

W rosyjskich klubach ciągle grają polscy piłkarze – choćby Rafał Augustyniak (Ural Jekaterynburg), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, zakażony ostatnio koronawirusem) i powołany do reprezentacji Polski na mecze ze Szkocją i baraż o mundial Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa), czy siatkarz Bartosz Bednorz (Zenit Kazań, sponsorowany przez Gazprom), który nie wypowiada się na temat gry w Rosji i zablokował swoje media społecznościowe. Zenit podobno nie chce się zgodzić na rozwiązanie z nim kontraktu.

 

Jestem jednak przekonany, że każdy z nich – abstrahując jedynie od będącego w mega trudnej i skomplikowanej sytuacji rodzinnej Rybusa – myśli o tym, by na rozsądnych warunkach rozwiązać jak najszybciej kontrakt w Rosji i stamtąd wyjechać.

 

Hipokryzja osób zasilających kasę Putina

 

Osobom, które ich potępiają i krytykują za to, że jeszcze tego nie zrobili, proponuję łyk zimnej wody i przemyślenie sprawy, bowiem ta krytyka jest mocno przesiąknięta hipokryzją. Żądamy od sportowców natychmiastowego zerwania kontraktu, rezygnacji z pieniędzy, a sami ogrzewamy domy gazem z Rosji, tankujemy ich ropę, palimy węglem ze Wschodu, pośrednio, poprzez państwowe spółki, płacąc za to Putinowi i finansując przy tym bezwiednie wojnę na Ukrainie.

 

Jeśli ci krytykujący ostro naszych sportowców w Rosji sami chcą być tacy kryształowi, to niech wyłączą w swoim domu rosyjski gaz, nie tankują ropy i benzyny do samochodów i nie zasilają kasy Putina. Pisząc pół żartem pół serio, to ci nasi sportowcy przynajmniej wywożą pieniądze z Rosji, a my Kremlowi nabijamy kabzę.

 

Nawet Ukraińcy nie są tak radykalni

 

To są bardzo skomplikowane sprawy i trzeba tu bardzo uważnie postępować z ferowaniem wyroków. To nie tylko my, czy inne państwa Unii Europejskiej, importujemy gaz i ropę z Rosji, płacąc za to reżimowi Putina miliardy euro, ale jeszcze większym paradoksem jest, że mimo trwania wojny, sami Ukraińcy pozwalają na to, by rurociągami na terenie ich kraju płynęły z Rosji na Zachód gaz i ropa.

 

W obliczu tej skomplikowanej sytuacji politycznej i gospodarczej, trudno mieszać z błotem Ponitkę, Smarzek, Szymańskiego, czy Bednorza. Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem…

 

Szymański za miliony trafi do Hiszpanii?

 

Póki co, Szymański intensywnie szuka klubu. Problem w tym, że ma kontrakt aż do 2026 roku, jest najbardziej wartościowym piłkarzem Dynama Moskwa i Rosjanie chcą na nim bardzo dobrze zarobić (portal Transfermarkt wycenia go na 13 milionów euro). Nie rozwiążą z nim kontraktu ot tak sobie, ale gdy ktoś zapłaci grube miliony. Hiszpańska gazeta „Mundo Deportivo” napisała, że Szymańskim zainteresowany jest Real Sociedad San Sebastian.

 

Oby Sebastian wylądował w San Sebastian i wydobył się z tego rosyjskiego zesłania. Menedżer Polaka Mariusz Piekarski liczy, że w najbliższych dwóch tygodniach uda się przeprowadzić transfer. Czasu zostało jednak niewiele. FIFA zdecydowała, że zagraniczni piłkarze z ligi rosyjskiej mogą poza okienkiem transferowym zmienić kluby w terminie do 7 kwietnia tego roku na zasadzie wypożyczenia i wówczas do 30 czerwca zawieszone są ich kontrakty w Rosji (co dalej, nie wiadomo, wszystko zależy od sytuacji na Ukrainie).

 

Szymański to wrażliwy człowiek i pokazał w meczu Dynama z FK Chimki jak trudna jest to dla niego sytuacja, jak bardzo ją przeżywa i po której jest stronie, jeśli ktoś miał wątpliwości. Już po inwazji Rosji na Ukrainę, po strzeleniu gola dla Dynama Polak uklęknął, złożył ręce w geście modlitwy i uniósł je ku niebu. Zostawmy tego chłopaka w spokoju, on potępia wojnę i odejdzie z Dynama jak tylko będzie to możliwe. Może jeszcze przed 7 kwietnia.

 

Lewandowski: wspieramy kolegów z ligi rosyjskiej

 

Na temat tego, czy polscy piłkarze grający w Rosji powinni być powoływani do drużyny narodowej, głos zabrał nawet kapitan naszej kadry Robert Lewandowski.

 

- To ciężki temat dla nas. Czasami umów nie da się rozwiązać tak od razu, w parę dni, czy tygodni. Oczywiście chciałoby się rozwiązać umowę z dnia na dzień, ale często bywa tak, że potrzeba czasu. Chłopaki są w ciężkiej sytuacji, mają rodziny w Rosji i moim zdaniem, to jest zbyt świeży temat, żeby decydować pochopnie od razu w lewo albo prawo. Z drugiej strony też może nie być chęci do tych rozmów. My wspieramy tych piłkarzy, a decyzja o kontrakcie jest osobista – powiedział Lewandowski.

 

Rosyjskie związki Rybusa

 

Najbardziej skomplikowana jest sytuacja Macieja Rybusa. Jego żoną od marca 2018 roku jest Rosjanka Lana Baimatowa, mają dwóch synów – Roberta (4 lata) i Adriana (ma rok), którzy urodzili się w Moskwie i posiadają rosyjskie paszporty. Trudno mu w tej sytuacji tak po prostu opuścić Rosję, zwłaszcza, że żona i synowie jako obywatele tego kraju mogliby mieć problemy na Zachodzie.

 

Na pewno Rybus zostanie w Moskwie do końca kontraktu z Lokomotiwem, który wygasa już 30 czerwca tego roku. Co będzie później, to już decyzja Rybusa i jego rodziny, na którą wpływ pewnie będzie też miała sytuacja na Ukrainie i postępowanie Rosji. Rybus był powołany przez Czesława Michniewicza do kadry na mecz ze Szkocją i baraż, ale nie mógł przylecieć ze względu na zakażenie koronawirusem.

 

Rybus musi dbać o rodzinę

 

Menedżer Rybusa Mariusz Piekarski w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” tak oceniał sytuację:

– Maciek ożenił się z Rosjanką, w Moskwie urodziło się dwóch jego synów, chodzą tam do przedszkola, mają rosyjskie paszporty, cała rodzina Lany mieszka w Rosji. Co on ma teraz zrobić? Przyjechać z nimi do Polski, wiedząc, jakie w naszym kraju jest nastawienie do Rosjan? Czy mógłby mieć pewność, że będą bezpieczni, jeśli ktoś usłyszy, w jakim języku mówią? Czy może powinien zostawić najbliższych na Wschodzie i sam wrócić do ojczyzny? Jest mężczyzną, przede wszystkim musi się opiekować najbliższymi, dbać o rodzinę – powiedział Piekarski.

 

Odważna postawa Krychowiaka

 

Trochę łatwiejszą sytuację w Rosji miał Grzegorz Krychowiak, który przez kilka lat grał wspólnie z Rybusem w Lokomotiwie Moskwa, a ostatnio był kapitanem FK Krasnodar. Krychowiak popisał się jednak prawdziwą odwagą i nie bał się narażać w reżimowej Rosji. Zamieścił w swoich mediach społecznościowych wspólne oświadczenie reprezentantów Polski, że w związku z napaścią Rosji na Ukrainę nie zamierzają grać z jej kadrą barażowego meczu o mundial w Katarze.

 

Musiał liczyć się z tym, że zostanie to bardzo źle odebrane w klubie i generalnie w Rosji. Zwłaszcza, że Krychowiak jako kapitan Krasnodaru miał namawiać innych zagranicznych piłkarzy do rozwiązania kontraktów z klubem. Rozwiązać kontraktu się nie udało (obowiązuje do czerwca 2024 roku), ale Polakowi udało się wynegocjować, zgodnie z przepisami FIFA, zawieszenie kontraktu do końca czerwca i bezpłatne wypożyczenie na ten okres do AEK Ateny, w którym w niedzielę niezbyt udanie zadebiutował.

 

W Grecji Polak ma zarobić 400 tysięcy euro za trzy miesiące gry. Co będzie dalej, tego nikt nie wie. Opcją rezerwową dla Krychowiaka była Legia Warszawa, z którą był bliski porozumienia, gdyby nie udało się podpisać kontraktu z AEK Ateny. Straciłby w Legii bardzo dużo finansowo w porównaniu z Krasnodarem, ale był zdeterminowany, aby opuścić Rosję.

 

Z Ukrainy do Legii i Lecha

 

Do Legii trafił za to z Dynama Kijów reprezentant Słowenii Benjamin Verbić. Również podpisał umowę do końca czerwca tego roku, bowiem także w przypadku piłkarzy grających w lidze ukraińskiej FIFA zastosowała podobne zasady o zawieszeniu ich kontraktów z tamtejszymi klubami do końca tego sezonu i możliwością zmiany barw klubowych do 7 kwietnia na zasadzie bezpłatnego wypożyczenia. Verbić zadebiutował w końcówce meczu Legii z Rakowem (1:1).

 

Z tej opcji skorzystał również kolega klubowy Verbicia z Dynama Kijów, nasz reprezentacyjny prawy obrońca Tomasz Kędziora, powołany do kadry przez Czesława Michniewicza. Kędziora wrócił do Lecha Poznań. Do Polski z ligi ukraińskiej wrócił też siatkarz Artur Szalpuk, który przeszedł z Epicentr-Podolany Horodok do Projektu Warszawa.

 

Wyklęty Tymoszczuk

 

Losy Rosjan i Ukraińców od stuleci przenikają się i są bardzo powikłane. Rosjanie mieszkali na Ukrainie i Ukraińcy w Rosji, wspólnie pracowali, także grali w piłkę na zawodowym poziomie. Dziś dochodzi do dramatów nie tylko na obszarze wojny, ale i ludzkich relacji.

 

Szerokim echem odbiła się postawa jednego z najbardziej utytułowanych piłkarzy w historii Ukrainy Anatolija Tymoszczuka, który zagrał w drużynie narodowej aż 144 razy, w tym na mundialu 2006 oraz Euro 2012 i 2016. Z Bayernem Monachium wygrał Ligę Mistrzów, a z Zenitem Sankt Petersburg Puchar UEFA. Był dwa razy piłkarzem roku na Ukrainie, odznaczano go państwowymi medalami za zasługi w sporcie.

 

Dziś Tymoszczuk jest na Ukrainie wyklęty, po tym, jak po wybuchu wojny nie przerwał pracy w roli drugiego trenera rosyjskiego Zenita Sankt Petersburg, nie potępił też napaści Rosji na Ukrainę. Co więcej, Tymoszczuk pokusił się o niefortunną wypowiedź, że… przez sytuację na Ukrainie ma kłopot z przelewami i nie może płacić alimentów.

 

Potępiony przez kolegów

 

Jego dawni koledzy z boiska zareagowali bardzo ostro. - Ten człowiek to teraz po prostu gówno. Jestem bardzo rozczarowany jego zachowaniem. Nie okazał żadnego wsparcia, bo wie, że jeśli to zrobi, to zostanie wydalony z Rosji – powiedział były piłkarz Dynama Kijów i reprezentacji Ukrainy Ołeksandr Alijew.

 

- Nie było narodu bez zdrajców. Każdy wybiera własną ścieżkę. Tymoszczuk wybrał swoją, chociaż jeszcze niedawno wszędzie pokazywał się z ukraińskimi symbolami. Nienawidzę ludzi, którzy pustymi gestami demonstrują swoją wiarę czy patriotyzm – ocenił trener Ołeh Fedorczuk, były reprezentant Ukrainy.

 

- Na sto procent nie jest i już nie będzie legendą ukraińskiej piłki. Wszystko, co osiągnął, zostanie zapomniane - ocenił Rusłan Malinowski, reprezentant Ukrainy, grający w Atalancie Bergamo.

 

Odebrali mu wszystkie tytuły

 

Jeszcze bardziej dosadnie o Tymoszczuku wyraził się Jurij Bereza, dowódca batalionu Dnipro-1 podczas walk w 2014 roku: - To padlina, niepotrzebne ogniwo w ewolucji. On niczego nie reprezentuje. To sprzedawca. Nie ma już dla niego piłkarskiej przyszłości.

 

Komisja Etyki przy federacji piłkarskiej Ukrainy postanowiła unieważnić wszystkie nagrody jakie Tymoszczuk dostał od federacji i państwa, pozbawić go licencji trenerskiej, wykreślić go z rejestru piłkarzy i zabrać wszystkie tytuły zdobyte z klubami i reprezentacją Ukrainy.

 

Rehabilitacja Rakickiego

 

W odwrotnym kierunku poszybowały natomiast w czasie wojny notowania w kraju byłego obrońcy Dynama Kijów i reprezentacji Ukrainy Jarosława Rakickiego. Gdy, po aneksji Krymu i zajęcia Donbasu przez Rosję, Rakicki odszedł z Dynama Kijów do rosyjskiego Zenita Sankt Petersburg, ukraińscy dziennikarze i kibice okrzyknęli go zdrajcą. Przestał dostawać powołania do reprezentacji Ukrainy.

 

Teraz postrzeganie Rakickiego przez rodaków mocno się zmieniło. 32-letni zawodnik zdecydował się na rozwiązanie kontraktu z klubem z Sankt Petersburga, a w mediach społecznościowych napisał: „Zostawcie nas i naszą Ukrainę”. Na Instagramie zamieścił zdjęcie ukraińskiej flagi, pod którą były słowa sprzeciwu wobec wojny.

 

Dramat i spryt Paszyckiego

 

Jak skomplikowana jest sytuacja ukraińskich sportowców w kontekście Rosji, dobitnie pokazuje przykład siatkarza Dmytro Paszyckiego, który w środę zadebiutował w drużynie Trefla Gdańsk. 34-letni ukraiński środkowy po napaści Putina na Ukrainę opuścił swój klub Zenit St. Petersburg i wyjechał z Rosji do Polski. Przechytrzył Rosjan, bo poinformował ich, że chce wziąć krótki urlop, aby wyjechać na Ukrainę, gdzie w trakcie wojny przebywała jego rodzina.

 

Zenit protestował i nie wyrażał zgody na transfer, ale Międzynarodowa Federacja Siatkówki pozwoliła Paszyckiemu grać w Polsce. Dramatyzm i skomplikowana materia całej sytuacji polega na tym, że w sierpniu 2020 roku Paszycki otrzymał obywatelstwo rosyjskie. Zenit wydał oświadczenie, w którym wypominał siatkarzowi, że przyjmując rosyjskie obywatelstwo mówił, że „czuje się bardziej Rosjaninem niż Ukraińcem”.

 

Cóż, nawet jeśli tak mówił, to po tym co rosyjscy agresorzy zrobili a Ukrainie, mógł zmienić zdanie i chcieć uciec z Rosji.

 

Putin skazał ich na banicję

 

Bez względu na to kiedy i w jakich okolicznościach zakończy się rozpętana przez Putina wojna, można śmiało stwierdzić, że bardzo długo niewielu znanych sportowców będzie chciało podpisywać kontrakty z rosyjskimi klubami i występować w meczach i zawodach na terenie obecnego agresora. W tej sytuacji kuriozalnie wygląda, zgłoszona przez Rosję w UEFA, chęć organizowania piłkarskiego Euro 2028 lub 2032.

Nawet do tego czasu rany się nie zabliźnią, nikt poważny nie będzie chciał tam pojechać, by grać o mistrzostwo Europy. Putin skazał swój kraj na długotrwałą sportową banicję. Ta propozycja z organizacją Euro to kpina i prowokacja. Trudno to uznać za tupet, czy nawet bezczelność. To niewiarygodnie bolesny brak szacunku dla ofiar wojny na Ukrainie.

 

Robert Zieliński/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie