Robert Zieliński: Polska ma czołową ofensywę świata? Bez żartów, proszę

Piłka nożna
Robert Zieliński: Polska ma czołową ofensywę świata? Bez żartów, proszę
fot. Cyfrasport
Robert Lewandowski, kapitan reprezentacji Polski.

Mecz z silną Holandią pokazał, ile warta jest ofensywa reprezentacji Polski. Robert Lewandowski nie oddał strzału, a na mundialu nie ma jeszcze gola. Jeśli z naszym atakiem jest słabo, to z defensywą jest tragicznie i Argentyna na mundialu to obnaży, Meksyk pewnie też.

Meczu z Walią na 90 procent nie przegramy, utrzymamy się w dywizji A Ligi Narodów, ale to będzie zamiatanie śmieci pod dywan. W Katarze stare demony mogą powrócić. Możemy się spakować już po pierwszym meczu z Meksykiem, choć Czesław Michniewicz to szczęściarz w ważnych spotkaniach. Jeśli ogra Walię, Meksyk i Arabię, tak jak Szwecję, to nikt nie będzie pamiętał o blamażach z Belgią czy Holandią.

 

ZOBACZ TAKŻE: Nicola Zalewski wspomina zmarłego ojca. Wzruszające słowa

 

Trudno się oprzeć refleksji, że polscy piłkarze przeszli w czwartek obok meczu. To było takie trochę deja vu lat 90-tych i zarzutów, które wówczas często wysuwano wobec reprezentantów Polski. W spotkaniu z Holandią sprawiali wrażenie, że nie przejmują się za bardzo tym występem w kadrze, że klub jest dla nich ważniejszy, bo zarabiają tam ogromne pieniądze. Grali tak, jakby oszczędzali się, unikali walki i eksploatacji organizmu, bo za nimi trudny wrzesień, a przed nimi jeszcze trudniejszy październik, kiedy niektórzy zawodnicy będą grali w klubach ważne mecze co 3-4 dni.

 

Odpuścili Holandię, wygrają z Walią?

 

Mam wrażenie, że teraz na niektóre mniej ważne mecze reprezentacji Polski bardziej spinają się kibice i dziennikarze niż piłkarze. W zasadzie jedynym, który w czwartek wypadł przyzwoicie, miał udane zagrania i próbował rozkręcać grę Biało-Czerwonych, był Piotr Zieliński Popisał się kapitalnym podaniem do Przemysława Frankowskiego, a akcję zakończył katastrofalnym pudłem Arkadiusz Milik. Ale jeśli "Zielek" - któremu w przeszłości często zarzucano, że w meczach kadry znikał na wiele minut - jest najbardziej zaangażowany i widoczny, to też jest w jakimś sensie symptomatyczne.

 

To nie jest tylko polski problem. Liga Narodów jest co prawda traktowana trochę poważniej niż mecze towarzyskie, ale nie przez wszystkich i nie zawsze. Pamiętamy, jak w czerwcu Kevin de Bruyne powiedział, że dla niego takie mecze w Lidze Narodów, po ciężkim sezonie w Premier League, są trochę bez sensu. Został mocno skrytykowany. To, jakie jest podejście piłkarzy milionerów do Ligi Narodów, pokazało już wiele meczów, które zakończyły się sensacyjnymi wynikami. Nie szukając daleko - ostatnio Niemcy przegrali u siebie z Węgrami 0:1, a wcześniej Madziarzy dwa razy ograli Anglię, w tym 4:0 na jej terenie.

 

Mam wrażenie, że kadrowicze Michniewicza do tego dwumeczu w Lidze Narodów podeszli na zasadzie - z Holandią się nie przemęczamy, bo i tak pewnie przegramy, nastawmy się na Walię, to mecz o pozostanie w Lidze Narodów i tam pokażemy trochę walki i dobrej gry. I mam spore przekonanie, że w niedzielę w Cardiff nie przegrają, a nawet pokuszą się o zwycięstwo i pewnie trochę optymizm polskich kibiców powróci, choć za bardzo bym się do tego optymizmu nie przywiązywał.

 

W Katarze mecz otwarcia i dwa o honor?

 

Patrząc tylko na mecz z Holandią (czy to nieszczęsne 1:6 z Belgią), w Katarze możemy się nastawić raczej na powrót koszmarów z poprzednich mundiali i Euro w XXI wieku. Bezradny Lewandowski, który nie dostaje podań i nie oddaje nawet strzału - trochę jak w fatalnym meczu z Słowacją, przegranym na otwarcie Euro 2020 i jak przez cały w zasadzie mundial 2018. Od razu przypominają się z tych imprez bezbarwny Krychowiak, ratujący się faulami i narażony na kartki, kiksujący albo kontuzjowany Szczęsny, rozczarowujący Zieliński, pudłujący Milik.

 

Począwszy od mundialu w Korei w 2002 roku, zwykle mieliśmy przegrany mecz na otwarcie turnieju i frustrację od pierwszego dnia. A w Katarze mecz otwarcia będzie zdecydowanie najważniejszy. Z Meksykiem zagramy najprawdopodobniej o drugie miejsce w grupie, o awans do drugiej rundy. Jeśli przegramy to spotkanie, możemy się w zasadzie pakować.

 

Zwykle dla Polaków był mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor. Tym razem - jeśli, odpukać, przegramy z Meksykiem - nie będzie drugiego meczu o wszystko, tylko dwa mecze o honor, bo ten drugi z Arabią musimy (raczej) wygrać, a na koniec z Argentyną musimy (raczej) przegrać. Chyba, że Argentyna, po ograniu Meksyku i Arabii, odpuści nam mecz, wyjdzie w rezerwowym składzie i będziemy mieli lepszy bilans bramkowy od Meksyku albo Meksyk potknie się z Arabią. To jednak raczej wizje science-fiction.

 

Z Cashem i Recą byłoby lepiej?

 

Jak zauważyła większość obserwatorów, Michniewicz wygrywa, gdy jego kadra gra na czterech obrońców, a gdy piątką (z wahadłowymi), to bywa różnie, zwykle bardzo źle. Czy to przypadek, czy reguła, można się spierać. Gra trójką środkowych obrońców i dwoma wahadłowymi może mieć sens, ale nie z Frankowskim i Zalewskim na bokach, którzy potrafią tylko atakować, a nie za bardzo potrafią bronić. A przede wszystkim nie wtedy, gdy fatalnie są dysponowani w środku obrony Glik z Bednarkiem, Kiwior się dopiero uczy, a defensywni pomocnicy ich nie wspierają.

 

Można w ciemno założyć, że z Mattym Cashem na prawym wahadle i z Arkadiuszem Recą - albo Bartoszem Bereszyńskim - na lewym wyglądałoby to znacznie lepiej, ale czy uratowałoby to nam mecz z Holandią? Śmiem wątpić. Tak samo jak nie uratowałoby nas pewnie to, gdybyśmy byli ustawieni czwórką w obronie. Po prostu tych mankamentów w grze naszej drużyny narodowej było tego dnia - i w innych spotkaniach - zdecydowanie za dużo, zbyt wielu zawodników zawiodło.

 

Docelowo, w kontekście mundialu, na bokach defensywy - czy to w ustawieniu z piątką, czy czwórką obrońców - myślę, że sobie jednak poradzimy, jeśli wyzdrowieją Cash i Reca, który dobrze gra w Serie A i ma spore możliwości. Poza tym momentami Zalewski też wyróżniał się w meczu z Holandią na tle słabych kolegów.

 

Gdzie grają Glik i Bednarek?

 

Prawdziwym problemem jest teraz w reprezentacji Polski środek obrony. Gdy przed meczem z Holandią przeprowadzałem wywiad z byłym selekcjonerem naszej kadry Jerzym Engelem, najbardziej nurtującym mnie pytaniem, które mu zadałem, było właśnie to, czy nie powinniśmy bardzo mocno obawiać się o formę środkowych obrońców. Glik jest już mocno zaawansowany wiekowo, wyeksploatowany zdrowotnie, strasznie wolny i gra w słabym klubie w Serie B. Możemy mówić o jego doświadczeniu, waleczności, ale metryki i braku szybkości nie da się oszukać. Argentyńczycy i Meksykanie mogą to bezlitośnie wykorzystać.

 

Z kolei Bednarek od początku sierpnia nie gra nigdzie, bo w Southampton był rezerwowym, a w Aston Vilii najpierw zatrzymała go żałoba po śmierci Elżbiety II, gdy przełożono kolejkę, a przeciwko swojemu byłemu zespołowi nie mógł grać przez zapisy w umowie wypożyczenia. Zakładam jednak, że Bednarek do listopada się pozbiera i w finałach MŚ będzie naszym mocnym punktem. Natomiast Kiwior jest utalentowany, ale młody i niedoświadczony. Trzeba się liczyć z tym, że może popełniać błędy.

 

Klasyka bezradności obrońców

 

Te obawy, niestety, potwierdziły się w meczu z Holandią, jak w najczarniejszym śnie. Gdy "Pomarańczowi" rozgrywali piłkę, nasi defensorzy stali jak pachołki na boisku treningowym, a rywale wbiegali im za plecy, po szybkich podaniach z klepki przed naszą obronę. Trzech środkowych obrońców to chyba jednak czasami za dużo, bo jeden ogląda się na drugiego, a żaden na czas nie reaguje. Może jednak dwóch byłoby skuteczniejszych niż trzech?

 

Druga bramka dla Holandii to klasyka bezradności i nieudolności naszej trójki środkowych obrońców, wręcz materiał szkoleniowy. Glik, wyprowadzając piłkę, podaje do rywali, idzie z tego kontra. Następnie mało zwrotny teraz Bednarek stoi jak słup i daje się ograć, Glik kładzie rękę na przeciwniku, zamiast go wyprzedzić i próbować wybić piłkę, a na deser w tej akcji - Kiwior zaspał i złamał linię spalonego, pokazując swój brak doświadczenia i brak zgrania naszego bloku defensywnego.

 

W sumie mniej ważne jest, czy gramy trójką, czwórką, czy piątką w obronie. Możemy grać i ośmioma obrońcami, a jeśli wszyscy przy akcjach rywala będą stać tak, jak kołki w płocie, co widzieliśmy momentami w meczu z Holandią, to nic w tym naszym bronieniu się nie poprawi.

 

Skazani na wiekowego Krychowiaka

 

W krytycznych momentach środkowych obrońców czy naszych wahadłowych - zwłaszcza, gdy są to tak ofensywni gracze, jak Frankowski i Zalewski - powinni wspomagać i asekurować defensywni pomocnicy. Ale to z Holandią była tylko teoria i pobożne życzenia. Po kontuzjach Jakuba Modera, Krystiana Bielika i Jacka Góralskiego ta pozycja, która miała być chyba najlepiej obsadzona w polskiej kadrze, jest teraz jedną z najsłabszych i najbardziej problematycznych.

 

Jesteśmy w środku pola skazani na doświadczonego, ale chyba z każdym sezonem już coraz słabszego Grzegorza Krychowiaka, który gra bez entuzjazmu, brakuje mu siły, wytrzymałości, szybkości, przez większość meczu drepcze, nawet wtedy, gdy trzeba przyspieszyć. Wygląda to chwilami, jakby odrabiał pańszczyznę. Nie gra na poziomie ze swoich najlepszych lat.

 

Klich i Linetty grają na alibi

 

Karol Linetty w meczu z Holandią po raz kolejny był nijaki, czyli tak, jak przez niemal całą karierę w kadrze. Zero cojones. Mam wrażenie, że Linetty najlepiej grał w piłkę i był najbardziej wyrazisty, gdy miał 16-17 lat i uchodził za wielki talent. Podobnie bezbarwnie wypadł Mateusz Klich, który chował się gdzieś za rywali. W kadrze to on zwykle gra na alibi i rzadko bierze grę na siebie. Miejsce w składzie Leeds już stracił i lepszy już nie będzie.

 

Z Holandią za kartki nie mógł grać Szymon Żurkowski. Pewnie dostanie szansę z Walią i wydaje się, że to jest bardziej perspektywiczny piłkarz niż Linetty i Klich, bo miał w poprzednim sezonie dobre mecze we włoskim Empoli i nieźle zaprezentował się w czerwcu w kadrze. Problem w tym, że po powrocie do Fiorentiny mało gra w Serie A.

 

Nie taki nasz atak straszny, jak go malują

 

Gdy przeprowadzałem ten wywiad z Engelem, to podkreślał on - niby słusznie, patrząc na grę polskich piłkarzy w klubach - że mamy teraz super ofensywę, jeden z najlepszych ataków świata z Lewandowskim strzelającym gole w Barcelonie i Milikiem zdobywającym bramki dla Juventusu, a za ich plecami jest znakomity ostatnio w Napoli Zieliński i mający wejście smoka w lidze holenderskiej Sebastian Szymański.

 

Problem w tym, że zupełnie nie było tego widać na boisku w meczu z Holandią. "Lewy" nie oddał nawet strzału na bramkę, co chyba zdarzyło mu się po raz pierwszy w historii 133 występów w reprezentacji. Milik znów był nieskuteczny, zmarnował dwustuprocentową sytuację, a Szymański zszedł z boiska nie mając nawet jednego dobrego strzału czy podania otwierającego drogę do bramki.

 

Trener Engel to znakomity fachowiec i słynął z hasła "futbol na tak", dlatego nie może dziwić, że zachęca Polaków do ofensywnej gry i twierdzi, że możemy jednocześnie grać tą czwórką z przodu - Lewandowski, Milik, Zieliński, Szymański. Mam jednak odmienne zdanie, bo przy takim zestawieniu brakuje wtedy nie tylko odpowiedniej liczby zawodników do gry w defensywie, ale i do rozegrania piłki od tyłu w drugiej linii. I wtedy ten niby super kwartet z przodu nie dostaje zbyt dużo podań, nie jest w pełni wykorzystany. Przez dłuższy czas w meczu z Holandią byli we czterech na boisku i niewiele z tego wynikało, poza genialnym podaniem Zielińskiego do Frankowskiego i fatalnym kiksem Milika pod bramką Holandii.

 

Lewandowski rzadko strzela w ważnych meczach

 

Nie chcę być malkontentem i krytykantem, ale patrząc na to na trzeźwo i chłodno, zachwyty w Polsce nad naszymi ofensywnymi graczami są trochę przesadzone i w innych krajach nikt tak nas nie postrzega. Owszem, niestety kolejni trenerzy, od Smudy zaczynając, przez Fornalika, Nawałkę, Brzęczka, Sousę i teraz Michniewicza, nie wykorzystują w pełni - każdy z różnych powodów - potencjału naszych piłkarzy, którzy grają w dobrych lub solidnych klubach, w mocnych ligach.

 

Ale z drugiej strony trochę też przeceniamy te nasze piłkarskie aktywa w ofensywie. Zauważmy, że Lewandowski ostatnio z mocnym Bayernem nie strzelił gola, tylko z Elche albo Cadiz. Zobaczymy, jak będzie w najbliższych tygodniach w ważnych starciach Barcelony z Interem i Realem Madryt. Nie zapominajmy, że z Bayernem też w ostatnim sezonie szybko odpadał z Ligi Mistrzów, z Polską miał nieudane Euro i mundial. Gdy przychodzą bardzo ważne mecze, "Lewy" dość często zawodzi. We wtorek to Memphis Depay, który chciał się zrewanżować za to, że Polak zabrał mu numer 9 i miejsce składzie Barcelony, wypadł lepiej.

 

108 sekund refleksji nad swoją grą w kadrze

 

Zbigniew Boniek podkreślił po meczu z Holandią, że - choć Lewandowski jest "papieżem" polskiej piłki - nie dał drużynie tyle, ile powinien, a jego gestykulacja w stronę kolegów była przesadna. Znów były "semafory" i rozłożone ręce, a to nie pomaga, zwłaszcza gdy samemu nic się nie gra. Zdarza się, niestety, że Lewandowski potrafi być takim mentalnym hamulcowym w reprezentacji. Dość obcesowo traktował Waldemara Fornalika, słynne było osiem sekund milczenia po pytaniu o taktykę drużyny Jerzego Brzęczka, z Bayernu też dochodziły sygnały, że podważał metody Juliana Nagelsmanna. A czasami przydałoby się ze 108 sekund refleksji nad swoją grą i zachowaniem.

 

Paradoks Lewandowskiego jest taki, że mając najwięcej meczów i goli w historii reprezentacji Polski, za 30-50 lat pewnie jego czas w reprezentacji będzie oceniany jako średnio udany i w zasadzie słusznie. Bo niczego nie osiągnął z drużyną ani na Euro, ani na mundialach, a sam często bywał podczas tych wielkich imprez jednym ze słabszych zawodników. Mówmy o tym wprost, bo nikt nie powinien być nietykalny. Nie powinno być tak, że Lewandowskiego nie można skrytykować, bo nastrzelał dużo goli w Bayernie. I życzmy mu, by w Katarze zmienił swoje statystyki z wielkich piłkarskich imprez.

 

Fakty na dziś są takie, że Grzegorz Lato był królem strzelców mistrzostw świata, Andrzej Szarmach wicekrólem (na dodatek on, Deyna i Juskowiak byli królami strzelców igrzysk olimpijskich), strzelali gole na trzech kolejnych mundialach i dwa razy zdobyli na nich medale, Zbigniewa Bońka zapamiętamy dzięki hat-trickowi z Belgią Na Camp Nou i trzeciemu miejscu kadry Piechniczka w MŚ. Lewandowski też ma hat-tricka na Camp Nou, ale... z Victorią Pilzno. Ciągle jest tak, że obrońca Bartosz Bosacki ma dwa gole w finałach MŚ, a Lewy... zero. I po meczu z Holandią niewiele wskazuje na to, by w Katarze miał przeskoczyć Bosackiego. Chyba, że nastrzela z Arabią Saudyjską, choć życzę mu tego z Meksykiem.

 

Czy wy musieliście zagrać te wszystkie mecze?

 

W meczu z Holandią Glik dogonił Kazimierza Deynę w liczbie występów w reprezentacji Polski. Obaj rozegrali po 97 spotkań (Deynie kilka odjęto, bo po latach zostały uznane za nieoficjalne, więc feralny mecz z Argentyną na mundialu 1978 nie był jednak jego setnym w kadrze). Lewandowski dawno już wyprzedził Latę, Lubańskiego, Szarmacha i Bońka w liczbie goli w reprezentacji (ma 76). Tylko z kim i o jaką stawkę było większość tych goli? Szkoda, że obaj nie prześcignęli swoich słynnych poprzedników w liczbie i randze sukcesów, a nawet się do tego nie zbliżyli.

 

Kiedyś jeden z naszych krytyków filmowych napisał takie słynne, symboliczne zdanie, oceniając poziom polskiej kinematografii, gdy wywołał burzę, zwracając się do polskich reżyserów z pytaniem-wyrzutem: czy wy naprawdę musieliście nakręcić te wszystkie filmy? Patrząc na wiele dziesiątek występów w kadrze Lewandowskiego (133 występy), Glika (97), Krychowiaka (92), Grosickiego (86), Zielińskiego (73), Szczęsnego (65), czy Milika (63), nasuwa się podobne pytanie: czy wy naprawdę musieliście zagrać te wszystkie mecze? Jaki jest tego efekt?

 

Milik jednak często się myli

 

Uważam, że zachwyty nad Milikiem i początkiem sezonu w jego wykonaniu są trochę przesadzone i na wyrost. Ocenimy go za pół roku czy w czerwcu 2023 roku. Na razie wywalczył miejsce w składzie Juventusu, ale jest to Juventus słaby jak nigdy w ostatniej dekadzie. 3 gole w 6 meczach to nie jest jeszcze żaden taki wielki wyczyn, aby padać na kolana. Za chwilę może być tak - oby nie - gdy wyleczy kontuzję Federico Chiesa, a Dusan Vlahović i Moise Kean wrócą do formy, że Milik straci miejsce w składzie Starej Damy i wtedy Milik nie będzie już taki wspaniały?

 

W meczu z Holandią stare demony Milika niestety powróciły. Pamiętamy oczywiście bardzo dobre mecze tego napastnika w kadrze, gola z Niemcami, który dał historyczne zwycięstwo nad tym rywalem, ale też pamiętamy wiele meczów, gdy Milik miał ogromne problemy ze skutecznością w kadrze, jego liczne niewykorzystane sytuacje, które sprawiły, że stał się jednym z głównych bohaterów kibicowskich memów. A z Holandią dostał piłkę na patelni i ułożył nogę jak początkujący junior. Piłka skozłowała, a Milik nie nakrył jej z góry stopą, tylko uderzył ją od dołu, niemal łydką. Musiała polecieć nad poprzeczką.

 

Chciałbym się mylić co do Milika, ale nie mam przekonania co do niego, zwłaszcza w podstawowym składzie. Chyba lepiej może to wyglądać z Zielińskim i Szymańskim za plecami Lewandowskiego, jak w meczu ze Szwecją, pod warunkiem oczywiście, że cała drużyna będzie grała dużo lepiej i z dużo większym zaangażowaniem niż z Holandią. W mojej ocenie świetnie grający głową Adam Buksa czy bardzo efektywny w roli jokera Karol Świderski mogą być w kadrze bardziej przydatni niż Milik i Piątek.

 

Zieliński od dłuższego czasu gra dobrze

 

Szymański miał krótką przerwę w grze w Feyenoordzie z powodu drobnego urazu i to trochę było widać w czwartek. Był mniej kreatywny niż zwykle. Wobec tej jego niedawnej kontuzji raczej należało się spodziewać, że to Milik wyjdzie w podstawowym składzie, a Szymański z ławki, ale selekcjoner zdecydował inaczej. Szymański wyglądał na tle Holendrów trochę jak junior w meczu z seniorami.

 

Najlepszy z Holandią był Zieliński. Jedno genialne podanie, znakomity balans ciałem, starał się być pod grą, aktywny w rozegraniu, ale tych błysków też mogłoby być więcej. Natomiast nie podzielam powszechnej opinii na temat gry "Zielka" w kadrze w ostatnich dwóch latach. Wcześniej w reprezentacji rzeczywiście zawodził, ale od dwóch lat jest w niej w większości meczów - choć zdarzają się też nieudane - jednym z najlepszych naszych piłkarzy.

 

Jako jeden z nielicznych nie zawiódł na Euro 2020, bardzo dobrze grał w odbiorze z Hiszpanią, miał znakomitą asystę ze Szwecją. Bardzo dobrze grał w kilku meczach eliminacji MŚ i wcześniej Euro, choćby w trudnym spotkaniu z Albanią na wyjeździe, strzelił arcyważnego gola w barażu ze Szwecją, we wtorek na PGE Narodowym też się wyróżniał. Mam wrażenie, że Zieliński w formie to jest nasza główna nadzieja na dobrą grę Polski w Katarze.

 

Za dużo zawirowań z selekcjonerami

 

Pewnie te wyniki i gra naszej reprezentacji mogłyby być lepsze, gdyby wokół niej nie było w ostatnich latach tyle zawirowań z selekcjonerami. Brakuje stabilizacji. Jerzy Brzęczek został zwolniony przedwcześnie i w nieodpowiednim momencie po wywalczeniu awansu, potem była ucieczka w newralgicznym momencie Paulo Sousy, co zakończyło się jednak szczęśliwie po barażu ze Szwecją. Zatrudnienie kontrowersyjnego Czesława CM711 Michniewicza, mężczyzny z przeszłością, dodatkowo nie poprawia atmosfery wokół kadry. Te ciągłe zmiany trenerów w nieodpowiednich momentach przede wszystkim mocno zaburzyły proces budowania tej drużyny, stworzenia jakościowego teamu, bo przecież potencjał w ofensywie jest jednak duży, tylko go nie wykorzystujemy w pełni.

 

Po Holandii jesteśmy wszyscy zdegustowani. Z pewnością nie jest to jednak aż tak słaba drużyna jak w czwartek na PGE Narodowym, ani nie taka dobra jak to oceniali niektórzy po drugiej połowie barażu o mundial, gdy Szwedzi pękli psychicznie i kondycyjnie. Z Walią pewnie będzie mobilizacja i nie przegramy w Cardiff, utrzymamy się w Lidze Narodów i wróci trochę spokoju. Ale nie może być samouspokojenia, bo ta drużyna jest tak sklecona na słowo honoru, a w obronie wygląda to dramatycznie.

 

Pozostaje wierzyć w szczęście Michniewicza

 

Pewnie dopiero mecz z Chile, tuż przed mundialem, będzie jakąś bardziej wiarygodną wskazówką, czego możemy spodziewać się w Katarze, choć też pewnie nie do końca, bo mecz meczowi nierówny.


Dobry występ Polaków we wrześniu z Holandią nie oznaczałby, że za dwa miesiące na mundialu też zagramy dobrze, tak jak słaba postawa w czwartek nie przesądza, że z Meksykiem zagramy równie źle. Przed piłkarzami bowiem teraz trudny miesiąc gry co 3-4 dni. Kwestia, kto po tym maratonie będzie zdrowy, kogo ominą kontuzje, kto nie będzie "zajechany". Na mundialu nie można już oszczędzać się na boisku, jak z Holandią.

 

Lepiej że Milik teraz nie wykorzystał setki z Holandią, niż miałby to zrobić na mundialu z Meksykiem. Odwrotnie to byłaby tragedia, a tak jest tylko lekka frustracja. No i nie chce się wierzyć, że piłkarz takiego formatu, co Lewandowski, zakończy karierę bez gola w finałach mistrzostw świata...

 

Na koniec słowo pocieszenia, ku pokrzepieniu serc. Michniewicz uchodzi za szczęściarza i specjalistę od ważnych meczów. Wygrał baraż ze Szwecją, jeśli tak samo wygra z Walią i Meksykiem (z Arabią Saudyjską to obowiązek), to nikt nie będzie pamiętał o porażkach w kiepskim stylu z Belgią czy Holandią w Lidze Narodów...

Robert Zieliński/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie