Autorytet i nadzieja na porządek. Perspektywy Fernando Santosa

Piłka nożna

Nie będę wróżył z fusów ani prognozował, co czeka polską piłkarską reprezentację pod wodzą Fernando Santosa. Spekulował, że skoro w taki, czy inny sposób prowadził swoją narodową drużynę – bądź Greków - ten sam wariant zastosuje i u nas. Inni piłkarze, inne filozofie, inne temperamenty, odmienna jakość techniczna oraz taktyczna.

Pewne przyzwyczajenia oczywiście zostają na zawsze, ale dziś nikt nie jest w stanie powiedzieć, jak Polska będzie grać. Czy spodziewamy się skoku jakościowego, czy drużyna grać będzie w podobny sposób, jak w 2022 roku, czy jeszcze wcześniej, gdy drużyną dowodził Jerzy Brzęczek. Wówczas też pojawiały się przecież dąsy i narzekania.

 

ZOBACZ TAKŻE: Antoni Piechniczek o Fernando Santosie: Wszyscy są zadowoleni


Pewne jest jedno – porównywać najbliższych kilkunastu miesięcy do tego, co Biało-Czerwoni oferowali podczas kadencji Czesława Michniewicza, nie ma większego sensu. Zaczynał on bowiem w ekstremalnych warunkach przygotowań do meczu o wszystko – czyli o mundial – ze Szwecją. Potem musiał zabezpieczyć nasze pozostanie w Dywizji A Ligi Narodów, walcząc z trzema uczestnikami turnieju w Katarze m.in. z Holandią i Belgią, także o to, by mieć łagodniejszą drogę przez eliminacje ME 2024. O specyfice i presji mistrzostw świata, nie ma nawet co mówić. Portugalczyk, mimo, że zaczyna z najwyższego "C" w Pradze z Czechami, to jednak - umówmy się – nie zakwalifikować się na EURO, nie wypadałoby nawet trenerowi, który nie miałby jakiegokolwiek międzynarodowego doświadczenia.


Santos początek ma być może łatwiejszy nawet od tego Jerzego Brzęczka, który pierwsze selekcjonerskie kroki postawił przeciw Włochom Bolonii w Lidze Narodów, a wkrótce po tym gościł… Portugalię. Tę samą, na którą w różnych formach "skazani" jesteśmy od kilku lat. Paolo Sousa pozdrawia…


Nowy selekcjoner będzie miał więc czas, żeby wszystkiemu dokładnie się przyjrzeć i rzetelnie się do swej pracy przygotować. Przez pierwsze osiem miesięcy ma zaledwie trzy spotkania o punkty, w tym mecze z Albanią u siebie i z Mołdawią w Kiszyniowie. Ale co równie istotne, jeżeli nawet zacznie wygrywać brzydko – jak Brzęczek czy Michniewicz – nikt nie odważy się otwarcie negować jego sposobu pracy i podważać jego autorytetu. Nie będą mogli tego zrobić także polscy piłkarze. Przecież ich selekcją i bezpośrednim przygotowaniem do meczów będzie kierował poważny, zbliżający się do siedemdziesiątki szkoleniowiec, który wygrał mistrzostwo Europy i zawsze wychodził z grupy na wielkich imprezach. Który na ławce sadzał Cristiano Ronaldo, Rafaela Leao, Joao Felixa czy Andrę Silvę. Nie wypada z kimś takim polemizować, czy podważać jego kompetencje. Santos nie tylko wygląda na człowieka, który potrafi postawić na swoim. On tak na pewno zrobi. Nikt więc nie pozwoli sobie na próby zasugerowania prezesowi federacji, że czas na zmiany i że coś najważniejszym piłkarzom kadry może się nie podobać. Selekcjonera z takim reprezentacyjnym dorobkiem polska piłka jeszcze nie miała. Gwarancji to oczywiście żadnej nie daje. Ale nadzieje na porządek w drużynie już tak.

Bożydar Iwanow/Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie