Julia Szeremeta pokonała Ashleyann Lozadę w ćwierćfinale igrzysk olimpijskich w Paryżu w boksie w kategorii do 57 kilogramów. Tym samym Polka wywalczyła minimum brązowy medal. W ćwierćfinałowym pojedynku od młodej Polki biła niesamowita energia. Weszła do ringu z wielką pewnością siebie i poruszała się z niebywałą szybkością. Szeremeta przyznała, że ten turniej jest dla niej wyjątkowy. - Wiem na co mnie stać, jak ciężko trenowałam przez ten rok i jak się poświęciłam, aby znaleźć się tu, gdzie jestem. Czuję, że mogę wygrać z każdym i to pokazuję. Boks to jest mój świat, wchodzę w liny i świetnie się bawię - powiedziała Szeremeta. Zawodniczka z Chełma z każdą minutą starcia coraz bardziej się rozkręcała. Niesamowity wkład w to miała publiczność, która energicznie reagowała na poczynania i efektowny styl Polki. Opuszczone ręce Szeremety były oznaką wielkiej pewności siebie, z jaką wyszła do pojedynku. - Czułam się pewna, chciałam sprawdzić i ustawić sobie przeciwniczkę. Wiedziałam, że jestem od niej szybsza i mało wygodna. Weszłam i się bawiłam, a to lubię najbardziej - stwierdziła nasza reprezentantka. ZOBACZ TAKŻE: Zabrakło tak niewiele! Olimpijski medal nie dla Elżbiety Wójcik Szeremeta przeszła do historii, zdobywając pierwszy medal olimpijski w boksie dla Polski od 1992 roku i pierwszy ogólnie, jeśli chodzi o starty polskich pięściarek. Podzieliła się swoimi przeżyciami po tym osiągnięciu. - Jeszcze to do mnie nie doszło. Teraz nie będę się tym martwiła, bo nie zatrzymuje się, lecę dalej po złoty krążek - zadeklarowała Szeremeta. Reprezentantka Polski przełamała klątwę olimpijską w boksie w tym samym dniu, w którym Wojciech Bartnik zdobył brązowy medal w tej dyscyplinie na IO w Barcelonie. - Wiem, że z każdym mogę wygrać i idę po to. Piękna historia, że właśnie 4. sierpnia Wojciech Bartnik zdobył medal. Przejmuję pałeczkę dokładnie po 32 latach - skomentowała Polka.