Świetny występ Polaków, a teraz taka zapowiedź przed igrzyskami. Będą medale?
Dyrektor sportowy Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Konrad Niedźwiedzki ocenił zakończone 10 medalami biało-czerwonych mistrzostwa Europy jako start wymarzony. Dodał, że triumfatorzy, czyli Damian Żurek, Kaja Ziomek-Nogal i Władimir Semirunnij to kandydaci do olimpijskiego podium.

Gospodarze zdominowali mistrzostwa Europy, które w miniony weekend po raz pierwszy odbyły się w Polsce. W tomaszowskiej Arenie Lodowej biało-czerwoni zdobyli 10 medali, w tym sześć złotych, i wygrali klasyfikację krajów. Bardzo dobrą formę zaprezentowali na niespełna miesiąc przed rozpoczęciem igrzysk w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo.
ZOBACZ TAKŻE: Polacy zdominowali mistrzostwa Europy. "Nie spodziewałam się aż tylu medali"
W ocenie Niedźwiedzki to były wymarzone starty polskich panczenistów i – jak mówił – nie umniejsza tego fakt, że nie wszystkie reprezentacje, w tym m.in. Holendia, przyjechały do Tomaszowa Maz. w najsilniejszych składach.
- Ten wynik ciężko będzie powtórzyć w przyszłości. Nie spodziewaliśmy aż tak dużego dorobku, ale cieszymy się z tego w kontekście zbliżających się igrzysk. Widać, że nasi zawodnicy, przy większych niż zwykle oczekiwaniach, bo przed własną publicznością, poradzili sobie z presją, są dobrze przygotowani i realizują wszystkie założenia treningowe. Na cały obecny sezon patrzę przez okulary igrzysk olimpijskich i osiągnięte w Tomaszowie Maz. wyniki pozwalają spoglądać na Mediolan ze spokojem i optymizmem – powiedział dyrektor sportowy PZŁS.
Zaznaczył przy tym, że mistrzostwa Europy dla reprezentantów kraju były kolejnym etapem przygotowań do startu w Mediolanie i jednym z ostatnich, obok zawodów Pucharu Świata w Inzell (23-25 stycznia), sprawdzianem formy przed igrzyskami, które rozpoczną się 6 lutego.
- Być może przy pełnej obsadzie w niektórych konkurencjach kolory naszych medali byłyby inne, ale przede wszystkim patrzyliśmy na styl i poziom indywidualny przejazdów zawodników. Te zawody były wyznacznikiem tego, że forma i przygotowania są zgodne z planem i oby tak było do samych igrzysk – podkreślił.
Dobre występy Polaków w Arenie Lodowej rozbudziły nadzieje na olimpijski medal, wywalczony w panczenach ostatni raz w Soczi w 2014 roku. Niedźwiedzki nie zamierza jednak studzić optymistycznych nastrojów. Jak przekonywał, związek w ostatnich latach sukcesywnie odbudowywał pozycję łyżwiarstwa szybkiego w światowej hierarchii i nadszedł czas, w którym Polacy znów realnie liczą się w walce o najwyższe laury.
- W Mediolanie chcemy postawić kropkę nad i w postaci medalu. Rozmawiałem z zawodnikami i mówiłem im, że czas, żeby patrzeć na resztę świata już powoli mija, bo to my zaczynamy być obserwowani, zaczynamy dyktować warunki, zdobywać medale. Chciałbym, żeby przede wszystkim w głowach zawodników była pewność, że to, co robimy, jest właściwe albo i najlepsze na świecie. Żeby mieli wiarę i żeby po prostu realizowali to, co zakładają z trenerami, bo jak widać, to działa – przekonywał sportowy szef federacji.
Przyznał, że wśród głównych kandydatów do wywalczenia olimpijskiego medalu w Mediolanie widzi przede wszystkim zdobywców tytułów mistrzów Europy w konkurencjach indywidualnych. To Żurek, który zwyciężył na 500 i 1000 m, najlepsza na 500 m Ziomek-Nogal oraz triumfator na 5000 m Semirunnij.
- Stawiałem na medale Damiana, Kai i Władimira. Myślę, że to są nasi najmocniejsi kandydaci, ale widać też, że niespodziankę może zrobić Andżelika Wójcik czy Marek Kania – dodał.
Niedźwiedzki poinformował, że kolejnym etapem przygotowań kadry do igrzysk będzie zgrupowanie w Inzell, które rozpocznie się w środę. Grupa wieloboistów do Mediolanu pojedzie 30 stycznia, a sprinterów 2 lutego.
Przejdź na Polsatsport.pl
