Dlaczego Korzeniowski, Małysz i Kowalczyk byli wybitni

Inne

Przez ręce kolejnego gościa Przemysława Iwańczyka w cyklu Polsat Sport Talk Extra przeszli najwybitniejsi polscy sportowcy – od Roberta Korzeniowskiego przez Adama Małysza, Justynę Kowalczyk, Marka Galińskiego, piłkarzy Wisły Kraków i Legii Warszawa aż do współczesnych pływaków, którzy chcą wycisnąć ze swojego ciała jak najwięcej w najbardziej optymalny sposób.

Dwóch mężczyzn w czerwonych koszulkach i granatowych spodenkach biegnie po zielonej murawie boiska.
fot. PAP
Ryszard Szul i Maciej Żurawski.

Ryszard Szul, jeden z najbardziej uznanych fizjologów w historii polskiego sportu, wspomina w rozmowie Polsat Sport Talk Extra, które organizmy były fenomenem na miarę świata, na czym polegała ta współpraca, co pociągało go w sporcie, choć od wielu lat prowadzi własny biznes. – Robert Korzeniowski Justyna Kowalczyk to jedne z najwybitniejszych postaci polskiego sportu. I jeden z najbardziej fenomenalnych organizmów, jakie w życiu widziałem – mówi Szul. - Mieli podobne parametry wydolnościowe, czyli pułap tlenowy VO2max. Druga rzecz, którą mieli podobną, to była rezerwa tętna, czyli różnica między tętnem spoczynkowym a tętnem maksymalnym.

 

W przypadku Szula to wiele dekad doświadczeń, wyciągania wniosków, włączania w proces treningowy nowych technologii. Na przełomie wieków nasz gość wyprzedził epokę opierając trening na pomiarach tętna, mleczanu, ustalając wartości progowe. Zwłaszcza w piłce nożnej, gdzie główny trener samodzielnie zajmował się całą drużyną i wszystkimi procesami. – Mój kolega Adam Nawałka został pierwszym trenerem Wisły i zaprosił mnie do współpracy, otworzył mi drzwi do świata futbolu. Wcześniej piłkarze byli testowani, ale w sposób zupełnie nieadekwatny do tego, co się działo na boisku. Jak można było sprawdzić parametry danego gracza na cykloergometrze, skoro po boisku się biega, a nie jeździ rowerem. Ponieważ współpracowałem w zespole Adama Małysza z fizjologiem prof. Jerzym Żołądziem, wykorzystałem jego test w treningu piłkarskim – opowiada Szul o swoim wejściu do świata piłki.

 

Ale wcześniej był jednym z członków szerokiego sztabu Małysza obok właśnie prof. Żołądzia, prof. Jana Blecharza i oczywiście Apoloniusza Tajnera. Jakie były początki? – Kiedy zacząłem pracować w tym zespole metodyczno-szkoleniowym, chciałem rozpoznać dyscyplinę. Wyszedłem w Zakopanem na samą górę skoczni, spojrzałem w dół, stromo niesamowicie, zimno, więc zeszliśmy do kontenera. Chłopcy, żeby nie mieć dużej wagi, zdejmowali ubrania, pod spodem mieli tylko pod koszulek i kombinezon. Wiadomo, że zimny mięsień zimny jest mięśniem wolnym, mało dynamicznym, więc dałem Adamowi Małyszowi swoją kolarską bieliznę, ocieplającą. Adaś to założył, później skakał w tym cały czas. Mówię o tym w kategorii anegdoty, ale dopiero wtedy zobaczyłem, z jakim stresem i wydatkiem energetycznym wiąże się skakanie. Założyłem kiedy Łukaszowi Kruczkowi nadajnik pracy serca. Okazuje się, że tylko siedząc na belce miał tętno 150. Próbował głęboko oddychać, uspokoić tętno, ale kiedy włączało się światło zielone, w ciągu 7-8 sekund tętno wzrastało do 170 uderzeń i jeszcze wyżej do 180.

 

 

 

 

Nasz gość opowiada również o tym, co zabija młodych ludzi w sporcie. Że jest to wczesna specjalizacja zamiast stosowania wszechstronnych bodźców. – Dziecko powinno ruszać się jak najwięcej. Nawet pięć godzin dziennie, w wysiłku bardzo wszechstronnym. W wysiłku, który uczy układ nerwowy dziecka nowych czynności, nowych ruchów – opowiada Szul.

Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie