"Pewny siebie i ma wyniki". Mówi wprost, że to jedyna szansa na olimpijskie złoto

Dariusz OstafińskiZimowe

Znamy kadrę Polski na igrzyska w Mediolanie. Do Włoch jedzie 60 zawodników i zawodniczek. Szans medalowych wiele jednak nie mamy. – Można je policzyć na palcach jednej ręki – mówi nasz ekspert Andrzej Person. – A naszą największą nadzieją jest Władek Semirunnij. Pewny siebie, sympatyczny. Jakby nie to, że dostał obywatelstwo, to o złocie na igrzyskach moglibyśmy pomarzyć – dodaje Person.

Łyżwiarz szybki w biało-czerwonym stroju trzymający gogle przed twarzą.
fot. PAP
Władimir Semirunnij

26 sierpnia 2025 Rosjanin Vladimir Semirunnij dostał polskie obywatelstwo i teraz w ocenie Andrzeja Persona jest polską nadzieją na igrzyska w Mediolanie. – Nawet na złoty – przekonuje ekspert Polsatu Sport.

 

Wyprowadzi Holendrów z równowagi

 

Semirunnij wystartuje w łyżwiarstwie szybkim na dystansie 1500 i 10000 metrów. – I zwłaszcza na tym drugim dystansie może błysnąć – uważa Person, opisując zawodnika jako pewnego siebie i sympatycznego. – Miałem okazję poznać go w studio Polsatu. To było w okresie świątecznym, więc zażartowałem i spytałem, czy już widział "Kevina samego w domu". Nie widział, więc zwróciłem mu uwagę, że ma obowiązek to zrobić. A na poważnie to Władek jest materiałem na kogoś, kto może wyprowadzić z równowagi Holendrów. Tak, jak to zrobił Zbigniew Bródka w Soczi – przypomina Person.

 

- Wtedy Holendrzy byli tak oburzeni, tym, że Polak zagrał im na nosie, że szukali sposobu, żeby go wyrzucić, chociaż z tego najwyższego miejsca na podium. Nie udało się, a teraz historia może się powtórzyć. Raz jeszcze powiem, że jak ktoś ma zdobyć złoto dla Polski na igrzyskach, to najpewniej będzie to Władek Semirunnij. Oczywiście niczego nie można być pewnym. Trzeba mieć z tyłu głowy historię Elwiry Seroczyńskiej, która w biegu na 1500 metrów w łyżwiarstwie szybkim jechała po złoto w Squaw Valley w 1960 roku, ale przewróciła się na ostatniej prostej i zdobyła tylko srebro – przypomina Person.

 

Trzy szanse równa się jeden medal

 

Wypada jednak mieć nadzieję, że pech nie dotknie naszego łyżwiarza i ten zagra na nosie Holendrom, a nam da trochę radości. Bo tej za dużo możemy nie mieć. – W sumie widzę najwyżej cztery szanse. Świętej pamięci Stefan Paszczyk mawiał, że z trzech szans wychodzi jeden medal, a ja po cichu liczę, że z tych czterech wyjdą dwa – analizuje nasz ekspert.

 

Medalową szansą numer 2 według Persona jest Aleksandra Król-Walas. Porównuje on naszą snowboardzistkę do Jagny Marczułajtis, która też swego czasu pojechała na igrzyska po medal. – I przegrała ten medal o setną sekundy. Król-Walas jest doświadczona, zdobywa medale w Pucharze Świata, więc jest szansa, że jej historia zakończy się inaczej, lepiej – ocenia Person.

 

Kanadyjczyk plus Maliszewska, to szansa na medal

 

Trzecia szansa według Persona to sztafeta mieszana w short-tracku, w której skład wchodzi pochodzący z Kanady Felix Pigeon. – W składzie tej sztafety jest też Natalia Maliszewska, która dobrze spisała się na poprzednich igrzyskach w Pekinie, więc to daje jakąś nadzieję i pozwala mówić o medalowej szansie.

 

I tak dochodzimy do czwartej i ostatniej szansy według Persona. – W zasadzie to dwie szanse w jednym, bo według mnie w Mediolanie odpali jeszcze ktoś z dwójki: Kaja Ziomek-Nogal, Damian Żurek. To nasi łyżwiarscy sprinterzy, którzy w odróżnieniu od Władka specjalizują się w krótkich dystansach. Zdobyli medal w Pucharze Świata, więc tu też możemy po cichu na coś liczyć – komentuje Person.

 

Tłuste lata dzięki skoczkom. Teraz liczymy na łyżwiarzy

 

Ta cała wyliczanka pokazuje, że jest szansa na to, żeby przebić Pekin, gdzie był tylko brązowy medal Dawida Kubackiego, ale nie ma opcji, by nawiązać do wyników z Vancouver czy Soczi (po 6 medali, w tym 1 i 4 złote). – Zima nigdy nie była dla nas łaskawa – opowiada Person. - Pierwszy medal dla Polski zdobył Władysław Gąsienica Groń w 1956 roku w Cortina d’Ampezzo. To był brąz. Cztery lata później, w Squaw Valley, były już dwa medale, ale to wtedy wypadek miała Seroczyńska. Potem dwanaście lat czekaliśmy na kolejny medal. I to była wielka sensacja, bo Wojtek Fortuna skoczył po złoto. Igrzyska odbywały się w Japonii, więc człowiek obudził się rano i takie wieści.

 

- Lepiej zaczęło nam się wieść od 2002, czyli Salt Like City, gdzie zaczęła się era polskich skoków, Adama Małysza i jego następców. To właśnie skoczkowie oraz wspomniany Bródka i Justyna Kowalczyk podnieśli poziom naszych oczekiwań swoimi wynikami. Skoki chwilowo jednak się nam skończyły i teraz mamy łyżwiarzy i przybyszów z zagranicy, którzy mają nam pomóc. Swoją drogą, to źle, że nie możemy za bardzo liczyć na polską myśl szkoleniową. Inna sprawa, że liczę na fajne, ciekawe igrzyska, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie. Panie -  łyżwiarstwo figurowe, Amerykanie - zjazd mężczyzn, który jest taką zimową F1, a my na pewno możemy się cieszyć z tego, że impreza we Włoszech, bo poprzednie igrzyska trzeba było oglądać w nieludzkich godzinach – kończy Person.

Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie