Zbigniew Boniek reaguje na gigantyczną kasę w Ekstraklasie! "Nowa era"
- Miejmy nadzieję, że Ekstraklasą wchodzimy w nową erę, jeśli chodzi o rynek transferowy, wydatki na nim poczynione. Za tym pójdzie w górę także poziom i siła drużyn. Postęp jest potrzebny, żebyśmy się we wtorki, środy i czwartki emocjonowali także postawą naszych drużyn w najbardziej elitarnych rozrywkach, a nie tylko popisami indywidualnymi dwóch-trzech piłkarzy – powiedział nam Zbigniew Boniek.

Michał Białoński, Polsat Sport: Wznawia rozgrywki najciekawsza liga świata, jaką jawi się w tym sezonie Ekstraklasa, w której różnica między liderem a ostatnim zespołem wynosi jedynie 11 punktów. Co więcej, jedyną drużyną, która zdołała wygrać cztery mecze z ostatnich pięciu jest 14. w tabeli Piast Gliwice. Liderująca Wisła Płock ma passę pięciu remisów z rzędu, bez zwycięstwa. Co więcej, drugi Górnik i trzecia Jagiellonia uciułały po jednej wygranej w ostatnich pięciu kolejkach. Filozofom się takie rzeczy nie śniły! Stęsknił się pan?
Zbigniew Boniek: Oczywiście! Ten dystans 11 punktów między pierwszym a ostatnim jest bardzo fajny, bo pokazuje, jakie mogą być emocje na wiosnę w polskiej lidze, która tak bardzo się nam podoba i którą uważnie obserwujemy. Z drugiej strony, to pokazuje słabość, zwłaszcza liderów, największych marek, które nie potrafią odskoczyć reszcie stawki.
Ja mówię tak: o dobrym peletonie kolarskim decydują liderzy. Tak samo o dobrej, silnej lidze decydują najmocniejsze zespoły. W teorii wiemy, kto w Polsce jest najsilniejszy: Legia, Jagiellonia, Lech, Raków i Widzew. W praktyce widzimy jednak, że liga jest spłaszczona, a lider w ostatnich pięciu meczach nie był w stanie wygrać ani razu.
ZOBACZ TAKŻE: Boniek skontrował Lewandowskiego! „Muszę się nie zgodzić. Co innego mówią, a co innego robią”
Miejmy nadzieję, że wchodzimy w nową erę, jeśli chodzi o rynek transferowy, wydatki na nim poczynione. Za tym pójdzie w górę także poziom i siła tych drużyn przewodzących. A ten postęp nam jest potrzebny, żebyśmy się we wtorki, środy i czwartki emocjonowali także postawą naszych drużyn w najbardziej elitarnych rozrywkach, jak Liga Mistrzów i Liga Europy, a nie tylko popisami indywidualnymi dwóch-trzech piłkarzy, którzy błyszczą w najmocniejszych klubach Europy.
Jak postrzega pan powrót synów marnotrawnych do Ekstraklasy? Mam na myśli przejście Pawła Bochniewicza z Heerenveen, Karola Angielskiego – z Larnaki do Pogoni Szczecin, Pawła Dawidowicza – do Rakowa, Dominika Sarapaty – do Wisły Płock z Kopenhagi, Bartłomieja Drągowskiego – z Panathinaikosu do Widzewa.
Ja zawsze mówiłem, że polscy piłkarze szybko wyjeżdżają z kraju, bo piłką rządzi pieniądz i chcą zarabiać jak najwięcej. Na szczęście środowisko piłkarzy dostrzegło, że polska liga zaczyna być konkurencyjna w stosunku do lig, w których grają. Na dodatek w naszej lidze mają pewniejsze miejsce w podstawowym składzie. W związku z tym następuje powrót.
Ja bym nie powiedział jednak, że to są synowie marnotrawni. Po prostu, są to zawodnicy w sile wieku, jeszcze dobrzy, którzy doszli do słusznego wniosku, że w Polsce można zarobić te same pieniądze, co za granicą. Na dodatek nasz kraj jest przyjemny, miły, sympatyczny, rozwijający się. Ponadto u nas mają pewniejsze miejsce w składzie niż za granicą, w związku z tym, jak ten trend będzie się utrzymywał, to dojdziemy do wniosku, iż niektórym piłkarzom nie będzie się chciało wyjeżdżać.
Ale z drugiej strony, żeby polski piłkarz został doceniony i mógł zarabiać dużo, to wyjazd na Zachód jest prawie nieunikniony. Dopiero po powrocie może zarabiać wyższe stawki. Na ogół zbyt często wolimy opłacać przeciętnych obcokrajowców niż patrzyć na nasz polski rynek piłkarski.
Smutne wnioski.
Podam nawet przykład. Ostatnio czytam, że Legia jest zainteresowana Rafałem Adamskim z Pogoni Grodzisk Mazowiecki. To dobry, wysoki piłkarz, strzela bramki. Grą i zachowaniem na boisku przypomina trochę Edina Dżeko, ale ja mówię tak: skauting Legii zaopiniował wielu piłkarzy, klub wydał pięć milionów na napastników, a nie wiedział, że 20 km od Warszawy jest piłkarz, który ma podobne charakterystyki i prawie nic nie kosztuje!
Czyli cudze chwalicie, a swego nie znacie. Przyjęło się, że zimą nie ma wielkich transferów, bo lepszą porą na zbrojenia jest lato. Tymczasem Widzew rozbił bank, wydając ponad 11 mln euro! Oprócz Drągowskiego sprowadził m.in. znanego z ligi francuskiej i belgijskiej Osmana Bukariego, który ma na koncie występy w reprezentacji Ghany…
Przerwę panu i podsumuję to tak: Widzew zrobił najpoważniejsze zakupy w Polsce…
Ale pozyskany przez Pogoń Attila Szalai to też duże nazwisko w europejskiej piłce.
W zeszłym roku Pogoń sprowadziła jeszcze słynniejszego Benjamina Mendy’ego i korzyści z tego na razie nie ma żadnych. Każdy kupuje to, na co go stać. Widzew od pół roku miał potrzebę, by wzmocnić się w osi centralnej boiska: bramkarz, środkowy obrońca, środkowy pomocnik i napastnik. Większość tych braków udało im się uzupełnić. Czy to są Polacy, czy zagraniczni zawodnicy, to nie ma żadnego znaczenia. Przy budowie mocnej drużyny nie patrzy się na paszport. Natomiast fakt, że na pozycje bramkarza i środkowego obrońcy przyszło dwóch Polaków, którzy są kadrowiczami, jest bardzo dobrym zjawiskiem.
Pozyskanie Przemysława Wiśniewskiego przez widzewiaków to faktycznie duży sukces.
Sam jestem ciekaw, jak się potoczy początek rundy wiosennej dla łodzian.
Spodziewa się pan, że Legia z Papszunem ruszy z kopyta, a Raków bez tego trenera wyhamuje? Łukasz Tomczyk, który trafił do Częstochowy z Polonii Bytom, ma niewątpliwie trenerski talent, ale on dopiero zmierza tam, skąd wraca Marek Papszun.
Trudno mi na to pytanie odpowiedzieć. Czytam we Włoszech newsy, że Torino chce kupić Steve’a Kapuadiego. Gdyby ten obrońca opuścił Warszawę, to Legię nie czekałoby łatwe zadanie. Można powiedzieć, że są drużyny, które kupiły piłkarzy, a Legia kupiła trenera. Ekstraklasa wkrótce nam odpowie, co się bardziej opłaca – kupować piłkarzy, czy dobrego trenera. Bo Legia nie zrobiła prawie żadnych transferów.
Sprowadziła z Rumunii bramkarza Otto Hindricha, poza tym uzupełniła skład piłkarzami z rezerw – Kovacikiem i Leszczyńskim. Pan zawsze się temu dziwił, ale czy to faktycznie nie jest nienaturalne, że mija miesiąc nowego roku, a Lech, Jagiellonia, Piast i GKS Katowice mają jeszcze po zaległym meczu?
Ja uważam, że skoro przekładamy jakiś mecz ze względu na eliminacje do europejskich pucharów, to musi być jasny plan, kiedy zaległości zostaną odrobione. To ma znaczenie szczególne przy tak wyrównanej stawce jak w tym roku, gdy trzy punkty zdecydują, czy będziesz mistrzem Polski czy nie. Tym bardziej, że drużyny z jesieni, a te po przerwie zimowej, to są dwie różne rzeczywistości.
Pan rozumie narzekania na mróz i zaśnieżone murawy? Piłkarze w Lidze Mistrzów grali ostatnio na ostrych mrozach i mało kto narzekał. Widziałem ostatnio, jak Szachtar Donieck naświetla murawę stadionu Wisły Kraków, dzięki czemu ona wygląda niczym latem. Tymczasem w Ekstraklasie niektórzy przebąkują o przekładaniu meczów.
My jesteśmy mistrzami w narzekaniu i wymyślaniu dziwnych wymówek. Jeżeli nie ma tragedii ze śnieżycami, to trzeba grać. Podczas mrozu również można to robić. Piłkarzom na murawie nie jest zimno już po dwóch minutach rozgrzewki. Problem większy jest tylko dla kibiców, ale oni mogą się wyposażyć w termiczną odzież czy herbatkę z korektą.
Dzisiaj się zastanawiam, co takiego by się stało, gdyby nasze kluby latem nie przełożyły tych meczów. Walczyły o Europę, ale miały w nogach zaledwie trzy-cztery spotkania. Mam retoryczne pytanie: czy gdyby nie przełożono tych meczów, to nie zakwalifikowalibyśmy się do Ligi Konferencji? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, ale wydaje mi się, że rozegranie meczów w pierwotnym terminie nie byłoby żadną przeszkodą.
Ale my lubimy omijać przepisy i reguły. Jak mamy jakąś przeszkodę, to wolimy ją obejść niż przeskoczyć.
Pierwsza tegoroczna kolejka oferuje nam dwa hity: Widzew – Jagiellonia i Wisła Płock – Raków. Jakie są pana prognozy?
Już przebieram nogami, by obejrzeć te mecze, zwłaszcza starcie Widzewa w sobotę o godz. 17:30. Ten mecz może dać kopa Widzewowi, albo Jagiellonii. Wynik tego meczu będzie szalenie ważny. Dobry bodziec może nakręcić pozytywnie szatnię. Teoretycznie Widzew ma mocny skład, ale od teorii do praktyki jest czasem bardzo daleko. Real jest lepszy od Benfiki, a widzieliśmy w środę, co się działo w Lizbonie.
Starcia Wisły Płock z Rakowem też jestem ciekawy, bo w Częstochowie jest nowy trener, nowa rzeczywistość. Interesuje mnie bardzo również niedzielny mecz Legii z Koroną. Do tej pory w Polsce mówiło się o rynku transferowym i o Papszunie. Prawdę powiedziawszy, inne drużyny prawie nie istniały w doniesieniach medialnych. Zobaczymy, jak wyjdzie w praniu początek pracy pana Marka w Legii.
Rozumie pan taktykę pana Jakubasa w Motorze, który jako jedyny nie pozyskał żadnego piłkarza?
Wydaje mi się, że możliwości finansowe pana Jakubasa są chyba największe spośród wszystkich polskich właścicieli, albo jedne z największych. Natomiast jego strategia prowadzenia klubu jest zupełnie inna. Ciężko mi z nią polemizować. Z panem Jakubasem przez ostatnie pół roku nie zamieniłem nawet słowa, w związku z tym trudno mi się do tego odnieść.
Ale często nasze kluby czekają na zamknięcie okresu transferowego w najmocniejszych ligach, by później przejąć piłkarzy, którzy nie znaleźli tam miejsca?
To ciekawa uwaga, być może tak jest. Ale umówmy się co do jednej rzeczy: jak w Polsce ruszy liga i zaczniesz do niej wrzucać nowych zawodników, którzy w poprzednich klubach byli w lekkiej odstawce, to nim dojdą do formy i będą pełnowartościowym wzmocnieniem, to zaczną się eliminacje do europejskich pucharów w kolejnym sezonie.
Od miesiąca przygotowujesz drużynę i nagle wskakują ci do szatni dwa-trzy nowe elementy, to kreuje różnego rodzaju problemy, punkty zapytania. Także obecni piłkarze na to różnie patrzą. Umówmy się: szatnia piłkarska to jest żywy organizm, 26 piłkarzy, każdy ma inny charakter, każdy inaczej myśli. Zrobić z tego kolektyw podążający w tę samą stronę, to nie jest wcale takie proste zadanie. Zwłaszcza gdy wrzucasz do szatni nowe elementy, pozyskane na zasadzie last minute.
Przejdź na Polsatsport.pl
