Niemcy wściekli po konkursie skoków! "Nikt z nas tego nie rozumie"
Niemcy nie kryli żalu po decyzji jury o anulowaniu finałowej serii konkursu duetów w skokach narciarskich w igrzyskach olimpijskich. Medal przegrali o 0,3 pkt, czyli, jak wyliczyli, 17 centymetrów. - Aplikacje pokazywały, że opady szybko ustaną - argumentował dyrektor sportowy federacji Horst Huettel.

Przez większość poniedziałkowej rywalizacji w Predazzo warunki były dobre i równe dla wszystkich. W trakcie ostatniej serii nad skocznią rozpętała się śnieżyca. Po dłuższym oczekiwaniu i próbach trzech zawodników w trudnych warunkach, z którymi najgorzej poradził sobie Kacper Tomasiak, jury zawodów zdecydowało o anulowaniu finałowej rundy i uznaniu za końcowe wyników po dwóch trzecich zmagań. Dzięki temu biało-czerwoni (drugim w składzie był Paweł Wąsek) sięgnęli po srebrny medal.
Taka decyzja rozzłościła dyrektora sportowego Niemieckiego Związku Narciarskiego (DSV) Horsta Huettela.
- Jestem naprawdę wściekły, bo nikt z nas tego nie rozumie - podkreślił Huettel rozczarowany czwartym miejscem Philippa Raimunda i Andreasa Wellingera, którym do podium zabrakło 0,3 pkt. Mogli liczyć na więcej, gdyż Raimund finałową próbę miał bardzo udaną i gdyby zaliczono skok Tomasiaka, Polacy byliby za nimi.
ZOBACZ TAKŻE: Miał być następcą Stocha, wreszcie spełnił oczekiwania. Wielki sukces
- Aplikacje pogodowe wskazywały, że obfite opady śniegu, główny powód anulowania ostatniej serii, szybko ustaną. I tak się stało. Nadszedł front śnieżny i zniknął po około 15–18 minutach. FIS chyba też może korzystać z takich aplikacji pogodowych. To po prostu zostało źle przeprowadzone, strasznie źle - wskazał.
Huettel widział inne rozwiązanie.
- Można było anulować finałową serię, ale... później pozwolić skoczyć wszystkim jeszcze raz. Myślę, że to byłaby najbardziej sprawiedliwa i najlepsza decyzja dla wszystkich. A tak w jakimś stopniu czujesz się oszukany, bo odebrano ci to, co już zdążyłeś osiągnąć. To zawsze jest smutne i gorzkie - zaznaczył.
Jak podkreślił, nie chodzi mu w tym przypadku o medal, ale o zasady.
- Cztery lata temu w Pekinie zdobyliśmy brązowy medal w drużynie, wyprzedzając Norwegię o pół punktu. Czasami bywa odwrotnie i to też jest w porządku. Ale to, co zdarzyło się teraz było przede wszystkim nieprofesjonalne - ocenił dyrektor sportowy DSV.
Trener reprezentacji Niemiec Stefan Horngacher, który w przeszłości pracował w Polsce, również ubolewał nad decyzją jury.
- Myślę, że można było nieco przyspieszyć przebieg zawodów albo zrobić sobie krótką przerwę, aż śnieg przestanie padać – powiedział 56-letni Austriak.
Dyrektor zawodów z ramienia Międzynarodowej Federacji Narciarskiej i Snowboardu (FIS) Sandro Pertile bronił decyzji o anulowaniu finałowej rundy.
- Po zawodach łatwo powiedzieć, że powinniśmy byli poczekać. Ale musieliśmy podjąć decyzję „tu i teraz” - odpierał zarzuty.
57-letni Włoch zasugerował również, że rolę - poza pogodą - odgrywała także kwestia transmisji telewizyjnej.
- Wszyscy wiemy, że mamy ograniczony czas antenowy – powiedział Pertile.
Niemcy zakończyli zmagania na skoczni ze złotem Raimunda na obiekcie normalnym. Biało-czerwoni przywiozą z Predazzo trzy krążki - dwa indywidualne Tomasiaka (srebrny i brązowy) oraz srebro w duetach.
Przejdź na Polsatsport.pl
