Ekspert ocenia. "Władek poszedł za mocno, ale charakter pomógł mu zdobyć medal"
- Cieszę się ogromnie ze srebrnego medalu olimpijskiego, ale mam też spory niedosyt. Biorąc pod uwagę jak Władek pojechał 10.000 metrów na pucharze świata w Holandii (1 miejsce i czas 12:28.05), to na igrzyskach olimpijskich międzyczasy nie były już tak dobre i cały start nie był najmocniejszy - powiedział nam Sławomir Chmura.

Dobrze znasz najdłuższy olimpijski dystans 10.000 metrów. Jak oceniasz przejazd Władimira Semirunnija na srebrny medal ? Sam zawodnik nie był z siebie do końca zadowolony, narzekał na ciężki lód i nerwy, jakie mu towarzyszyły.
Sławomir Chmura (olimpijczyk z Vancouver, mistrz Polski na 10 kilometrów, ekspert Polsatu Sport): Na torze w Mediolanie nie było próby przedolimpijskiej i dlatego nie za bardzo było wiadomo co można zrobić na tym lodzie. Pamiętajmy też o tym, że Władek jechał w trzeciej parze i nie był w komfortowej sytuacji. Później każdy zawodnik, który startował po nim i po czyszczeniu lodu oscylował przynajmniej do 15-tej rundy (cały dystans to 25 rund) wokół czasu Władka. Żaden z konkurentów nie jechał do 15-tej rundy ani wyraźnie szybciej, ani wyraźnie wolniej od naszego zawodnika. Każdy celował w jego czas i ewentualnie docisnął po 15-tej rundzie. Władimir poszedł od początku za mocno. Scenariusz jego przejazdu 10.000 metrów do tej pory był zawsze taki sam – równa jazda od początku do końca. Tutaj w Mediolanie na swoich pierwszych w życiu igrzyskach poszedł za mocno. Niestety, nie mógł kalkulować, bo najwięksi rywale jechali po nim.
Czy szanse na złoty medal byłyby większe, gdyby Semirunnij jechał w ostatniej parze na przykład z Metodejem Jilkiem czy rekordzistą świata Davide Giotto ?
Zdecydowanie tak, ponieważ trenerzy mieliby rozpisane czasy trzech pierwszych zawodników w klasyfikacji i prowadziliby Władka na któregoś z tej trójki. Znając jego charakter, trenerzy prowadziliby go na czas lidera. Pokazywaliby Władkowi czasy okrążeń lidera i nie dopuszczaliby do 15--tej rundy, by jechał szybciej. Dopiero później, gdyby czuł się dobrze, dostałby zielone światło na przyspieszenie. W walce o medal olimpijski po 11-tej rundzie Władimir zaczął pracować tułowiem góra – dół. U niego to znak, że za moment czas rundy zacznie spadać. Tak się rzeczywiście stało, ale na szczęście Władek dowiózł dobry czas do końca bez dramatycznych spadków na kolejnych okrążeniach. Zrobił to tylko i wyłącznie dzięki swojemu charakterowi. Nogi nie były już w stanie realizować tego, co jechał na początku dystansu.
No właśnie, ten charakter był konieczny do zdobycia srebrnego medalu, bo Władek wygrał tylko o 1.4 sekundy z brązowym medalistą Jorritem Bergsma. Zwycięzca, Czech Jilek, był chyba poza konkurencją, bo pokonał Semirunnija o 5.5 sekundy?
Cieszę się ogromnie ze srebrnego medalu olimpijskiego, ale mam też spory niedosyt. Biorąc pod uwagę jak Władek pojechał 10.000 metrów na pucharze świata w Holandii (1 miejsce i czas 12:28.05), to na igrzyskach olimpijskich międzyczasy nie były już tak dobre i cały start nie był najmocniejszy. Władek nie wiedział co ma jechać, jaki wynik założyć. Jak startujesz w Holandii na Thialfie, to wiesz jaki jest rekord toru, widzisz jak wszyscy jadą. Niestety, w związku z punktami z PŚ nasz zawodnik był tak a nie inaczej rostawiony. Fajnie byłoby oglądać jego walkę z Metodejem Jilkiem, bo wszyscy widzieli tę dwójkę w roli głównych faworytów do złota.
Przed miesiącem Davide Ghiotto pobił rekord świata na 10 kilometrów uzyskując w Calgary kosmiczny wynik 12:25.69! Nasz znakomity długodystansowiec Paweł Zygmunt nazwał bieg na 10.000 metrów straszną i najtrudniejszą konkurencją w łyżwiarstwie szybkim. Zgadasz się z taką opinią?
Za czasów Pawła nie trenowało się na takich prędkościach i objętościach, jak dziś. Obecnie najlepsi są w stanie pojechać 25 rund po 29 sekund każda. Najfajniejsze i najtrudniejsze w 10-ciu kilometrach jest przełamywanie kryzysu, droga jaką organizm zawodnika przechodzi w trakcie tego biegu od strony fizjologii. 5 kilometrów jest na to za krótkim dystansem. Jak jest przed zawodnikiem ‘ściana’, to musi ona być około 7-mego okrążenia, by ją przełamać. Na 10 kilometrów zawodnicy spotykają tę ‘ścianę’ około 12-15-ego okrążenia, ale jak ona odpuszcza i łapie się drugi oddech, to można obserwować spektakularną walkę zawodnika z samym sobą Tak było w zwycięskim przejeździe Metodeja Jilka, który wiedział, że jedzie na granicy czasu Władka i w pewnym momencie odpuściło go wszystko i zaczął poprawiać wyniki kolejnych rund. Już nie walczył z samym sobą, już mu wszystko płynnie wychodziło i miał mocny odjazd od naszego reprezentanta. Stąd różnica 5.5 sekundy na mecie.
Czy sukces Władimira Semirunnija spowoduje postęp innych reprezentantów Polski na długich dystansach, bo w tej specjalności nie mamy się od dawna czym pochwalić?
W grupie, w której trenuje Władimir w perspektywie czasu najwięcej skorzysta z tych treningów Mateusz Śliwka. To najlepszy z naszych juniorów długodystansowców. Mateusz ma teraz szansę zobaczyć jak wygląda trening długodystansowy gościa, który liczy się na świecie. Do tej pory młodzieżowiec na wysokim poziomie, który trafiał do kadry nie spotykał tam autorytetów, zawodników najwyższej klasy. Teraz ci młodzi zobaczą jaką można wykonać pracę treningową. Do tej pory nie mieliśmy zawodników, którzy by tak trenowali. Większość łyżwiarzy wzoruje się na treningach Nilsa van der Poela, mistrza olimpijskiego z Pekinu, a są to treningi o kosmicznej objętości. Nasz Jaromir Radke też trenował na dużych objętościach, ale nie przenosiło się to na dystanse olimpijskie. Zawsze mówiono, że on jest przygotowany, by jechać 50 km. U Władka przy dużych objętościach jest też duża intensywność na rundach wyścigowych i to jest kluczowe.
Na igrzyskach w Mediolanie zabrakło polskich drużyn. Czy wiąże się to z brakiem w kadrze dobrych długodystansowców ? Mistrzowie olimpijscy Włosi mieli w zespole Davide Ghiotto i Michele Malfatiego, u Holendrów jechali Jorrit Bergsma i Stijn van de Bunt, a więc specjaliści od 10 kilometrów.
Myślę, że takich zawodników nam brakuje do drużyny. W tym sezonie bazowaliśmy na Semirunniju, na Szymonie Palce, który jednak jedzie 5000 metrów znacznie wolniej od Władka i na Marcinie Bachanku, który startuje przed wszystkim na 1500 metrów. W sumie nie bardzo dało się to połączyć, ustawić tak, żeby ktoś Władka ‘pchnął’. On właściwie w tej drużynie jechał sam. To co uzbieraliśmy do tej drużyny było niewystarczające. Podkreślam jednak, że Palka i Bachanek w wieku juniorskim nie byli medalistami MŚ czy PŚ, a obecne młode pokolenie toczy walkę z Holendrami i Norwegami, z najlepszymi na świecie. Miejmy nadzieję, że ich postęp zostanie zachowany i będzie szansa na kwalifikację olimpijską polskiej drużyny za 4 lata. Nasza młodzież trafiła naprawdę na dobre rozdanie, bo ma w kadrze takiego zawodnika, jak Władimir Semirunnij. Generalnie na igrzyskach Mediolan/Cortina d’Ampezzo trzeba mówić o sukcesie polskich łyżwiarzy szybkich. Miejmy nadzieję, że dzięki temu do tego sportu będą trafiać zdolne dzieci. Nie chcę, by to zabrzmiało źle, ale w tej chwili selekcja opiera się na chęciach dzieciaków, a nie na wyborze trenera, który widziałby w grupie treningowej inne dzieci.
Nie zaprzeczysz jednak, że polskie sporty zimowe stoją skokami i narciarskimi i łyżwiarstwem szybkim? Na igrzyskach w Mediolanie blisko medalu byli Kaja Ziomek-Nogal i Damian Żurek, więc na pewno twoja ukochana dyscyplina sportu idzie do przodu.
Zdecydowanie tak. Ja na rok przed igrzyskami w Vancouver jeździłem w łyżwach Pawła Zygmunta, w jego odlewach, które mi kompletnie nie pasowały. Nie mieliśmy serwismana, rowerów ze sobą, byliśmy profesjonalnymi amatorami. Teraz to się zmienia, szkolenie juniorskie jest mocno rozbudowane, ale dopiero od niedawna. Osoby, które są teraz w kadrze seniorskiej nie były objęte takim szkoleniem jakie jest teraz. Dopiero pokolenie Szymona Wojtakowskiego i Mateusza Śliwki jest tak profesjonalnie prowadzone. Oni z końcem wieku juniora młodszego byli w szkoleniu centralnym i ta maszyna szła. Dlatego dobywali medale na światowych imprezach. Ja jako junior trenowałem tylko na Stegnach i nigdy nie byłem za granicą. Teraz zawodnicy mają profesjonalne szkolenie od najmłodszych lat.
Kiedyś medale na najdłuższych dystansach zdobywali starsi panczeniści, bo cechy wytrzymałościowe można długo utrzymywać na wysokim poziomie. Tymczasem dzisiaj po złoty medal olimpijski sięga 19-leni Metodej Jilek. Skąd ta zmiana?
Jilek jest rasowym rolkarzem. Takich objętości na dużych prędkościach nie jesteś w stanie zrobić na treningu łyżwiarskim. Po prostu nie zbierzesz nigdzie 10 dobrych zawodników, żeby zrobić intensywny i długotrwały trening na lodzie. A możesz to wykonać na rolkach. W zawodach rolkarskich jedzie 40 gości, jeden drugiego wyprzedza, nie ma stałego prowadzącego, młyn na torze jest jak w kolarstwie, a siła takiego peletonu jest olbrzymia. Metodej Jilek w wieku 12-tu lat już jeździł dystans 5000 metrów, a później 10000 metrów. Jak ktoś nie ma do czynienia z rolkami, to w wieku juniora może raz przejedzie ‘dychę’, tak po prostu, by ją przejechać, ale nie ma jak wejść na lodzie w trening o odpowiednio dużej objętości i wysokiej intensywności. Wrotkarz ma taką możliwość. I to jest bezcenne. Oczywiście musisz od dziecka umieć się na torze rolkarskim w peletonie odnaleźć, bo tam konsekwencje upadków są zupełnie inne niż na łyżwach.

