American Dream w finale IO. Nie zapomnieli o sierotach po zabitym koledze
Gdy Amerykanie zdobywali złoto IO w Lake Placid, w 1980 r., pokonując „Sborną”, okrzyknięto to cudem na lodzie. Teraz hokeiści z USA również musieli stawać na rzęsach, wszak wszelkie znaki na Ziemi i niebie wskazywały na Kanadę. Co spowodowało, że w Mediolanie doszło do sporej niespodzianki i złoto zgarnęli „Jankesi”, wygrywając 2-1 po dogrywce?

Grający w Kanadzie bramkarz Hellebuyck zatrzymał ekipę Klonowego Liścia
Porażka jest sierotą, a każdy sukces ma wielu ojców. Nie inaczej jest w wypadku finału turnieju olimpijskiego hokeistów, na który po 12 latach wrócili najlepsi z najlepszych – gwiazdy NHL.
Od dawna w hokeju podstawą sukcesu często jest bramkarz. Ta reguła potwierdziła się w niedzielę. „Morza i oceany pokrywają 70 procent powierzchni Ziemi. Resztę zasłania Connor Hellebuyck”. Rosły bramkarz Winnipeg Jets, zaledwie jeden z czterech „Jankesów” występujących w kanadyjskich zespołach NHL, bronił jak w transie. To najlepszy występ bramkarza na IO od Nagano 1998, gdy Dominik Hasek zatrzymał Kanadę z Wayne’em Gretzkym. Świat ujęła interwencja, w której sięgnął kijem za plecy, by zablokować wjeżdżającego z krążkiem do pustej bramki Devona Toewsa. Mam znajomych, którzy z tej klatki zrobili sobie tapetą w telefonie jako dowód na to, że w życiu nie ma tak ostrego zakrętu, po którym nie dałoby się wyjść na prostą.
ZOBACZ TAKŻE: Adam Małysz przestrzega! „Nie możemy tego zaprzepaścić! Będą chcieli ‘rozszarpać’ Kacpra Tomasiaka”
Donald Trump przemawiał z telefonu szefa FBI Kasha Patela
Kanada nawet bez kontuzjowanego kapitana i lidera Sidneya Crosby’ego, miała sporą przewagę, potrafiła zamykać rywala pod bramką, stwarzać masę sytuacji. Siła USA był nie tylko Hellebuyck, ale niezłomność, wiara w zespół i wytrwałość. Jackowi Hughesowi Sam Bennett kijem złamał kluczowego zęba – górną jedynkę. 24-latek z New Jersey Devils nie zraził się tym. Wypluł tyle krwi, ile było trzeba, a w dogrywce zdobył bramkę na wagę złota, by z flagą na ramionach płakać przed kamerami: „Kocham ten kraj, kocham ten zespół, jestem dumny, że jestem Amerykaninem. Wspólnie to zrobiliśmy!”. Zdjęcie szczerbatego, ale szczęśliwego hokeisty stało się symbolem finału i całych igrzysk.
Mijają lata, a American Dream wciąż ma swoją moc. Szatnia Mike’a Sullivana fetowała złote medale śpiewając w szatni patriotyczną pieśń Toby’ego Keitha „Courtesy of the Red, White & Blue” (Rycerskość Czerwieni, Bieli i Niebieskości), a najgłośniej wybijali słowa: Teraz ten naród, który kocham upadł pod atakiem. Nadszedł potężny, nieoczekiwany cios z tyłu. Gdy tylko zdołamy spojrzeć wyraźnie naszym wielkim, podbitym okiem: facet, rozjaśnimy twój świat jak czwartego lipca. Hej, wujku Samie, zapisz swoje imię najwyżej na jego liście. Statua Wolności zaczęła potrząsać pięścią, orły będą latać, napastnik będzie się czuł jak w piekle, gdy usłyszy Matkę Wolność uderzającą w swój dzwon. I to uczucie, jakby cały wielki świat na ciebie spadał, przynosząc ci rycerskość czerwieni, bieli i niebieskości (flaga USA)”.
Ktoś powie, że to banalne, archaiczne, ale Amerykanów nadal niesie ten duch. Do tego szef FBI Kash Patel na głośnomówiącym oddał hokeistom prezydenta Donalda Trumpa, którego mowa gratulacyjna jeszcze bardziej pokrzepiła mistrzów olimpijskich. – Gratulacje, to był niewiarygodny mecz! Kochamy was chłopaki! Będziecie dumni z tego meczu przez najbliższych 50 lat! – przemawiał Donald Trump.
Pamięć o Johnnym Gaudreau wyjątkowym paliwem mentalnym dla ekipy USA
„Jankesi” mieli też wyjątkowe paliwo mentalne, bliskie naszemu sercu. Ciągle żywą i bolesną pamięć po ich przyjacielu Johnnym Gaudreau. Johnny grał z nimi jeszcze na MŚ w Czechach, w 2024 r., ale trzy miesiące po tamtym czempionacie został zabity przez pijanego kierowcę. Gaudreau podróżował wspólnie z bratem, który również zginął. Johnny był niezwykle ciepło postrzegany także przez Polaków. Z chęcią nami rozmawiał w Czechach, był największym idolem dla naszego napastnika Patryka Wronki, który zrobił sobie z nim pamiątkową fotę. Nikt się nie spodziewał, że już w sierpniu „Wronczi” będzie ją musiał zmieniać na wersję czarno-białą. Najważniejsze jednak, że w niedzielne popołudnie w Mediolanie Amerykanie wzięli do mistrzowskiej fety trzy i pół letnią Noę i dwuletniego Johnny’ego juniora – sieroty po tragicznie zmarłym koledze. To była klasa w każdym calu. Scena, która wycisnęła łzy na całej planecie. Zresztą koszulka Gaudreau, z numerem 13, towarzyszy ekipie USA już na stałe.
Dawno temu w Ameryce. Brock Nelson poszedł w ślady wujka i dziadków - złotych medalistów IO
34-letni napastnik New York Islanders Brock Nelson przyjechał na IO nie tylko z wielką formą, ale z nie mniejszym bagażem wspaniałych korzeni. Jego dziadkowie Bill i Roger Christianowie zdobyli dla hokeja USA złoty medal IO w Squaw Valley 1960. Jego wujek Dave Christian zdobył z kolei złoto podczas IO w Lake Placid. Brock spiął te rodzinne sukcesy piękna klamrą, w postaci triumfu w Mediolanie
Igrzyska olimpijskie wymyślono również po to, aby przy ich okazji powstały tak piękne historie, których siła oddziaływania wykracza daleko poza sport.
Przejdź na Polsatsport.pl
