Ruszają MŚJ w łyżwiarstwie szybkim. Polacy chcą kolejnych medali w Inzell
W piątek w niemieckim Inzell rozpoczną się mistrzostwa świata juniorów w łyżwiarstwie szybkim. Po świetnych startach w Pucharze Świata juniorów, w gronie kandydatów do medali będą polscy panczeniści.

Biało-Czerwoni podejdą do najważniejszej imprezy sezonu w wyśmienitych nastrojach. W ubiegły weekend w Inzell nasi reprezentanci wybornie spisali się w próbie generalnej przed MŚJ, zdobywając trzy medale w ostatnim w tym sezonie PŚJ. W sprincie drużynowym kobiet zwyciężyły Hanna Mazur, Wiktoria Dąbrowska i Nadia Machała. Z kolei w biegu na 500 metrów złoto wśród juniorek wywalczyła Dąbrowska, a srebro wśród juniorów na tym dystansie zdobył Szymon Hostyński. Dąbrowska dzięki wygranej zakończyła pucharowy cykl na pierwszym miejscu, tuż przed Mazur, która w Inzell była piąta. Drugie miejsce w klasyfikacji generalnej PŚJ na 500 m zajął również Hostyński. Co więcej, wielu polskich panczenistów ustanowiło nowe rekordy życiowe, co dobrze wróży przed zbliżającymi się mistrzostwami.
Polskę podczas MŚJ w Inzell będzie reprezentować dziesięcioro zawodników, z czego dla połowy z nich będzie to debiut w imprezie tej rangi. Druga, bardziej doświadczona piątka polskich łyżwiarzy stanie przed szansą na swoje kolejne medale MŚJ. Rok temu we włoskim Collalbo polska reprezentacja wywalczyła sześć medali (1 złoty – 3 srebrne – 2 brązowe). Największą gwiazdą biało-czerwonych była wówczas Mazur, która zdobyła trzy indywidualne (srebro na 1000 m oraz brąz na 500 i 1500 m) oraz dwa drużynowe krążki (złoto w sprincie drużynowym z Dąbrowską i Julią Grzywińską oraz srebro z Zofią Braun i Emilią Zawiszą). Do tego srebro w sprincie drużynowym juniorów wywalczyli Hostyński, Mateusz Śliwka i Mikołaj Bielas. Rzecz jasna, składy drużyn po roku musiały ulec zmianom, jednak nasi reprezentanci dalej mogą namieszać w stawce. Miejsce Grzywińskiej najprawdopodobniej zajmie Machała, a do Hostyńskiego w team sprincie mężczyzn powinni dołączyć Krystian Milczarek i Kryspin Węcławek. Zupełnie nowy tercet zobaczymy zaś w biegu drużynowym panów.
– Mam nadzieję, że uda się zdobyć choćby jeden medal, bo zdajemy sobie sprawę, iż konkurencja jest bardzo mocna. Wiele rzeczy musi się złożyć w całość, aby stanąć w podium, ale szanse na pewno są – przekonuje Dariusz Stanuch, jeden z trenerów reprezentacji Polski juniorów w łyżwiarstwie szybkim. – Niezależnie od tego, co się wydarzy w Inzell, cieszy mnie to, że mamy do czynienia z perspektywiczną grupą na kolejne lata, na której można budować przyszłość, nie tylko w juniorach. Mowa tu nie tylko o tej dziesiątce na MŚJ, bo w odwodzie pozostają kolejni zdolni panczeniści – dodaje szkoleniowiec.
Nadchodzące MŚJ w Inzell będą ostatnimi dla Hostyńskiego, Braun i Dąbrowskiej. Ostatnia z nich po raz piąty wystartuje w tej imprezie i nie ma nic przeciwko temu, aby zakończyć karierę juniorską indywidualnym medalem w Bawarii.
– Każdy oczekuje dobrej dyspozycji przed takimi zawodami jak MŚJ, ale raczej ze spokojem podchodziłam do ostatniego PŚJ. Latem dużo trenowaliśmy w Inzell, mamy objeżdżony ten tor. W weekend, jak wspominali trenerzy, było niskie ciśnienie, stąd lód był bardzo dobry do ścigania. Teraz od piątku powinno być bardzo podobnie, aczkolwiek zobaczymy, jak to będzie wyglądać na startach. W weekend chcę dać z siebie wszystko i przejechać biegi, z których będę zadowolona – mówi Dąbrowska, która będzie jedną z głównych kandydatek do podium MŚJ na dystansach 500 i 1000 m. Wszyscy w polskiej reprezentacji są przekonani, że walka o medale w Inzell będzie niezwykle zaciekła. – Poprzeczka na świecie jest zawieszana coraz wyżej i na pewno zawodnicy z wielu państw włączą się do gry o medale. Co roku przyjeżdżają bardzo mocni Japończycy, wysoki poziom utrzymują Koreańczycy. Na ostatnich PŚJ brakowało Chińczyków, którzy zawsze mają wyselekcjonowaną grupę bardzo mocnych zawodników. Trzeba też pamiętać o Holendrach. Wydaje mi się, że w tym roku bardzo mocny może być również Kazachstan. Zdolnymi grupami dysponują Niemcy, Kanadyjczycy czy Amerykanie. Z roku na rok jest trudniej zdobywać medale, ale my też się poprawiamy i przesuwamy kolejne granice – wskazuje trener Stanuch.
Sztab szkoleniowy polskiej reprezentacji nie kryje rozczarowania faktem, że na trzydniowe MŚJ można zabrać jedynie dziesięcioro zawodników. Program zawodów na pierwsze dwa dni rywalizacji przypomina wielobój, z którym nie wszyscy młodzi łyżwiarze są w stanie sobie poradzić pod względem fizycznym. – Faktycznie, zawodników czeka morderczy maraton. Ten trzydniowy program jest tak skonstruowany, że dystansów do obsadzenia jest naprawdę bardzo dużo. Ciężko oszczędzać zawodników, bo chcąc zdobywać medale, po prostu trzeba ich eksploatować. Jako sztab szkoleniowy musimy jednak poszukiwać optymalnych rozwiązań i największych szans na podium. Staramy się nie zabierać indywidualnych szans, ale z drugiej strony liczymy na siłę naszych zespołów. Prawdopodobnie oszczędzimy więc Hanię Mazur na 3000 m, aby zmaksymalizować jej szanse na medal w innych konkurencjach – dopowiada Stanuch.
Przejdź na Polsatsport.pl