Oto wielka siła Kacpra Tomasiaka! Trener Maciusiak podkreśla. "Wyjątkowa wiara i mentalność"
- Przypadek Kacpra Tomasiaka pokazuje, że ciężka praca popłaca. Oczywiście, wszyscy zawodnicy ciężko pracują i są w tym konsekwentni. Ale mentalność Kacpra jest wyjątkowa, wiara w to, że można wygrywać i sama chęć zwyciężania także mają znaczenie – powiedział nam trener polskich skoczków Maciej Maciusiak, który odsłania też kulisy powołania na IO Pawła Wąska.

Michał Białoński, Polsat Sport: Losy Pawła Wąska leżały panu na sercu i to bardzo. Gdy rozmawialiśmy przed sezonem wyrażał pan to wyraźnie. Na pierwszy rzut oka laik mógł powiedzieć: "Maciusiak zepsuł Pawła", a przecież w skokach często nikt nie wie, dlaczego zacina się skakanie jakiegoś zawodnika. Jak choćby Wellingera i Geigera, którzy są cieniami samych siebie sprzed sezonu, a przecież to nie znaczy, że Stefan Horngacher przestał być wybitnym trenerem. Zagrał pan va banque i zabrał Wąska na IO. Skończyło się happy endem, srebrnym medalem w duecie z Kacprem Tomasiakiem! Jak pan, na spokojnie, z dala od olimpijskich emocji, postrzega tę sprawę?
Maciej Maciusiak, trener kadry A w skokach narciarskich: Każdy sezon jest inny. Często wydaje nam się, że jeśli skoczek miał dany sezon wyśmienity, tak jak ubiegły w wypadku Pawła, to naturą rzeczy następny powinien być jeszcze lepszy i Wąsek powinien być liderem naszej kadry. I na samym początku przygotowań, gdy skakaliśmy jeszcze w starych kombinezonach, to Paweł oczywiście był naszym najlepszym zawodnikiem. Ale po zmianie strojów, które w tamtym czasie były bardzo przepisowe, strasznie się pogubił. Owszem, zdarzały mu się pojedyncze niezłe skoki. Ogólnie jednak technika Pawła musiała się dopasować do nowej rzeczywistości i to szło jak po grudzie.
Ja miałem nadzieję, że Paweł się odnajdzie na koniec lata, ale tak się nie stało. Dlatego nie pojechał z nami na próbę przedolimpijską do Predazzo.
Małym sukcesem było to, że odbudował formę do tego stopnia, że zdołał punktować na początku sezonu.
ZOBACZ TAKŻE: Trener Maciusiak mocno o sile skoczków w jedności. "A próbowali nas poróżnić. No jasny gwint!"
Obudziło to w panu nadzieję?
Najważniejsze, że widziałem u niego wielkie zaangażowanie. Przepracował całe lato bez żadnej kontuzji. Parametry fizyczne poszły mu jeszcze bardziej do góry, a do tego utrzymywał bardzo dobrą wagę. Trzymał reżim treningowy wręcz wzorowo. Wprawdzie na skoczni nie zawsze się to przekładało na dobre wyniki, ale w niektórych skokach widziałem światło w tunelu. Wiadomo było, że jak mu wyjdzie próba, to będzie na poziomie Kacpra. Długo nie pokazywał tego w zawodach. Ja jednak wiedziałem, że musimy zbudować jego pewność siebie. Dlatego postanowiliśmy wycofać go z Pucharu Świata. Owszem, zabranie go na igrzyska, to było ryzyko, ale ja wiedziałem, że maksymalny poziom Pawła może być wyższy niż u pozostałych skoczków, którzy nie zmieścili się do kadry na IO.
Tyle że nie miał pan na to dowodu w postaci mocnego występu Wąska w Pucharze Świata.
To było stuprocentowe ryzyko. Teraz, po fakcie, można powiedzieć, że się opłacało. Pewność siebie u Pawła wróciła na igrzyskach i to było widać. Szkoda tylko konkursu na normalnej skoczni, bo oddał akurat najgorszy skok podczas całych igrzysk.
Czyli w wypadku Pawła byliście bardziej lekarzami dla głowy, mentalności Pawła a nie jego ciała?
Dokładnie tak. Już się wydawało, że na Turnieju Czterech Skoczni pójdzie mu dobrze, pojedyncze próby wychodziły i kurczę, ta pechowa dyskwalifikacja w Innsbrucku całkowicie załamała Pawła. On mojego planu z zabraniem go na igrzyska jeszcze wtedy nie znał. Jego załamanie bardzo mnie bolało. Wyraźnie widziałem niechęć Pawła. On był przekonany, że igrzyska dla niego poszły się paść, poszły w zapomnienie.
Jak pan zareagował?
Wziąłem go na rozmowę przed Pucharem Świata w Zakopanem i powiedziałem mu, że to ostatni jego konkurs w cyklu, a później czeka go zgrupowanie przed wyjazdem na igrzyska. Powiedziałem, że taka jest moja decyzja, jeśli ktoś jej nie zmieni. Powiedziałem: "Ja i cały sztab stawiamy na ciebie. Jesteś nam bardzo potrzebny na igrzyskach". Przedstawiłem mu także cały plan przygotowań do IO. Mieliśmy rozpisany dokładnie każdy dzień. Paweł wszedł w to w ciemno i to się opłaciło.
Ale jak zareagował na pańską decyzję? Zapewne sam nie wierzył, że zabierze go pan do Włoch.
Powiedział, że jest OK, że zrobi dokładnie wszystko według planu. Zapewnił, że będzie gotowy. Tak też zrobił. Podczas niektórych treningów na obozie w Zakopanem prezentował się nawet lepiej niż Kacper. Potwierdzał to podczas treningów w Predazzo, ale na zawodach na skoczni normalnej oddał jeden zły skok na całych igrzyskach. Pech chciał, że to był najważniejszy na małej skoczni. Myślę o tym z pierwszej serii.
Zarząd PZN-u zatwierdził pańska kadrę.
Po PŚ w Zakopanem zakomunikowałem mój wybór całej drużynie, łącznie z Piotrkiem Żyłą, który specjalnie przyjechał na ten trening. Pamiętam dokładnie reakcję Piotra, który powiedział, że on ten wybór całkowicie rozumie i popiera decyzję w sprawie zabrania na igrzyska Pawła. Piotrek był pierwszym zawodnikiem, którego powiadomiłem, bo wracał do domu, nie zostawał na weekend z PŚ. Poprosiłem go o dyskrecję, Piotr ją zachował.
W każdym calu Żyła pokazał klasę, chociaż brak nominacji do kadry na IO mógł go zaboleć.
Powiedziałem mu: "Piotrek, masz więcej punktów w PŚ niż Paweł, osiągasz lepsze wyniki, ale do Włoch pojedzie Paweł". Żyła to zrozumiał. Dyskrecję zachowali też pozostali, w tym Dawid i Maciek Kot, którzy jechali do Japonii. Obaj zachowali się bardzo fair. Dawid w wywiadach mówił, że wie, jaka będzie kadra na IO, ale nie zdradzi szczegółów.
To też pokazało jedność zespołu. Ich zachowanie po nominacji. Skreślenie z kadry na igrzyska na pewno ich bolało, po to przecież trenowali, aby na nich wystąpić. Ale każdy mój wybór zaakceptował i nikt nie puścił pary z gęby. Nie poszło to do mediów. Jedyne, co mnie zaskoczyło, to fakt, że nie wszyscy na zarządzie zaakceptowali taki wybór.
Największym bohaterem igrzysk jest Kacper Tomasiak. Czy miał pan chwile zwątpienia w niego, gdy w czerwcu podczas treningowego lotu w Zakopanem zaliczył groźnie wyglądający upadek?
Zastanawialiśmy się wtedy, czy od razu włączyć Kacpra do kadry A. Jego wypadek widziałem. Właściwie przez całe lato trenowaliśmy razem z kadrą B. Pamiętam jak Kacper wrócił ze szpitala. Badania wykazały, że wszystko jest w porządku. Był tylko poobijany. Oczywiście wtedy nic nie zapowiadało, że to będzie aż taki wystrzał formy Tomasiaka, jakiego byliśmy świadkami na IO.
Dopiero jego zwycięstwa we wrześniu, w Pucharze Kontynentalnym i późniejsze skoki, gdy został włączony do kadry A, spowodowały, że mocno w niego uwierzyłem. Wprawdzie w październiku nie zabraliśmy go na próbę przedolimpijską do Predazzo, bo do końca walczyliśmy o czwarte miejsce na igrzyska. Ale od zwycięstwa Kacpra w letnim Pucharze Kontynentalnym w Klingenthal wiedzieliśmy, że jeśli utrzyma taki poziom, to będzie bardzo mocny. Szczególnie na mniejszych skoczniach.
Sezon Pucharu Świata to potwierdził, ale o tym, że Kacper zrobi aż tak wielki postęp, wtedy jeszcze nie wiedziałem. Tym bardziej, że od dłuższego czasu obserwujemy zjawisko, zgodnie z którym ci młodsi zawodnicy osiągają pewien poziom, ale wyżej nie mogę przeskoczyć. Początki w PŚ są przyjemne: zdobywa pierwsze punkty, wskakujesz do "15" i tam się przez chwile utrzymujesz. Tymczasem Kacper, z tygodnia na tydzień, robił wielkie postępy. Ostatni mały kroczek udało mu się zrobić podczas obozu w Zakopanem. Wprowadziliśmy trochę zmian w sprzęcie, przydało mu się także troszkę odpoczynku i dzięki temu osiągnął jeszcze wyższy poziom.
Ale nawet pewnie to nie uprawniało do marzeń o trzech medalach olimpijskich, jakich dotąd nie zdobył żaden nasz sportowiec mężczyzna na jednych IO! Co spowodowało dalekie loty Tomasiaka, taką eksplozję formy w sama porę?
Nie mam na to żadnej teorii. To jest po prostu fenomen! Przypadek Kacpra pokazuje, że ciężka praca popłaca. Oczywiście, wszyscy zawodnicy ciężko pracują i są w tym konsekwentni. Ale mentalność Kacpra jest wyjątkowa, wiara w to, że można wygrywać i sama chęć zwyciężania także mają znaczenie. I oby tak dalej!
Czy tworzycie już projekt przygotowań do nowego sezonu?
Na razie jesteśmy skoncentrowani na obecnym. Mamy jeszcze przed sobą trzy tygodnie z Pucharem Świata: Lahti, Vikersund, Planica. Z serii Pucharu Kontynentalnego zostały tylko Zakopane. Zostajemy w niezmienionym systemie. A co do przyszłości, pewne rozmowy już się toczą, ale na to jest czas. Wszystkim na pewno należy się odpoczynek. Po Planicy czekają nas zawody w skokach w punkt, później Święta Wielkanocne. Od razu po nich ruszy praca organizacyjna nad przygotowaniami do nowego sezonu.
Przejdź na Polsatsport.pl
