Dwóch Polaków w czołówce. Natalia Siuba-Jarosz 13. w banked slalomie

Zimowe

Informacją piątku był oczywiście brąz Michała Gołasia i Kacpra Walasa w slalomie gigancie. Startowali też jednak inni nasi reprezentanci. W parabiathlonowym biegu pościgowym ósme miejsce zajęli Błażej Bieńko z przewodnikiem Michałem Lańdą, a dziesiąte – Paweł Gil z Radosławem Koszykiem.

Trzech narciarzy w kombinezonach sportowych jedzie na nartach po ośnieżonej trasie, każdy z kijami narciarskimi. Dwóch z nich nosi kamizelki z logo Para sport. W tle widoczne są niebieskie pachołki.
fot. Bartłomiej Syta/materiały prasowe
Na dziesiątym miejscu rywalizację ukończyli Paweł Gil z Radosławem Koszykiem.

Także w piątek 13 marca Natalia Siuba-Jarosz zajęła 13. miejsce w banked slalomie – swojej drugiej konkurencji na XIV Zimowych Igrzyskach Paralimpijskich Milano Cortina 2026.

Nazywana w środowisku snowboardowym „Simba”, pani doktor radiolog ze szpitala w Bełchatowie, w pierwszym przejeździe uzyskała dwunasty czas zawodów, a mimo jazdy po mokrym, kopnym śniegu, wymieszanym z solą, poprawiła swój wynik w drugim przejeździe. Rywalki pojechały jednak rewelacyjnie i ostatecznie Polska została sklasyfikowana na 13. pozycji.

 

- Ja jestem z siebie dumna. Miejsce jest odległe, ale mogę sobie samej szczerze przyznać, że dałam z siebie wszystko. To miejsce kosztowało mnie wiele pracy i wyrzeczeń, sporo przeszłam, żeby tu być, więc doceniam i to 13. miejsce. Nie mogłam pojechać lepiej, a rywalki to po prostu absolutna światowa elita, która jeździ na desce zawodowo na okrągło, cały rok. Mogą skoncentrować się tylko na tym. Ja jestem w pierwszej kolejności lekarzem, a w drugiej paralimpijką. Pracuję i muszę się często ratować bezpłatnymi urlopami, żeby potrenować. Więc samo to, że mogłam podjąć rękawicę i z nimi tu rywalizować, jest dla mnie wielką satysfakcją – mówiła Natalia na mecie.

 

Piękny był obrazek, gdy wszystkie dziewczyny pod dojechaniu na metę, zamiast pójść do strefy mieszanej na wywiady z mediami, zostały na trasie, czekając na rywalki. A gdy na dół jako ostatnia zjechała zwyciężczyni, Amerykanka Kate Delson, wszystkie rzuciły się sobie w ramiona, tworząc radosny, gratulujący sobie nawzajem, oklaskujący się krąg.

 

- Tak, to jest wyjątkowe w naszej dyscyplinie. Nie ma w nas, poza szczęściem wobec dziewczyn, którym udało się zająć najwyższe miejsca. Cieszę się radością Kate, Lisy [Bunschoten-Vos – przyp. red.], która była druga, czy Brenny [Huckaby – przyp. red.], która była trzecia – mówiła Natalia.

 

Dodała, że piątkowy start w banked slalomie był dla niej o wiele bardziej przyjemny niż snowboard cross. Wtedy zawodnicy mieli tylko jeden dzień treningowy, zakończony pięcioma poważnymi wypadkami. W efekcie zamknięto trasę i przebudowywano ją.

 

- Rywalki były poza zasięgiem Natalii. Nie ma tu słabych zawodniczek, to już jest absolutny światowy top. Więc ja jej paralimpijski debiut oceniam bardzo dobrze – mówiła trenerka polskiej kadry parasnowboardowej, Zuzanna Smykała-Pałka. – Natomiast jeśli chodzi o przyszłość, no to mam nadzieję, że będzie tylko lepiej, to było pierwsze przetarcie.

 

Kółko się zamyka


Co Natalia musi poprawić, żeby zacząć rywalizować o medale?

 

- Zawsze jest parę rzeczy do poprawienia. Jeśli chodzi o psychikę, to trochę było nerwów i spięcia przed debiutem. Myślę, że to nie pomogło, bo trochę usztywniło Natalię na starcie. No i w porównaniu z rywalkami jeszcze trochę brakuje objeżdżenia, Natalia nie była w stanie z powodu pracy wystartować w tylu zawodach, co inne dziewczyny, zwłaszcza w bardzo wymagającym crossie – dodała trenerka.

 

Przed czterema laty, na igrzyskach w Pekinie, Polskę reprezentował w parasnowboardzie Wojciech Taraba, który już skończył karierę. W Mediolanie-Cortinie naszym rodzynkiem była Natalia. Czy jest szansa, że polska kadra się rozszerzy i dojdą kolejni zawodnicy? Czy jest ktoś taki na horyzoncie?

 

- Mamy w kadrze inne zawodniczki poza Natalią, i to bardzo dobre, ale niestety ich kategoria nie jest w programie igrzysk paralimpijskich. Na przykład Monikę Kotzian, która jest pierwszą polską mistrzynią świata w parasnowboardzie w kategorii SB-UL, czyli z niepełnosprawnością kończyn górnych. I to trzykrotną. Jest też Anna Drobna. Niestety, dziewczyny nie miały szansy się tu pojawić, co jest bardzo bolesne i dla nich, i dla nas. A nie ma ich, bo przez ostatnie lata pojawiło się mało zawodników i zawodniczek chcących startować w tej kategorii. Kobiety nie chcą wchodzić w ten sport, bo raz, że jest bardzo ryzykowny i kontuzjogenny, a dwa, że nie jest w programie igrzysk, co przyciągnęłoby sponsorów i finansowanie kadry, więc kółko się zamyka. Ale będziemy walczyć, żeby za cztery lata na igrzyskach w Alpach Francuskich pojawiły się wszystkie kategorie – tłumaczy Smykała-Pałka.

 

Tymczasem teraz przed Natalią Siubą-Jarosz egzamin specjalizacyjny z radiologii i analiza, co dalej z parasnoboardową przyszłością.

 

Nieopłacalne ryzyko


13 marca na igrzyskach rywalizowali też parabiathloniści. W biegu pościgowym w grupie zawodników z niepełnosprawnością wzroku wystartowali Błażej Bieńko z przewodnikiem Michałem Lańdą oraz Paweł Gil, któremu asystował Radosław Koszyk. Błażej z Michałem zajęli ósme miejsce.

 

- Start pokazał, że jesteśmy w równej formie. Uważam, że dobrej, jak na ten sezon. Ósme miejsce na świecie to dobra pozycja. Jesteśmy więc zadowoleni – podkreślił Błażej.

 

- Z eliminacji troszkę można było więcej wyciągnąć, natomiast na pewno warto podkreślić świetną postawę Błażeja na strzelnicy, to na pewno czołówka. W biegu finałowym myślę, że emocje zeszły. Mieliśmy tego Francuza [Anthony’ego Chalençona – przyp. red.] na wyciągnięcie ręki i udało się go wyprzedzić – dodał jego przewodnik, Michał.

 

Na dziesiątym miejscu rywalizację ukończyli Paweł Gil z Radosławem Koszykiem.

 

- Wrażenia po dzisiejszym starcie mam mieszane, ale myślę, że było OK. Jeżeli chodzi o finał, to opisałbym go tak, że kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana. Na ostatnim strzelaniu dojechaliśmy do Francuza [Chalençona – przyp. red.], niestety, chciałem zaryzykować szybkim strzelaniem i nie opłaciło się to do końca, bo były jednak pudła. Ale jeśli bym nie zaryzykował, to bym nie wiedział, czy dam radę, czy nie dam rady. Znowu ta strzelnica... Tak jest przez całe igrzyska: biegowo OK, strzelnica – wielki minus – mówił Gil.

 

- Faktycznie, biegowo było OK, ja jestem zadowolony z tego biegu, ale cztery strzelania i sześć pudeł w sumie – to dość dużo. Niestety, bez strzelania nie da się osiągnąć dobrego wyniku w biathlonie – podsumował Koszyk, jego przewodnik.

Informacja Prasowa
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie