Kszczot: Mistrzostwo świata Szymańskiego ma dla mnie słodko-gorzki smak

Tomasz LachInne

W niedzielę 22 marca w Toruniu zakończyły się halowe mistrzostwa świata w lekkoatletyce. Ekspert Polsatu Sport Adam Kszczot podsumował tę imprezę.

Pięciu lekkoatletów w pozycji startowej na bieżni, z numerami torów od 1 do 5.
fot. PAP

World Athletics podała, że Halowe MŚ w Toruniu były pod względem sportowym najlepszymi mistrzostwami w historii. Padły 2 rekordy świata, 6 rekordów mistrzostw, ustanowiono aż 174 rekordy życiowe! Czy, oglądając 3–dniowe zmagania, też byłeś pod wrażeniem poziomu?

 

Adam Kszczot (medalista największych imprez, m.in. halowy mistrz świata na 800 metrów): Wydaje mi się, że ze statystykami nie ma się co kłócić. Padło faktycznie wiele rekordów. Wyniki wielu konkurencji można uznać za zaskakujące, choćby historyczna sprawa w skoku o tyczce (trójka medalistów z wynikiem 6-metrowym) czy biegi średnie na wysokim poziomie. Niewiele konkurencji odstawało poziomem i trzeba uznać, że te mistrzostwa były wyjątkowe. To był wyjątkowy halowy sezon ogółem. Od kilku lat obserwujemy w hali tendencję zwyżkową. Zawsze tak było, że jeżeli choć jedna osoba odkleja się od stawki, to wszyscy jak karne owce podążają za nią, poprawiają swoje wyniki i poziom rośnie. Powodów do tego jest więcej, bo zmieniają się technologie i sposób treningu. Badania naukowe przewróciły to, co kiedyś uważaliśmy za niepodważalną wiedzę treningową. Dodatkowo nowe buty karbonowe w biegach zmieniają bardzo dużo, szczególnie na hali.

 

W Twojej ukochanej konkurencji też padł rekord, tyle że dotyczący wieku. Amerykanin Cooper Lutkenhaus został najmłodszym mistrzem świata w historii. Bieg na 800 metrów wygrał w wieku 17 lat i 9 dni! Byłeś chyba w szoku?

 

Takie talenty się zdarzają. Lutkenhaus jest rzeczywiście najmłodszym mistrzem świata, ale to nie jest wyjątek od reguły. Jakob Ingebrigtsen też był nastolatkiem, kiedy wchodził na salony dużych imprez międzynarodowych. To jest trend, że coraz młodsi zawodnicy osiągają coraz bardziej seniorskie wyniki. Wcześniej było to zarezerwowane dla mieszkańców Afryki, ale to się zmieniło. Mam taką teorię, że wszyscy, którzy są wychowani w kulturach wysoko rozwiniętych, mają słabszy aparat ścięgnisty i dostali w ostatnich latach protezę w postaci butów. Jak popatrzy się na wyniki, to znacznie bardziej poprawili je mieszkańcy Europy i Stanów Zjednoczonych niż mieszkańcy gorzej rozwiniętych krajów afrykańskich, którzy mają silniejszy aparat ruchowy.

 

Polska z dorobkiem 4 medali zajęła 9. miejsce w klasyfikacji medalowej. Tylko 2-krotnie w historii zdobywaliśmy w HMŚ 5 medali, więc są chyba powody do zadowolenia?

 

Przede wszystkim o tabeli medalowej decydują złote medale, a w Toruniu do drugiego miejsca wystarczyło mieć 4 złota. To jest klasyfikacja niereprezentatywna. Musimy zdać sobie sprawę z jednej rzeczy – hala a stadion otwarty to 2 różne sporty. Chodzi o środowisko, w jakim się robi wyniki, w jakim są rozgrywane konkurencje. Część krajów w ogóle nie startuje na hali, bo nie ma takiej potrzeby. Sprinterzy z Jamajki czy USA się pojawiają, ale to nie są topowi zawodnicy. Nie było rekordzisty świata na 800 metrów Josha Hoey’a. Takich nazwisk, które się nie odhaczyły na liście startowej, trochę byśmy znaleźli. Jeżeli chodzi o medale, to wynik jest bardzo dobry. Szczerze mówiąc, myślałem, że możemy skończyć gorzej. Po drugim zdobytym medalu dla mnie już było super. Świetnie, że wpadł nam medal sztafetowy. Sztafety na wielkich imprezach to jest naprawdę loteria i wiele rzeczy się w nich dzieje. Tym razem zadziało się na naszą korzyść i traktujmy to w kategoriach sukcesu, a nie przypadku.

 

Zatem sportowo mistrzostwa w Toruniu „dowieźliśmy”. Mamy mistrza świata w biegu na 60 metrów przez płotki! Na pewno się z tego cieszysz, ale jako były znakomity zawodnik widzisz całość w szerszej perspektywie. Jaka ona jest?

 

Polski wynik to sukces, natomiast ja cały czas będę podkreślał, że do światowej czołówki wchodzą coraz młodsi zawodnicy. My ciągle robimy wyniki przy 26–27 roku życia. Młode pokolenie naszych trenerów odwraca bieg rzeczy. Nieco starsza Ania Wielgosz jest w wyśmienitej formie. Klaudia Kazimierska w Polsce została niedoceniona, a w Stanach Zjednoczonych rozwija się coraz śmielej i z roku na rok bije kolejne rekordy. Jest niezbyt rosła, podobnie jak Sofia Ennaoui, ale potrafi zawojować świat. Potencjał w zawodnikach i trenerach mamy, ale brakuje nam systemu, który by potrafił zarządzać tym wszystkim. Mamy fajnych chłopaków na 800 metrów, gdzie wynikowo wszystko się zgadza. Jednak żeby biegać dobrze turnieje, liczy się nie tylko wynik, ale kilka innych składowych elementów. Jakub Szymański został mistrzem świata w biegu na 60 metrów przez płotki. Od lat mówię, że to jest człowiek, którego trzeba obserwować, bo on będzie medalistą imprez globalnych. Powtarzam to w każdym komentarzu na antenach Polsatu podczas jego startów. Z przerażeniem jednak słucham, kiedy Kuba mówi, że „nie musiał się nikomu spowiadać po nieudanym starcie”. Rozumiem, że sugeruje w tej wypowiedzi, że nie pracował z psychologiem. Mnie to przeraża. Mam dzisiaj na sport inną perspektywę i zauważam, że najcenniejszy nie jest sam trening, ale umiejętność połączenia przygotowania psychologicznego, mentalnego i przygotowania fizycznego. Jeżeli jedna ze stron kuleje, to zawodnik nie będzie miał wysokiej powtarzalności dobrych wyników. Dlatego sukces Jakuba jest dla mnie słodko-gorzki.

 

Pomoc psychologa w lekkiej atletyce na najwyższym poziomie uważasz za niezbędną?

 

Musimy zrozumieć jedną rzecz – kiedy stoi się na linii startu, to jest to sytuacja ja kontra reszta świata, jest się samemu, bez zespołu, któremu zresztą Kuba Szymański pięknie podziękował. Podziękował trenerom, kolegom, z którymi trenuje, a jeśli komuś zapomniał podziękować, to chyba tylko z emocji. Część zawodników i widzów nie zdaje sobie sprawy, że przed strzałem startera jesteś na bieżni sam. Co do Jakuba Szymańskiego, to żywię sporą obawę, czy starczy mu sił, jeśli będzie przeżywał za każdym razem sukcesy i porażki własnymi siłami.

 

Jak ocenisz naszych 800-metrowców – Annę Wielgosz, Macieja Wyderkę, który niedawno odebrał Tobie halowy rekord Polski, i Filipa Ostrowskiego? Wszyscy odpadli w biegach półfinałowych.

 

Ania Wielgosz zrobiła to, co mogła zrobić. Ona cały czas swój poziom nie tyle potwierdza, co podwyższa. Rozmawiałem z jej trenerem-mężem i wiem, że korzystają z wielu zdobyczy dzisiejszej nauki, co daje im nową jakość trenowania. I to widać. Jeżeli byśmy posłuchali trenerów sprzed lat i trenerów młodego pokolenia, to tutaj wieje nadzieją. Maciej Wyderka także zrobił wszystko, co mógł. Miał ciężko w swoim półfinale, popełnił sporo błędów w biegu eliminacyjnym, gdzie dołożył trochę metrów. Filip Ostrowski był daleko od finału. Pamiętajmy też, że biegi średniodystansowe komercyjne a biegi średniodystansowe w turnieju, szczególnie w hali, to jest inny sport. Trzeba być gotowym na wiele scenariuszy i odpowiednio zareagować.

 

Czy ktoś z naszej kadry Cię rozczarował? Liczyłeś być może na medal Marii Żodzik w skoku wzwyż bądź na podium sztafety żeńskiej 4 × 400 metrów? Ta sztafeta w półfinale miała drugi najlepszy czas w naszej historii, ale w finale zajęła 4. miejsce.

 

Halowe MŚ to turniej i jeśli są bite rekordy, to znaczy, że robota została zrobiona. Wszyscy, którzy pojechali na te mistrzostwa, naprawdę zrobili kawał dobrej roboty. Ci, którzy wystartowali w eliminacjach, już wygrali. Dostać się na imprezę globalną nie jest łatwo. Nasza kadra była naprawdę fajna, ale były też różne, powiedzmy to, „smaczki”. Julia Jaguścik na urlopie dowiedziała się, że startuje w Toruniu. My ciągle aspirujemy do systemu, stoimy wciąż w przedsionku światowej lekkiej atletyki. Mamy świetne indywidualności, które rozwijają się z roku na rok, kadra trenerska jest coraz młodsza, co daje dobre prognozy na przyszłość, ale nie stać nas na to, by tracić talenty. Ania Wielgosz zmieniła trenera, zaczęła biegać z własnym mężem i bić rekordy, co wcześniej było niemożliwe, nawet w jej lekkoatletycznym „primie”. Margarita Koczanowa trenuje z Anetą Lemiesz, zawodniczką masters. Anna Kiełbasińska zmieniła swego czasu grupę treningową na zagraniczną i zaczęła naprawdę szybko biegać. Jest pytanie – czy to zmiana środowiska i nowe chęci wpłynęły na poprawę wyników, czy jednak ten trening czymś się różnił. Uważam, że przede wszystkim nowy trening dał impuls, bo ci ludzie zawsze mieli chęci, by osiągać jak najlepsze wyniki.

 

Jak podobał Ci się nowy pomysł World Athletics podwójnego finału biegu na 400 metrów? Zamiast jednego biegu z 6 zawodnikami rozegrano 2 biegi 4-osobowe. Chodziło o wyeliminowanie nierównych szans, jakie daje losowanie torów w hali.

 

Wiele osób to odrzuca, ale ja uważam, że ten pomysł podnosi poziom całego wydarzenia. Sprawa nie jest taka spolaryzowana, czarno-biała. Zasady kwalifikacji i losowania torów były różne na różnych imprezach. Sam wygrałem wszystkie biegi w 2018 roku z pierwszego, teoretycznie najgorszego toru. Bieg na 400 metrów to jest taka konkurencja, gdzie trzeba dać z siebie wszystko, gdzie w czołówce decydują setne części sekundy. I pamiętajmy, że gdyby ci najlepsi spotkali się w jednym biegu, to jakaś kolejność po zejściu do łuku też by się ustaliła. Ten pomysł na hali wyrównuje szanse tym, którzy by byli na 1. czy 2. torze, zmusza zawodników do biegania „all-out”, wszystkie pieniądze na stół. Jest też więcej miejsca do rywalizacji, a mało kto pamięta przepychanki, nadepnięte krawężniki, skręcone kostki, trudne sytuacje. Jak odcina zawodników, to na ostatnim łuku ci z drugiego toru wpadają na tych z pierwszego. Im więcej jest biegaczy, tym większe ryzyko, że coś się stanie. W 2014 roku Marcin Lewandowski nadepnął na łuku linię i został zdyskwalifikowany, a mógł mieć medal imprezy międzynarodowej.

 

Jakie rokowania można czynić w kontekście sezonu letniego, patrząc na rezultaty polskich lekkoatletów podczas HMŚ w Toruniu?

 

Na tle Europy polskie wyniki wypadają lepiej niż na tle całego świata. Zatem szanse medalowe ilościowo i jakościowo rosną. Same wyniki z Torunia nie mają przełożenia na sezon letni, bo są uzyskane w innym środowisku czy w innych konkurencjach. Jak porównywać Ewę Swobodę na 60 metrów i na 100 metrów? Zawodników szybkich w hali i wolnych na otwartym stadionie, czy odwrotnie, nie brakuje. Bądźmy dobrej myśli, że będzie tak, jak mawiał Adam Małysz, i nasi oddadzą 2 dobre skoki, czyli będą mieli 2 dobre sezony przygotowawcze – ten do hali i ten do startów letnich – i że da to dobre wyniki na najważniejszych imprezach.

Polsat Sport
Przejdź na Polsatsport.pl

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Przeczytaj koniecznie