Trzeba szukać trenera. Bije na alarm, medale na igrzyskach przykryły problemy
Będzie mu dość trudno powtórzyć te wyniki z igrzysk. Tym trudniej, że już zaczynają mówić, że to drugi Stoch czy Małysz – mówi trener skoków Kazimierz Długopolski o Kacprze Tomasiaku, a przy okazji podsumowuje ostatni sezon i zaskakuje opinią ws. sztabu i Macieja Maciusiaka.

Dariusz Ostafiński, Polsat Sport: Za nami kolejny sezon w skokach. Powiedzieć, że był dziwny, to jak nic nie powiedzieć. Zostaliśmy zasypani medalami na igrzyskach, ale na to, co działo się przed i po igrzyskach to lepiej spuścić zasłonę milczenia.
Kazimierz Długopolski, trener skoków: Nie da się ukryć. Przecież wszyscy widzieliśmy. Przyznam, że ja nie pamiętam tak słabego sezonu. Poza igrzyskami oczywiście. Jestem rozczarowany i to nawet pomimo tego, że nie miałem wielkich oczekiwań.
Aż dziw bierze, że w tak słabym sezonie odnieśliśmy tak gigantyczny sukces na igrzyskach.
To też nie do końca, bo jednak w przypadku Tomasiaka mówiliśmy, że można na niego liczyć. Jasne, że nie aż na trzy medale, ale na jakiś sukces na pewno. Natomiast to, co stało się na igrzyskach, nazwałbym jednym z trzech cudów, jakie mieliśmy w polskich skokach. Pierwszym było złoto Wojtka Fortuny, drugim mistrzostwa świata na skoczni normalnej w Seefeld, gdzie był skok z miejsca 27 na 1, a teraz doszedł ten medal naszych w duetach.
Ciekawa wyliczanka.
Jakby się tak mocniej zastanowić nad tym, co działo się na igrzyskach, to nigdy wcześniej, ani nigdy później nie mieliśmy takich konkursów, jak tamte. Czołówka, a przynajmniej niektórzy, mocno psuli swoje skoki. A Tomasiak nie psuł i był mocny. Już pierwsze treningi wskazywały na to, że będzie dobry wynik i tak się stało.
A co się stało z Tomasiakiem po igrzyskach, bo mówiono, że teraz już pójdzie z górki, że w końcu będzie podium Pucharu Świata.Po igrzyskach skakał nawet jeszcze gorzej niż przed. Psychika u niego siadła. Zaczął się szum wokół niego, posypały się zaproszenia, jego rozbiło psychicznie. Nie poradził sobie z tym.
Tego nie wiem. Zobaczymy, bo sam jestem ciekaw, jak to będzie u niego wyglądało. Będzie mu dość trudno powtórzyć te wyniki z igrzysk. Tym trudniej, że już zaczynają mówić, że to drugi Stoch, czy Małysz. Oby to nie był wyskok jednego sezonu, bo czasem się tak zdarza, że jakiś zawodnik nagle eksploduje formą, a potem znika.
Jak tego uniknąć? Jak z takiego zawodnika, który wyskoczył z formą zrobić gwiazdę na lata?
Znam się na skokach, ale nie odpowiem, bo to trudno powiedzieć. Ja liczę po cichu, że on będzie dobrze skakał, ale żadnej gwarancji, ani pewności nie mam. A na pewno zapomnijmy o tym, że on co drugi konkurs będzie na podium. Natomiast stać go na wiele. Tyle że jak powiedziałem: skoki to loteria i nie ma czegoś takiego, jak sto procent.
A jeszcze był ten upadek na mamucie. Myśli pan, że to zostawi na nim jakiś ślad?
To się zdarza. Nawet tym najlepszym. Jakby to był wypadek w powietrzu, jakby spadł zaraz za progiem, to mógłby zostać uraz. Jednak nie w tym przypadku.
Czyli tylko musi dojść do siebie po sukcesie.
Tylko tyle i aż tyle. Na szczęście on ma fajną rodzinę, gdzie jest spokojna atmosfera. To jest klucz i punkt wyjścia do rozwiązania wielu potencjalnych problemów, także tego.
Porozmawiajmy o trenerze Maciusiaku. Jakby nie igrzyska, to pewnie powiedzielibyśmy, że trzeba go zwolnić. A co w tej sytuacji?
Wynik broni trenera. Na tych igrzyskach dużo dla siebie zrobił. Jego pozycja trenerska się wzmocniła, te medale wiele przykryły.
Medale, ale i też decyzje, bo zabrał na przekór wszystkim Pawła Wąska i ten zdobył z Tomasiakiem medal w duetach.
Nie zawiódł. Kiepsko skakał na małej, potem było lepiej, a na końcu medal i jeden z trzech cudów. Dobrze jednak, że ten cud się zdarzył.
Czyli Maciusiaka zostawiamy?
Myślę, że mimo wszystko musimy szukać trenera. Dużo o tym myślałem i wydaje mi się, że lepszy byłby jednak trener zagraniczny. Dlatego, że jak są jakieś nowinki, to ten zagraniczny prędzej znajdzie czy dostanie do nich dostęp. Dla Polaka ten temat jest zamknięty.
A nowinki były w tym ostatnim sezonie jakimś problemem?
Podobno byliśmy z nimi do tyłu, byliśmy sprzętowo gorsi. Nie do końca mnie to przekonuje, traktuję to, jak wymówkę dla słabych wyników, ale przy zagranicznym trenerze by tego tłumaczenia nie było.
Ten sztab, z trenerem Maciusiakiem, nie rozwiąże naszych problemów?
Nie wiem, czy ten sztab i ten trener mają jakiś pomysł i sposób na zmianę metod szkolenia. Jakoś w to wątpię.
Zaraz pan powie, że błędem było zwolnienie Thurnbichlera.
Jak zawodnicy na niego narzekali, to trzeba było ich wysłać do kogoś innego, a Thurnbichlera zostawić.
Narzekali zawodnicy, którzy od trzech lat już nie skaczą.
Brzydko mówiąc, to zużyty materiał. Dlatego powtórzę, że przespaliśmy temat. Do Thurnbichlera już nie wrócimy, ale myślę, że są ludzie, którzy myślą o tym, co zrobić i zastanawiają się nad tym, czy jest odpowiedni kandydat.
A jest?
Nie wiem, czy jest. Natomiast w szkoleniu i podejściu trzeba dużo zmienić. Może w przypadku dzieci i młodzieży jeszcze to jakoś u nas wygląda, ale z juniorami jest już źle, tam zaczyna to kuleć. Technika skoku naszych zawodników jest dużo gorsza niż u tych najlepszych. Wystarczyło popatrzeć na Planicę, gdzie pokazywali kąt odbicia i szybkość przelotową. U najlepszych wynosiła ona 120, u naszych 115. Ci lepsi latali też nawet i sześć metrów nad bulą. Kraft leciał cztery metry, ale osiągnął dobrą odległość, bo jego szybkość przelotowa wyniosła 130. Tak więc mamy nad czym myśleć.
Przejdź na Polsatsport.pl